Dzisiaj jest: piątek, 18 października 2019   Imieniny: Julian, Łukasz, Wiktor

więcej ›

SPORT

Piłka nożna




I liga - jesień 2019

27.07Puszcza N. (w)0:0
03.08GKS Tychy (d)2:1
09.08Stomil Olsztyn (w)1:2
17.08GKS Bełchatów (d)1:1
21.08Radomiak (w)2:2
25.08Warta Poznań (w)1:1
31.08Odra Opole (d)2:0
07.09Sandecja N. Sącz (w)1:1
14.09Chrobry Głogów (d)1:0
21.09Zagł. Sosnowiec (w)4:2
29.09Chojniczanka (w)1:3
04.10Stal Mielec (w)1:3
19.10Podbeskidzie (w)-:-
22.10Wigry Suwałki (d)18:00
26.10Ol. Grudziądz (d)16:00
02.11Nieciecza (w)-:-
09.11Miedź Legnica (d)16:00
16.11Puszcza N. (d)13:00
23.11GKS Tychy (w)-:-
30.11Stomil Olsztyn (d)13:00

Tabela - I liga

1. Radomiak Radom 12 26 20:12
2. Warta Poznań 12 24 18:10
3. Stal Mielec 12 22 15:13
4. Podbeskidzie 12 21 20:12
5. Olimpia Grudziądz 12 20 21:17
6. Miedź Legnica 12 20 15:11
7. Stomil Olsztyn 12 20 11:11
8. BB Nieciecza 12 17 17:12
9. GKS Jastrzębie 12 17 17:16
10. GKS Tychy 12 17 25:20
11. Zagłębie Sosn. 12 15 16:16
12. Sandecja N. Sącz 12 14 13:18
13. Chojniczanka 12 14 17:19
14. Niepołomice 12 14 8:13
15. GKS Bełchatów 12 14 14:15
16. Wigry Suwałki 12 12 12:19
17. Chrobry Głogów 12 8 9:23
18. Odra Opole 12 7 7:18
       

Informacje o klubie
Rok założenia: 1961 (Górnik Jastrzębie), 2010 (GKS 1962)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Harcerska 14B, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Stadion Miejski, ul. Harcerska 14B
Rozgrywki: I liga

Prezes: Dariusz Stanaszek
Trener: Jarosław Skrobacz
II trener: Jan Woś
Trener bramkarzy: Sławomir Królczyk
Trener prz.fiz.: Damian Zawierucha
Kierownik drużyny: Kamil Błachut
Fizjoterapeuta: Natalia Legierska

Kadra:
Bramkarze: Grzegorz Drazik [1], Mateusz Kurzanowski [26]
Obrońcy: Dawid Gojny [94],Dominik Kulawiak [16], Oskar Mazurkiewicz [27], Przemysław Pastuszak [15], Kamil Szymura [17], Adam Wolniewicz [93]
Pomocnicy: Rafał Adamek [22], Faril Ali (Ukr) [10], Dawid Chochulski [29], Bartosz Jaroszek [32], Marek Mróz [21], Patryk Skórecki [77], Dominik Szczęch [11], Damian Tront [20]
Napastnicy: Kamil Adamek [28], Kamil Jadach [8], Jakub Wróbel [12], Adam Żak [9]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2019-10-19

Mistrzostwa Polski Młodzików

Ogólnopolski turniej judo

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-10-20

JKH GKS Jastrzębie - Zagłębie Sosnowiec

Polska Hokej Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-10-22

GKS Jastrzębie - Wigry Suwałki

Piłkarska Fortuna 1. Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-10-26

GKS Jastrzębie - Olimpia Grudziądz

Piłkarska Fortuna 1. Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Nie stać nas na szaleństwa"

Trener Jarosław Skrobacz z kibicami GKS Jastrzębie, fot. Jan Kalinowski (baron)
 
Piłkarze GKS Jastrzębie zakończyli sezon 2018/2019 na piątym miejscu w I lidze, co jest najlepszym wynikiem naszego klubu od trzydziestu lat. A przecież zaledwie niespełna dekadę temu jastrzębski futbol sypał się niczym domek z kart, zaś grupa "ostatnich Mohikan" zbierała się gdzieś w małej salce przy stadionie, aby rozpocząć to wszystko od nowa. Gdyby ktoś wówczas powiedział, że w 2019 roku ekipa z Harcerskiej będzie piątą siłą województwa śląskiego, występującą wyżej od Ruchu Chorzów czy GKS Katowice, to z miejsca zostałby... zabity śmiechem. 

Można zatem powiedzieć, że ostatnie trzy lata to taka swoista nagroda za tamte kibicowskie cierpienia. Pod wodzą trenera Jarosława Skrobacza zespół walczący o utrzymanie w III lidze zanotował dwa awanse i zagrał w ćwierćfinale Pucharu Polski. Niezależnie od tego,  co stanie się w przyszłości, to właśnie z nazwiskiem tego szkoleniowca będzie wiązał się wspaniały czas odrodzenia jastrzębskiego futbolu. Czas zatem na posezonowy wywiad-rzekę z twórcą sportowych sukcesów GieKSy. 

Z Jarosławem Skrobaczem rozmawiamy o... wszystkim! Od trudnych wspomnień i najbliższych planów, przez sprawy kadrowe i transferowe, aż po problemy naszych nad wyraz wymagających komentatorów i plany urlopowe trenera. Z uwagi na "objętość" rozmowy rozważaliśmy nawet publikację niniejszego wywiadu w dwóch częściach, ale nie będziemy wam niepotrzebnie komplikować czytania. Zatem zapraszamy do lektury!
 
- Na początek najważniejsze pytanie - zostaje pan z nami?
Jarosław Skrobacz - Powiem wprost, że... w Jastrzębiu jest mi dobrze. Nie mam zamiaru nikomu słodzić, ale pod wieloma względami nie mogę narzekać. Raz, że mam blisko z rodzinnego domu, a dwa - nasz klub w praktycznie każdej dziedzinie idzie do przodu. W mojej umowie z GKS Jastrzębie istnieje zapis, że zostaje ona automatycznie przedłużona w przypadku utrzymania w I lidze. Tak też się stało i nie ma sensu na siłę tego zmieniać. Obawiam się jedynie o sytuację kadrową, ponieważ niestety szykuje nam się spora rewolucja w składzie. Niekoniecznie na wszystko mamy wpływ, ale nie można obrażać się na rzeczywistość.
 
- Do spraw kadrowych jeszcze wrócimy. Powtórzmy więc raz a dobrze - zostaje pan z nami.
- Bardzo bym tego chciał.
 
- Gdyby trzy lata temu ktoś mi powiedział, że późną wiosną 2019 roku GKS Jastrzębie będzie o dwa poziomy wyżej od Ruchu Chorzów, to wyśmiałbym go. Taki Widzew Łódź marzyłby o drodze, która przytrafiła się naszemu klubowi. Dlatego zapytam wprost, czy były pod pana "podchody" z innych klubów?
- Mówiąc całkowicie szczerze, to... za dużo przeżyłem w futbolu, aby nie wiedzieć, że od tzw. telefonów sondażowych i umawiania się na rozmowy do dyskusji na temat szczegółów i podpisania umów są wręcz "lata świetlne". Zapytać zawsze można, ponieważ to nic nie kosztuje. Dziś jestem w Jastrzębiu i wspólnie osiągamy coś fajnego. Widzimy wspólny cel i doceniamy fakt, że nie jesteśmy zostawieni sami sobie. GKS Jastrzębie jest bardzo przychylnie traktowany przez otoczenie. Wprawdzie nie jest moją rolą oceniać tę sytuację, ale klub jest doceniany przez władze miasta i sponsorów, a współpraca z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji układa się świetnie, co jest dla mnie bardzo istotne. Ucinając ten temat powiem tylko, że "zapytania" i "telefony" były, ale od nich do podjęcia pewnych decyzji jest bardzo daleka droga.
 
- Dwa lata temu przy okazji awansu do II ligi mówił mi pan, że nasze I-ligowe marzenie powinno być realne w przewidywalnej perspektywie czasowej. Dziś to rzeczywistość. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy nie stało się to trochę za szybko? Czy nie jest tak, że ten sukces jeszcze do nas mentalnie "nie dotarł"?
- Rzeczywiście, szybciej nie dało się tego zrealizować (śmiech). Nie sądzę jednak, iż "zbyt szybko" awansowaliśmy z III do I ligi. Gdybyśmy w maju spadli z zaplecza ekstraklasy, albo bylibyśmy dostarczycielem punktów, to co innego. Tymczasem radzimy sobie nie tylko sportowo, ale też organizacyjnie. Klub stanął na wysokości zadania w sprawach licencyjnych i kadrowych, dzięki czemu nie byliśmy w I lidze "chłopcem do bicia". Zdaję sobie sprawę, że niektórzy w euforii mówili nawet o pójściu drogą ŁKS-u Łódź, ale... powinniśmy podchodzić do sytuacji spokojnie i z realizmem. Nie stać nas na szaleństwa.
 
- Trudno dziwić się euforii. Wszak niedawno graliśmy z Olimpią Kowary, a za rok... piąty zespół I ligi będzie szykował się do baraży o ekstraklasę.
- To prawda. Być może nawet trochę szkoda, że te baraże nie obowiązują już dziś. Nie zmienia to jednak faktu, że krążą różne opinie o kolejnym sezonie. Oczywiście wszyscy znamy wyświechtane powiedzenie o "trudnym drugim sezonie beniaminka", ale przykładów potwierdzających jego prawdziwość jest tyle samo, ile tych, które zadają mu kłam. My ze swojej strony zrobimy wszystko, aby GKS Jastrzębie nadal był postrzegany pozytywnie i żeby o naszym klubie mówiło się wyłącznie dobrze. Chcemy, aby inne drużyny czuły przed nami respekt. Wynik sportowy zależy od mnóstwa czynników, spośród których najważniejszym jest zestawienie naszej kadry, którego jeszcze nie znamy. Nie wiemy, kto na pewno z nami zostanie, a z tym wiążą się przecież kolejne roszady. Uważam jednak, że należy iść do przodu z odpowiednim zaangażowaniem i wiarą, że na pewno będzie lepiej.
 
- Teraz będzie podchwytliwie. Co łączy GKS Jastrzębie z Wdą Świecie, Unią Tarnów, Piastem Żmigród, Pelikanem Łowicz, Gwardią Koszalin, JKS Jarosław i Jagiellonią II Białystok.
- Nie mam pojęcia...
 
- Trzy lata temu te zespoły zajęły siódme miejsca w ośmiu grupach III ligi, czyli przed reorganizacją. Był pan wtedy od dwóch miesięcy trenerem naszych piłkarzy. Byliśmy zatem ex-aequo z nimi na 101. miejscu w "rankingu" polskiego futbolu. Dziś jesteśmy na 21. pozycji. Aktualnie plasujemy się nad Podbeskidziem Bielsko-Biała, a w połowie 2016 roku wyprzedzały nas także Rekord Bielsko-Biała i BKS Stal Bielsko-Biała. To jest kosmiczny przeskok i w historii jastrzębskiego futbolu będzie wiązał się z pana nazwiskiem.
- Pozostaje mi się tylko cieszyć... Rzeczywiście, udało się podnieść GKS Jastrzębie na wyższy poziom. Jednak wszyscy, którzy są blisko klubu, doskonale wiedzą, z jakim ogromnym mozołem, wyrzeczeniami i codziennym poświęceniem wiązało się osiągnięcie tego celu. Cieszę się także z tego, iż miejscowi zawodnicy tak szybko zdołali "wskoczyć na inne tory". Nie tylko przekonali się, że można coś ważnego osiągnąć, ale także nauczyli się przede wszystkim wymagać więcej od samych siebie. Przecież po awansie do II ligi dokonaliśmy dosłownie kosmetycznych wzmocnień i w ten sposób działamy cały czas. Tymczasem w innych klubach działacze potrafią wymienić osiemnastu zawodników, czego dowodem był rok temu GKS Katowice. My pożegnaliśmy się z trzema czy czterema chłopakami, a i tak odbyło się to po długich przemyśleniach. Celem takich lekkich roszad było i wciąż pozostaje podniesienie jakości całego zespołu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to popularne...
 
- Jako kibice czasem przywiązujemy się do niektórych nazwisk.
- To jest czasem problem tych zawodników, którzy publicznie i bardzo głośno deklarują swoje przywiązanie do klubu. Osobiście uważam, że historię trzeba znać, ale żyć należy teraźniejszością i przyszłością. Jeśli ktoś wyróżniał się na piątym poziomie rozgrywkowym, to niekoniecznie da sobie radę w I lidze. Aby się rozwijać, należy dawać z siebie... więcej niż 100%, a i to też może nie wystarczyć. Kibice powinni zdawać sobie sprawę, że zawsze część zawodników będzie niezadowolona. Wielokrotnie powtarzałem, iż w czwartek przed meczem okazję do narzekania ma ósemka, która nie mieści się w kadrze meczowej. Następnie w momencie ogłaszania pierwszej jedenastki, psioczyć będzie kolejnych siedmiu. I tak tydzień w tydzień połowa szatni nie jest szczęśliwa, co ma zapewne przełożenie na kreowanie krzywdzących opinii wśród kibiców. Taka jest jednak niewdzięczna rola sztabu szkoleniowego, aby tę układankę sensownie złożyć. Jeśli jednak ktoś zna sytuację "od środka", ten doskonale wie, jak to wygląda na co dzień.
 
- Przejdźmy wobec tego do zakończonego niedawno sezonu. Czy pod kątem czysto sportowym był taki moment, w którym obawiał się pan, że drużyna może jednak nie podołać wymaganiom I ligi? Na samym początku odbiliśmy się od takiej Puszczy Niepołomice jak od ściany.
- Początek nie był łatwy i świadczą o tym wyniki. Kto jednak widział nasze mecze, ten doskonale pamięta, jak to wyglądało. Przecież w meczu z Puszczą Patryk Skórecki nie trafił do pustej bramki i nie wykorzystał rzutu karnego. Bywało jednak i "w drugą stronę", kiedy to rywal miał więcej z gry, a jednak to my wygrywaliśmy.
 
- Tak jak ze Stomilem Olsztyn u nas.
- Dokładnie, taka właśnie jest piłka. Na starcie sezonu miewaliśmy pecha i nie potrafiliśmy przechylić wyników tych spotkań na naszą korzyść. Nie wiem, czy to był efekt strachu, nerwowości czy po prostu... głowy nie pracowały tak, jak powinny. Jednak już wyjazdowy remis z Rakowem Częstochowa pokazał nam, że I liga nie musi być taka straszna. Nie będę jednak ukrywał, że siadaliśmy czasem w naszym pokoju trenerskim zawiedzeni takim czy innym rezultatem. Trzeba jednak pamiętać, że GKS Jastrzębie nie jest i długo jeszcze nie będzie jakimś dominatorem, który potrafi zagrać 34 kapitalne mecze. Słabsze momenty zawsze się zdarzają. Uważam jednak, że w tym sezonie zdołaliśmy ustrzec się wielkich kryzysów, dzięki czemu uniknęliśmy nadmiernej nerwowości. Niemniej, ja akurat jestem takim człowiekiem, że po każdym niesatysfakcjonującym meczu krąży mi w głowie mnóstwo przemyśleń i analiz. Ale tak już chyba musi być.
 
- Na jednej z konferencji pomeczowych potwierdził pan, że dobra postawa wiosną to efekt m.in. pewnych zmian w przygotowaniach zimowych. Wiadomo, że rundy rewanżowe sprzed roku i dwóch lat rozgrywane były w zupełnie innych okolicznościach niż ta obecna, ale zarazem widać zmianę jakościową. A zatem co się zmieniło, że tym razem było tak dobrze?
- Po prostu wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich rund wiosennych. Zmieniliśmy pewne aspekty dostosowania obciążeń treningowych i "zeszliśmy" z nich szybciej niż w tamtych latach. Można powiedzieć, że wówczas pracowaliśmy za długo na bardzo wysokim pułapie motorycznym i w efekcie zabrakło nieco czasu na złapanie świeżości. Mecze nawarstwiały się, a efekty widzieliśmy. Kibice wprawdzie nie biorą tego pod uwagę, jednakże rozegranie nawet jednego spotkania w bardzo ciężkich warunkach potrafi pozostawić ślady na dwa tygodnie. Inna sprawa, że rok i dwa lata temu nie dysponowaliśmy tak wyrównaną i szeroką kadrą. Sądzę, że sympatycy GKS Jastrzębie widzą, iż dziś na murawie pojawia się np. osiemnasty zawodnik, a mimo to nie odstaje od podstawowej jedenastki. Ponadto sporo rozmawiamy z piłkarzami i słuchamy ich opinii oraz spostrzeżeń dotyczących ich organizmów. Tych czynników było rzecz jasna znacznie więcej, ale pozytywne rezultaty zmian widzieliśmy w ostatnich trzech miesiącach.
 
- Tę "długą ławkę rezerwowych" zobaczyliśmy szczególnie w pojedynku z Sandecją Nowy Sącz. Przed meczem okazuje się, że nie zagra czterech podstawowych graczy, a tymczasem czwarta siła I ligi dostaje 5:0, a wynik ustala Dominik Szczęch, którego w tym sezonie oglądaliśmy w akcji dość rzadko.
- Proszę zauważyć, że już przed rundą wiosenną byliśmy przygotowani na różne warianty odnośnie praktycznie każdej pozycji. Dwanaście miesięcy temu absencja chociażby Damiana Tronta wydawała się "końcem świata". Oczywiście ewentualny brak Damiana to również teraz wielkie osłabienie, ponieważ jest to zawodnik nie do przecenienia. Jednakże dziś dysponujemy określonym wachlarzem rozwiązań, który pozwala na dokonanie sensownych zmian w składzie. Podobnie było zresztą ze środkiem obrony, gdzie z konieczności zaczął występować Bartosz Jaroszek. Zimą wykonaliśmy naprawdę sporo pracy na tej pozycji. Dołączył do nas przecież Adam Wolniewicz, który w mojej opinii wykonał kapitalną robotę. Słyszałem wprawdzie różne opinie o tym karnym z GKS Katowice...
 
- Wyjaśnijmy, że na trybunach niektórzy wypominali wtedy Wolniewiczowi fakt, iż przyszedł z zaprzyjaźnionego z Katowicami Górnika Zabrze. Wiadomo, kibicowskie emocje...
- Na marginesie powiem, że ten karny został podyktowany niesłusznie. Piłka odbiła się najpierw od uda Adama, a następnie od jego ręki, a zatem arbiter popełnił ewidentny błąd. Podkreślę, że Wolniewicz wniósł naprawdę bardzo dużo i warto o tym pamiętać. Przyjrzyjmy się jeszcze meczowi z Sandecją - wszak na środku obrony mieliśmy nominalnego prawego obrońcę i środkowego defensywnego pomocnika, a mimo to cała ta linia zafunkcjonowała bardzo dobrze. To efekt ćwiczenia gry na różnych pozycjach. Podobnie zresztą radziliśmy sobie w pomocy, gdy z powodu choroby zabrakło Macieja Spychały. Potrafiliśmy znaleźć alternatywę, co jest efektem stworzenia rywalizacji na każdej pozycji. Dzięki temu w sytuacji ubytku kadrowego nie mieliśmy dramatu w szatni. Nie można wprawdzie przeceniać okazałego zwycięstwa z Sandecją, ale na pewno w tym kierunku powinniśmy iść. Musimy być gotowi na różne rozwiązania. Jak na razie nieudane transfery można policzyć na palcach jednej ręki, a to oznacza, że odsetek trafionych jest ogromny. Pozyskani zawodnicy dodali jakości drużynie i mam wielką nadzieję, że nadal tak będzie. 
 
- Może w tej sytuacji warto pomyśleć o stworzeniu zespołu rezerw, który będzie rywalizował w niższej lidze?
- Rozmawialiśmy o tym w klubie i nie można ukrywać, że i dla sztabu trenerskiego, i dla młodych zawodników byłoby to dobre rozwiązanie. Niestety, musimy pamiętać jeszcze o innych aspektach, na czele z organizacyjnymi. Przypomnę, że dysponujemy jedną płytą główną Stadionu Miejskiego, na której trenujemy... raz w tygodniu. Natomiast jeśli akurat gramy na wyjeździe, to w ogóle na nią nie wychodzimy, aby tę murawę szanować. Poza tym obiektem mamy jedynie trawiaste boisko przy ul. Kościelnej, które aktualnie wygląda nieźle, ale tylko dlatego, że młodzież naszej Akademii Piłkarskiej niewiele na niej trenuje. Gdybyśmy zatem wystawili drużynę rezerw, to od razu pojawiłby się kłopot z miejscem rozgrywania meczów. Dlatego rozwiązanie tego problemu nie jest takie proste.
 
- Podsumowując zakończone rozgrywki możemy chyba pół-żartem wyrażać pewne pretensje do ŁKS-u Łódź, że swoim awansem zgarnął nam sprzed nosa tytuł "niespodzianki sezonu"?
- Przyznam, że dla mnie postawa ŁKS Łódź w żadnej mierze nie jest niespodzianką. Wprawdzie przed sezonem wyżej postawiłbym szanse Stali Mielec, ale stawka drużyn gotowych do walki o ekstraklasę była znacznie szersza: GKS Tychy, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Katowice, Chojniczanka... ŁKS okazał się lepszy, choć przed sezonem nie dokonał wielu transferów. Niemniej, wszyscy pozyskani przez łodzian zawodnicy okazali się wartościowymi wzmocnieniami, a część z nich dysponowała doświadczeniem w ekstraklasie. Tu wyjawię pewną ciekawostkę - jeszcze w II lidze wyrażaliśmy zainteresowanie pozyskaniem Wojciecha Łuczaka, ale kiedy usłyszeliśmy, jakie warunki proponuje mu ŁKS, to... odbiliśmy się jak od ściany. Dlatego właśnie awans tego zespołu do ekstraklasy nie jest w mojej opinii żadną sensacją. Czy bylibyśmy w stanie podjąć walkę z łodzianami? Być może udałoby się to w pojedynczych meczach. Majowe spotkanie przy Harcerskiej było trochę... dziwne. Raz, że my byliśmy bardzo zmęczeni grą co trzy dni, natomiast rywale mieli czas na odpoczynek. Dwa, że goście mentalnie także byli bardzo mocni, ponieważ tym spotkaniem mogli zapewnić sobie awans. Nam z kolei nie wyszła pierwsza połowa. Odpaliliśmy dopiero po przerwie i skończyło się tak, a nie inaczej. Niemniej, gratuluję ŁKS-owi. Zasłużona promocja do ekstraklasy.
 
- Czas na kilka krótkich pytań odnośnie sytuacji kadrowej. Którego ze swoich piłkarzy określiłby pan jako odkrycie minionego sezonu?
- Myślę, że wypaliły nasze zimowe transfery. Każdy z tych chłopaków, od Marka Mroza, przez Rafała Adamka, Jakuba Wróbla, aż po Adama Wolniewicza, dał nam odpowiednią jakość na swojej pozycji. Uważam, że szczególnie w ostatnim okresie sezonu pozyskani zawodnicy wzmocnili drużynę. Na przykład Mróz czekał na swoją szansę kilka tygodni, ponieważ świadomie szykowaliśmy go do gry na tak ważnej pozycji w drugiej linii. Robił swoje, odpowiednio pracował i kiedy już wywalczył miejsce w pierwszym składzie, to nie wypuścił go do końca rundy. 
 
- Klub deklaruje, że chce go zatrzymać na kolejny sezon.
- Tak. Akurat sprawa z Markiem Mrozem jest kolejnym dowodem na postęp, jaki poczyniliśmy w sprawach organizacyjnych. GKS Jastrzębie nie jest już III-ligowym ubogim krewnym, którego można "popchnąć i wyrzucić za drzwi". W sprawie Mroza rozmawialiśmy z Lechem Poznań na pozycji partnerskiej i dzięki temu w umowie dotyczącej tego zawodnika zawarliśmy odpowiednie zapisy dotyczące ewentualnego transferu definitywnego. Na chwilę obecną jest to zatem kwestia jedynie dokonania przelewu odpowiedniej kwoty na konto "Kolejorza". Jesteśmy przygotowani na taki wydatek, a zatem chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby Mróz pozostał w Jastrzębiu.
 
- Na finiszu sezonu zabłysnął formą Rafał Adamek, który przy tym swoim pokaźnym wzroście jest nadzwyczaj szybki.
- Rafała Adamka znam bardzo dobrze jeszcze z Pawłowic. Sam ściągałem go kiedyś do Pniówka. Wszyscy znamy jego charakter i podejście do futbolu, dlatego też cieszę się bardzo, że to jest już... inny Rafał niż dawniej (śmiech). Poczekał na swoją szansę i wykorzystał ją. Można zatem uznać, że był on bardziej "odkryciem" dla kibiców, niż dla sztabu trenerskiego.
 
- Porozmawiajmy też o tych zawodnikach, których w Jastrzębiu nie zobaczymy. Szkoda wspomnianego już Macieja Spychały, który zasili Wisłę Płock.
- Na pewno żal, że Maciek odchodzi. To jest też jednak kolejny bardzo pozytywny przykład dla wielu młodych i obiecujących piłkarzy, że warto spróbować swoich sił w naszym klubie. GKS Jastrzębie może stać się dla nich trampoliną do ekstraklasy. Przecież Spychała trafił do nas z III-ligowych rezerw Zagłębia Lubin i potrzebował paru miesięcy udanej rundy jesiennej, aby zainteresować sobą Wisłę Płock! Rok temu Maciek jako zawodnik czwartego szczebla miał zupełnie inne spojrzenie na piłkę. Teraz jest w ekstraklasie. To świetna sprawa także dla naszego klubu.
 
- Wypadałoby powiedzieć dobre słowo o kończącym przygodę z GieKSą Piotrze Pacholskim, z którym związana jest dość zabawna sytuacja. Pacholski przyszedł przecież do IV-ligowego wówczas GKS Jastrzębie z walczącego I ligę ROW-u Rybnik, ponieważ chciał łączyć pracę w policji z grą w piłkę. Tymczasem w kilka lat zdołał awansować z naszym zespołem do tejże I ligi, zaś ROW aktualnie jest w III lidze.
- To rzeczywiście ciekawa sprawa i Piotrek potwierdzał, że nie liczył na taki rozwój wydarzeń. Tak się jednak stało, że ostatecznie zagrał w I lidze z GKS Jastrzębie. Przyznam przy tej okazji, że Piotr Pacholski to niezwykle dobrze ułożony zawodnik i bardzo sympatyczny człowiek. Wspaniale mi się z nim współpracowało i nigdy nie było między nami żadnych problemów. Niestety, dopiero w ostatnim roku Piotrek mógł całkowicie poświęcić się sportowi, gdy wziął w policji urlop bezpłatny. Poprzednie lata pod kątem futbolu siłą rzeczy zostały nieco zmarnowane, ponieważ występy na poziomie III czy IV ligi to jednak nie to samo, co chociażby dłuższa gra na zapleczu ekstraklasy. Pacholskiemu lat nie ubywało, a zatem pewien pułap nie mógł zostać przekroczony. Zresztą Piotr doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Czuł, że runda jesienna mu nie wyszła, a my byliśmy zmuszeni do szukania nowych rozwiązań. Mimo to Pacholski nie tracił ducha i prezentował naprawdę kapitalne podejście do rzeczywistości. Cały czas był gotowy do gry, choć na pewno nie była to dla niego łatwa sytuacja. Pełen profesjonalizm!
 
- Wspomniał pan na początku naszej rozmowy, że GKS Jastrzębie czeka rewolucja kadrowa. Kto zatem jeszcze odejdzie z drużyny? "Na mieście" mówi się, że Kamilem Adamkiem zainteresowane jest Podbeskidzie Bielsko-Biała.
- Na dzień dzisiejszy wyjaśniona jest sytuacja z Pacholskim i Spychałą. Na pewno opuszcza nas także Łukasz Krakowczyk. Wraca do Piasta Gliwice, a jego pobyt w Jastrzębiu to pasmo wyjątkowego pecha. Dosłownie prześladowały go kontuzje! Wypożyczenie kończy się także Adamowi Wolniewiczowi, ale jego kwestia nie jest jeszcze zamknięta. Prowadzimy rozmowy z Górnikiem Zabrze, aby Adam pozostał u nas na dłużej i, z tego co mi wiadomo, także sam zawodnik nadal chciałby u nas występować. Kilku innym zawodnikom w czerwcu kończą się kontrakty. Z paroma z nich będziemy chcieli przedłużyć umowy, natomiast pozostałym musimy podziękować i szukać następców. W gronie tych pierwszych rzeczywiście jest Kamil Adamek, któremu zaproponowaliśmy kontynuowanie gry w GKS Jastrzębie, ale... jeśli mam być szczery, to chyba nie będziemy w stanie sprostać wymaganiom zarówno Kamila, jak i jego menadżera. Nie możemy pozwolić sobie na "kominy płacowe". Nie może być tak, że jeden zawodnik będzie zarabiał znacznie więcej, aniżeli reszta zespołu.
 
- A co z tymi zawodnikami, którym nie kończą się kontrakty, a interesują się nimi bogatsze kluby?
- Przyznam, że słychać sygnały zainteresowania, ale ze strony menadżerów. To jednak bardziej "pobożne życzenia", aniżeli chęć podjęcia realnych rozmów. Wyjątkiem jest tu Dawid Gojny, co do którego pojawiają się już konkretne pytania. Nie mówimy "nie", ale chcielibyśmy, aby nasi piłkarze "szli w górę". Krótko mówiąc - jeśli pyta klub z ekstraklasy, to jesteśmy szczerze otwarci na rozmowy. Natomiast jeżeli mamy propozycje od innych klubów I ligi, to nad każdą musimy się mocno zastanowić.
 
- A co z Kamilem Szymurą, który został wybrany przez naszych kibiców najlepszym zawodnikiem GieKSy w tym sezonie?
- Rozmawiałem z Kamilem na ten temat. Informował mnie, że również do niego dotarły pewne zapytania ze strony bogatszych klubów. Szymura ma już swoje lata i nie można mu się dziwić, że chciałby zarobić więcej, niż my jesteśmy w stanie mu zapewnić. Nie jest wielką tajemnicą, że również w I lidze są kluby, gdzie pensje piłkarzy są znacznie wyższe niż w Jastrzębiu. Decyzja będzie zatem należała do samego Kamila. To o tyle problem, że Szymura jest środkowym obrońcą, więc siłą rzeczy musielibyśmy myśleć, "co by było gdyby" i szukać zastępstwa. Dlatego właśnie działamy wielotorowo, ponieważ przy naszym budżecie liczymy się z tym, że niektórzy zawodnicy mogą nas opuścić. Nie jesteśmy bogatym klubem z wielkimi nazwiskami i musimy mieć na uwadze, że jeśli ktoś wybija się ponad średnią, to może otrzymać taką propozycję, na którą nie będziemy w stanie odpowiedzieć.
 
- Po porażce z GKS Katowice zapytałem pana o to, czy szansę gry dostanie Grzegorz Drazik. Odpowiedział pan wówczas, że mamy w Jastrzębiu pewien problem z tym swoistym sentymentem wobec tych piłkarzy, którzy nadawali ton drużynie w IV czy III lidze. To oczywiście zrozumiałe, że I liga ma inne wymagania, ale tak po ludzku - dziwi się pan takiej "romantycznej" postawie? Kibic chciałby, aby ten sam zawodnik, który zagrał z LKS Nędza miał także okazję do występu przeciw Zagłębiu Sosnowiec.
- Nie dziwię się. To jest jak najbardziej ludzkie! Jednak w zderzeniu z prawdziwym życiem sportowym takie podejście może przynieść opłakane skutki. Chyba każdy kibic realnie oceniający rzeczywistość przyzna, że nie dokonaliśmy w ciągu ostatnich trzech lat rewolucji kadrowej. Zmiany po zakończonych sezonach były kosmetyczne. A jednak mimo to proszę sobie wyobrazić nasz zespół z tymi piłkarzami, z których musieliśmy zrezygnować, a bez tych, których pozyskaliśmy. Od 2016 roku GKS Jastrzębie opuściła "armia ludzi", która zasiliła chociażby Iskrę Pszczyna, Zameczek Czernica, Odrę Wodzisław czy Pniówek Pawłowice, gdzie trafił cały zaciąg z Harcerskiej. I teraz spójrzmy na dalsze losy tych zawodników. Żaden z nich nie wybił się i nie poszedł wyżej... Przecież Pniówek Pawłowice prowadzą trenerzy z Jastrzębia, a jednak nasi byli zawodnicy nie są tam w większości pierwszoplanowymi postaciami. Oczywiście każda nasza decyzja może podlegać dyskusji i krytyce, ale ktoś takie trudne decyzje musi podejmować.
 
- Wróćmy do Grzegorza Drazika...
- Nikt z nas nie miał zamiaru rezygnować z Grześka! Nie dziwię się sentymentowi względem Drazika, ale trzeba szeroko spojrzeć na tę sytuację. Na pozycji bramkarza musi być konkurencja i dlatego zimą postawiliśmy sprawę jasno - ponieważ na poziomie I-ligowym mieliśmy tylko Drazika, to w klubie pojawił się Hubert Gostomski. W trakcie przygotowań do rundy wiosennej Hubert po prostu wygrał uczciwą sportową rywalizację o miejsce w pierwszym składzie. Popełniał mniej błędów i lepiej prezentował się w sparingach. Poza tym jest młodzieżowcem, a to siłą rzeczy ułatwia komponowanie składu. Gostomski dostał szansę w trzech pierwszych spotkaniach i... nie można powiedzieć, że coś zawalił. Pierwszy mecz wygraliśmy, ale w dwóch kolejnych ponieśliśmy porażki. W efekcie postawiliśmy na Grześka i... być może konkurencja ze strony Gostomskiego zadziałała dobrze również na niego. Drazik poczuł rywalizację i bronił bardzo dobrze. Natomiast trzeba także przyznać, że Hubert nie miał u nas łatwo właśnie z powodu takiego nastawienia zarówno kibiców, jak i szatni. Przychodzi człowiek z zewnątrz, a na takiego zawsze patrzy się inaczej. Niemniej, w meczu z Sandecją Gostomski udowodnił, że potrafi bronić i powiem szczerze, że chciałbym mieć w kolejnym sezonie przy Grześku bramkarza o takich umiejętnościach, jak Hubert. Teraz jednak zmuszeni jesteśmy do poszukiwania golkipera i wiemy, że nie będzie łatwo...
 
- Czyli, podsumowując, nie dziwi się pan tej "romantycznej" postawie i tamtemu pytaniu?
- Nie dziwię się, ale apeluję, aby spojrzeć szeroko na rzeczywistość i... spróbować także postawić się w mojej sytuacji.
 
- Na koniec coś lżejszego kalibru. Pół-żartem chciałbym pana zapytać, czy może nie dawał pan komuś ściągać na matematyce albo dawno temu odbił tej osobie dziewczynę. Niektórzy nasi komentatorzy uważają bowiem, że awansował pan z III do I ligi i zajął w niej piąte miejsce, bo jest pan niebywałym szczęściarzem, a tak w ogóle, to nie ma pan pojęcia o futbolu. I tak na logikę to... nie spina mi się ta argumentacja. To musi być coś głębszego.
- Ciężko mi się do tego odnieść. Krytyka to coś normalnego, ale tu mamy często do czynienia ze zwykłym hejtem, który nie ma przełożenia na rzeczywistość. Takie rzeczy piszą mali ludzie, którzy nie potrafią skupić się na swojej pracy. Ich największym dramatem jest sukces bliźniego. Nie mam pojęcia, kto może za tym stać, choć być może jest to związane z szeroko pojętym środowiskiem trenerskim. Wiadomo przecież, że każdy z nas jest najlepszym szkoleniowcem i zna się na wszystkim (śmiech). Jest taki dowcip, który dobrze podsumowuje taką postawę. Jak w Niemczech dwóch sąsiadów ma po jednej krowie i jeden z nich kupi drugą, to ten drugi będzie harował, żeby także podwoić swój majątek. Natomiast u nas w analogicznej sytuacji "poszkodowany" sąsiad będzie modlił się, aby tamtemu ta druga krowa zdechła.
 
- Przed nami najdłuższa przerwa letnia od paru dobrych sezonów. Już kompletnie na luzie - gdzie trener Jarosław Skrobacz wybiera się na urlop? Ewentualnie gdzie będzie można pana spotkać lub gdzie nie jechać, aby nie zawracać panu głowy?
- Właśnie teraz jestem na urlopie (śmiech). Za chwilę spotkam się z człowiekiem, który być może wzmocni nasz sztab odnowy biologicznej. Cały czas pracujemy, nawet na urlopach. Tu nie ma chwili wytchnienia.
 
- Czyli typowo polski urlop... w pracy.
- Dla mnie najlepszym urlopem byłaby sytuacja, gdybym na kilka dni zgubił telefon!

Fot. Jan Kalinowski (baron) / gks1962.pl
 

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • ak | 03/06 godz. 19:37

    Daniel nas wykiwał odszedł do Śląska i ledwie trochę trawę powąchał rok zmarnowany tylko kasy trochę więcej

  • Kibic | 02/06 godz. 22:12

    Kto pisze takie bzdury że to najlepsze miejsce od 35 lat przecież klub 1962 istnieje 8 lat komuś coś się pomieszało albo zaklina rzeczywistość

  • kibic | 31/05 godz. 21:35

    A może ktoś zorganizował by spotkanie trenera z kibicami? Myślę że byłoby dużo zainteresowanych i dużo pytań do trenera. Jest to możliwe?

  • krys | 31/05 godz. 17:09

    Mnie osobiście zastanawia jakim cudem nasz klub z takim"GIGANTYCZNYM"sponsorem JSW ma taki mały budżet że takie kluby jak bielsko, warta, itp mają większą kase- wstyd. Nie chodzi o to żeby pieniądz lał się strumieniami ale chyba stać nas na więcej

  • Mamy drugiego Adamka | 31/05 godz. 16:50

    Adamek tak!!
    Adamek nie !!
    Kasa misiu,ale nie za wszelką cenę....

  • Arkadiusz | 31/05 godz. 15:59

    Adamka mi nie szkoda,tyle co on zmarnowal sytuacji w sezonie to bylby krolem strzelcow.
    Najbardziej bedzie szkoda jezeli odejdzie Szymura,najlepszy zawodnik tego klubu.
    Ze wzmocnien to przydalby sie srodkowy solidny obronca,srodkowy rozgrywajacy pomocnik,szybki skrzydlowy no i w koncu jakis typowy napastnik gwarantujacy co sezon 15 bramek.

  • stary kibic | 31/05 godz. 15:15

    Brawo Panie Trenerze. Dziękujemy za te trzy lata i prosimy o jeszcze. Wspaniale, że zostaje pan z nami. Życzę Panu mimo wszystko udanego urlopu, proszę zgubić ten telefon :)

  • Wenta | 31/05 godz. 09:01

    czytając watek o Adamku nasuwa mi się jedno pytanie :
    czy jest wart dużo więcej i czy jest sens go zatrzymywać ? Ten manago Kaczmarczyk kolejny raz urządza sobie licytację z Adamka , kto da więcej ?! , ktoo da więcej ?! mam super napadziora !! a taki z niego napadzior jakich w tej lidze mnóstwo. Strzelił kilka goli i nagle wymagania z kosmosu.
    Gdyby był skuteczniejszy to powinien zamknąć sezon z min 20 golami. irytowałem się kilkukrotnie więcej razy po niewykorzystanych jego sytuacjach niż cieszyłem się ze strzelonych goli. Najemnik i tyle. niech idzie w piguły. PAN TRENER SKROBACZ na pewno ma już kogoś na oku na jego miejsce. A przykład Wróbelka pokazuje , że można większą jakość uzyskać za mniejsze pieniądze.

  • Tadeusz | 31/05 godz. 06:26

    Powodzenia. Tylko ciężką pracą osiągniemy sukces na solidnych podstawach. W tej chwili przydało by się 20% więcej pieniędzy. Jednak to, że jesteśmy na 5 miejscu, to zasługa w dużej mierze, chłopaków stąd ale nie tylko!

    Jeszcze raz podkreślam rolę, ciężkiej organicznej pracy wszystkich w klubie.

    Powodzenia.

  • przemek | 30/05 godz. 23:53

    Bardzo dobry wywiad. Chcemy więcej Panie redaktorze.

  • Mieszkaniec | 30/05 godz. 16:53

    Wywiad fajny. Smutne jest tylko to,że kluby pokroju Podbeskidzia proponują większą kasę piłkarzom niż nasz klub i przez to ich tracimy.

  • 1962 | 30/05 godz. 15:15

    Długi wywiad ale czyta się to bardzo dobrze. Ujawnione troche tajemnic szatni, można spojrzeć z innej perspektywy i rzeczywiście trudno nie przyznać trenerowi racji.

  • jasnet.pl | 30/05 godz. 09:06

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X