Dzisiaj jest: niedziela, 25 sierpnia 2019   Imieniny: Ludwik, Patrycja, Zbigniew

więcej ›

SPORT

Piłka nożna




Terminarz - jesień 2019
03.08Pol. Marklowice (d)0:4
10.08LKS 1908 Nędza (w)0:3
17.08MKS Czerwionka (d)4:0
24.08Pierwszy Chwał. (w)17:00
28.08Naprzód Borucin (d)17:30
31.08Czarni Gorzyce (w)17:00
05.09Unia Turza Śl. (d)17:30
15.09LKS Tworków (w)16:00
21.09Krzyżanowice (d)16:00
28.09Unia Racibórz (d)16:00
05.10Płomień Połomia (w)15:00
12.10Silesia Lubomia (d)15:00
19.10Polonia Łaziska (w)15:00
26.10Dąb Gaszowice (d)14:00
03.11Fort. Świerklany (w)14:00
09.11Rymer Rybnik (d)14:00
16.11ROW II Rybnik (w)13:30

Tabela - Liga okręgowa
1. Unia Turza Śląska 3 9 9:2
2. Forteca Świerklany 3 9 8:2
3. Pol. Marklowice 3 7 7:2
4. LKS Krzyżanowice 3 7 7:3
5. Płomień Połomia 3 6 7:6
6. Polonia Łaziska R. 3 6 4:4
7. LKS 1908 Nędza 3 5 7:4
8. LKS Tworków 3 5 10:9
9. Czarni Gorzyce 3 4 7:6
10. Silesia Lubomia 3 4 6:6
11. Unia Racibórz 3 3 4:4
12. Naprzód Borucin 3 3 2:4
13. Granica Ruptawa 3 3 4:7
14. ROW II Rybnik 3 2 6:7
15. MKS Czerwionka 3 1 5:12
16. Dąb Gaszowice 3 0 1:5
17. Rymer Rybnik 3 0 4:9
18. Pierwszy Chwałowice 3 0 4:10

Informacje o klubie
Rok założenia: 1949, 1969 (reaktywacja)
Barwy: zielono-czerwone
Adres: ul. Libowiec 6C, 44-337 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Estadio de Libowiec, ul. Libowiec
Rozgrywki: Liga okręgowa - Katowice III

Prezes: Jan Gabryś
Wiceprezes: Artur Nowak
Sekretarz: Grzegorz Rabus
Trener: Tomasz Ciemięga
Kierownik drużyny: Grzegorz Lasota
Masażystka: Grażyna Herok

Kadra:
Bramkarze: Łukasz Promny, Kacper Brachaczek, Szymon Riabowski, Jakub Kroczek, Dawid Płatkiewicz
Obrońcy: Radosław Babisz, Adrian Bielecki, Kamil Duda, Grzegorz Głąb, Maciej Kantyka, Michał Karakuła, Przemysław Kiełkowski, Kamil Kowal, Kamil Michalak, Jakub Raczyński, Arkadiusz Syrek, Dawid Słysz
Pomocnicy: Dawid Ceremon, Kacper Budniok, Piotr Chmiel, Mateusz Drzazga, Paweł Gwóźdź, Wiktor Kapturski, Patryk Mazurek, Dawid Miąsko, Artur Nowak, Rafał Utikal
Napastnicy: Jakub Jaśko, Tomasz Kłus, Krzysztof Konopacki, Krzysztof Miler, Paweł Wacławczyk

« powrót

ZAPOWIEDZI

2019-08-27

JKH GKS Jastrzębie - MHC Martin

Sparingowy mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-08-31

GKS Jastrzębie - Odra Opole

Piłkarska Fortuna 1. Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-08-31

39 km na 39. rocznicę Porozumienia

Zawody pływackie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-09-03

JKH GKS Jastrzębie - Ferencvaros Budapeszt

Puchar Wyszehradzki

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Po szychcie na trening

 
Tomasz Ciemięga to dla kibiców GKS Jastrzębie jeden z piłkarskich symboli końcówki XX wieku oraz pierwszej dekady XXI wieku. To wszak kapitan zespołu, który 12 lat temu pod jego wodzą wrócił na zaplecze ekstraklasy. Od niemal dwóch lat Ciemięga jest trenerem reprezentującej nasze miasto w lidze okręgowej Granicy Ruptawa. Za jego kadencji drużyna z Estadio de Libowiec w niezwykły sposób uratowała ligowy byt, przeszła młodzieżową rewolucję kadrową i obecnie przystępuje do sezonu jako jedna z mocniejszych ekip rozgrywek.

Z Tomaszem Ciemięgą rozmawiamy jednak nie tylko o zbliżającym się sezonie oraz wspominamy stare, bardziej lub mniej wesołe czasy ("Po niedzieli!"), ale o wielu innych sprawach, w tym o łączeniu pracy na kopalni z grą w piłkę. Trzeba bowiem wiedzieć, że "połowa szatni" Granicy Ruptawa na treningi przychodzi niemal prosto z szychty.
 
- Super koszulkę pan ma.
Tomasz Ciemięga - Rzeczywiście, bardzo fajna. W marcu miałem urodziny i wtedy dostałem ją w prezencie od drużyny. Byłem mocno zaskoczony takim sympatycznym gestem ze strony zespołu. Musieli to przecież specjalnie przygotowywać. Podejrzewam, że stali za tym Kamil Kowal albo Łukasz Promny. To w ich stylu (śmiech). Oczywiście w tej koszulce prowadzę treningi Granicy.
 
- W jaki sposób trafił pan do Ruptawy?
- To była runda jesienna 2017 roku. Od trzech lat pracowałem z trampkarzami Orła Moszczenica. Wtedy też zadzwonił do mnie ówczesny prezes Granicy Artur Nowak i zapytał, czy po rezygnacji Adama Śmigielskiego byłbym zainteresowany poprowadzeniem drużyny seniorów. Odpowiedziałem, że to jest temat do rozmowy. Spotkaliśmy się już następnego dnia. Obecni byli też Jan Gabryś i Adam Płaczek. Od słowa do słowa i tak zostałem szkoleniowcem Granicy. Mówiłem wtedy, że chętnie pomogę w odbudowie zespołu. Siedem porażek w ośmiu meczach, trzy punkty, ostatnie miejsce... Było nad czym pracować. Wiedziałem jednak, że tę ekipę stać na więcej. Widziałem tych chłopaków w akcji i zdawałem sobie sprawę, jakim dysponują potencjałem. Byłem przekonany, że jestem w stanie im pomóc i tak się też stało.
 
- Długo zastanawiał się pan nad propozycją z Ruptawy?
- Nie zastanawiałem się ani chwili. Od razu pomyślałem, że trzeba to brać. Oczywiście, że praca trenerska z dziećmi jest bardzo wdzięcznym zajęciem, ale nie będę ukrywał, że ma to jednak w sobie pewien element zabawy. Nie ma aż takiego nacisku na wynik, bo liczy się szkolenie, ale też i wychowanie młodego człowieka. Tymczasem mnie brakowało już tej meczowej adrenaliny, którą pamiętałem z GKS Jastrzębie. Te kilkanaście lat gry w seniorach pozostawiło we mnie niezatarte wspomnienia. Chciałem w pewnym sensie do tego wrócić. Trzeba przy tym pamiętać, że specyfika pracy trenera w lidze okręgowej jest zupełnie inna, niż szkoleniowca w I lidze.
 
- To znaczy?
- Muszę brać pod uwagę chociażby ten aspekt, czy dany zawodnik... wyspał się po pracy. Przecież tu są dorośli faceci, którzy mają rodziny na utrzymaniu i czerpią na to środki z innych źródeł niż futbol. Staram się rozmawiać z chłopakami i zachęcać ich do szczerości. Jeden powie od razu, że jest zmęczony, a inny zaciśnie zęby i będzie jechał do oporu. Ale to od razu widać, czy ktoś jest wypoczęty, czy nie. 
 
- Pan też na co dzień pracuje na kopalni.
- Tak, ale mimo wszystko łączenie pracy zawodowej z funkcją trenera nie jest tak ciężkie, jak połączenie jej z byciem piłkarzem. Na kopalni panują trudne warunki. Jest gorąco, przez co organizm jest wyczerpany. Odległości do pokonania na dole to kilka kilometrów w pełnym sprzęcie. Mimo to chłopaki po krótkim odpoczynku przychodzą na trening, gdzie też nie ma obijania się. Trzeba mieć końskie zdrowie, żeby to wytrzymać. Jeśli ktoś uważa, że zawodnik z ligi okręgowej nic nie umie, to zapraszam po ciężkiej szychcie na półtoragodzinny trening pod moim kierunkiem. Wyleczymy go momentalnie z takich opinii. 
 
- Ilu piłkarzy Granicy łączy kopalnię z futbolem?
- Mniej więcej połowa szatni. Wszyscy pracują na dole. Dawid Miąsko, Kamil Kowal, Paweł Gwóźdź, Dawid Ceremon... Długo można wymieniać. Nasi zawodnicy pracują w przodkach, w ścianach, a potem przychodzą na trening. Szacunek dla nich.
 
- Jesienią 2017 roku przejął pan drużynę rozbitą, która zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. Potem jednak była kapitalna wiosna i utrzymanie się na kolejkę przed finiszem sezonu. Te wyniki nie wzięły się z niczego.
- W pierwszej rozmowie z prezesami zadeklarowałem, że mam pomysł na ten zespół. Następnie podczas pierwszego spotkania z piłkarzami w szatni poprosiłem chłopaków tylko o jedno - żeby mi zaufali i... po prostu mnie słuchali. "Zaufajcie mi, a zobaczycie, że będzie dobrze" - tak im mówiłem. I rzeczywiście już w pierwszym spotkaniu na Gwieździe Skrzyszów udało się nam zremisować, choć przy wyniku 0:1 dostaliśmy czerwoną kartkę. Myślę, że w tym momencie drużyna uwierzyła, że "z tej mąki będzie chleb". Z dnia na dzień poznawałem tych chłopaków coraz bliżej. Kilka zmian w treningach i przesunięć w składzie pozwoliło na uzyskanie relatywnie szybkich efektów.
 
- Budował pan zespół de facto od nowa. W drużynie pojawiło się trochę młodzieży z centrum miasta.
- W przerwie zimowej sezonu 2017/2018 nie było innego wyjścia. Przecież nikt w okręgówce nie będzie jeździł po klubach i kupował zawodników. Dlatego posililiśmy się piłkarzami, którzy nie mieścili się w podstawowej jedenastce Pniówka Pawłowice, a po rozwiązaniu drugiej drużyny tego klubu nie mieliby gdzie grać. Dzięki temu trafił do nas m.in. Przemysław Kiełkowski, który od tego czasu bardzo ciekawie się rozwinął. Doszli do nas także juniorzy z GKS Jastrzębie, którzy uzupełnili kadrę po odejściu Adama Śmigielskiego czy Bartosza Wojtkowa. Fajna jest ta młodzież. Chcą się uczyć, ufają mi i potrafią słuchać. Ważne jest też to, że nie opuszczają treningów. Dziś mają po 21 lat i już powoli zaczynają stanowić siłę ligi okręgowej.
 
- W sezonie 2018/2019 było już znacznie lepiej. Bez nerwówki pod koniec wiosny. Piąte miejsce i spokojne utrzymanie mimo dość dziwnej reorganizacji, na której ucierpiały przede wszystkim drużyny Podokręgu Rybnik i Podokręgu Racibórz. Gratulacje.
- Dziękuję. Cieszy mnie to, że ten zespół naprawdę rozwija się z każdym meczem, rundą i sezonem. Po prostu chłopaki coraz lepiej grają. Zaufali mi i dzięki temu pozwalają mi na wytykanie im błędów, a co za tym idzie - doskonalenie ich gry. Sama radość.
 
- Czy to już jest "Granica Ruptawa Tomasza Ciemięgi"?
- (chwila zastanowienia) Myślę, że tak. Dołączą do nas jeszcze kolejni młodzi zawodnicy z GKS Jastrzębie na pozycję bramkarza i obrońcy. W efekcie średnia wieku drużyny to obecnie około 21-22 lata. To najlepszy moment do pokierowania rozwojem tych chłopaków. Mogę zapewnić, że będę robił wszystko, aby byli coraz lepsi. Siłą Granicy jest też to, że mimo zmian i rotacji trzon zespołu zostaje zachowany przez dłuższy czas. Dlatego jestem przekonany, że w sezonie 2019/2020 będziemy jeszcze mocniejsi.
 
- Czy spośród tej młodzieży możemy wymienić kogoś, na kogo szczególnie pan liczy? Będą to czytać pewnie również kibice GKS Jastrzębie, więc może warto przybliżyć im parę nazwisk.
- Na pewno dużym talentem jest Krzysztof Konopacki. To wychowanek MOSiR-u Jastrzębie, który jednak nie podpisał umowy z GKS-em. Wprawdzie obecnie Krzysiek boryka się z problemami natury zdrowotnej, ale jeśli się wyleczy, to w mojej opinii mógłby poradzić sobie nawet w III lidze. Więcej nazwisk nie chciałbym wymieniać. Chłopaki robią spore postępy. Nabierają doświadczenia i boiskowej mądrości. Przyszli tu przecież jako juniorzy. Przepaść między futbolem młodzieżowym i seniorskim jest naprawdę spora i nie każdemu udaje się ją pokonać. Dlatego tak bardzo cieszy mnie rozwój tych chłopaków.
 
- A zatem czas na sakramentalne pytanie o zbliżający się sezon. Jaki on będzie?
- Trudny. Nie można ukrywać, że jeśli ktoś w okręgówce był słaby, to już nie ma go już w tej lidze. Spośród ekip rybnickich i raciborskich pozostały zdecydowanie najmocniejsze. Wprawdzie w rozgrywkach pojawili się beniaminkowie, ale przestrzegałbym przed automatycznym spisywaniem ich na straty. LKS Tworków i Polonia Łaziska na pewno dadzą z siebie wszystko i będą chciały pokazać, że awans nie był przypadkiem. Najlepsze jednak jest to, że... nie widzę faworyta naszej grupy ligi okręgowej. Możemy zatem trochę namieszać...
 
- Czyli Tomasz Ciemięga uważa, że w tym sezonie będziemy mieli do czynienia z szeroką czołówką z udziałem Granicy?
- Dokładnie tak.
 
- Nie mogę nie zapytać pana o GKS Jastrzębie. Przez lata był pan kapitanem zespołu i jako taki wprowadził pan go ze "starej" IV do "nowej" I ligi. Odchodząc z klubu, zostawił pan go w tej I lidze...
- To były fajne czasy. Szkoda, że tamta przygoda z zapleczem ekstraklasy skończyła się zaledwie po dwóch latach. Cofnę się jeszcze nieco ze wspomnieniami, do przełomu wieków. Graliśmy wtedy ogony w III lidze, a ostatecznie spadliśmy do IV ligi. Choć miałem 23 lata, to byłem jednym z najstarszych zawodników w drużynie. Wtedy też dostałem opaskę kapitańską i przez sześć lat byłem kapitanem GKS Jastrzębie. Przeżyliśmy wspólnie dwa awanse. W drużynie było sporo chłopaków z Jastrzębia-Zdroju, wychowanków Szkółki Piłkarskiej MOSiR. Maciej Małkowski, Tomasz Midzierski, Łukasz Pielorz... Oni porobili potem naprawdę niezłe kariery. 
 
- Data 26 maja 2007 roku na pewno została mocno wyryta w pamięci.
- Radość była ogromna, balowaliśmy na mieście do białego rana. Jednak po zwycięstwie z GKS Katowice czułem przede wszystkim ogromną ulgę. Wywalczyliśmy upragniony awans, a trzeba przyznać, że było na to ciśnienie. Parę miesięcy wcześniej odwiedził nas ówczesny prezydent Marian Janecki. Pytał mnie jako kapitana, kiedy wejdziemy do II ligi. A ja mu na to, że w przyszłym roku, a potem rozegram jeden mecz w tej II lidze i... zawieszam buty na kołek (śmiech). Podkreślałem, że chcę awansować i to mi wystarczy. 
 
- Wszyscy byliśmy kibicami, ale też wiedzieliśmy, że nieodmiennie za tym dawnym MKS GKS Jastrzębie ciągnie się zła fama klubu, który obiecuje, ale nie płaci. Panu też "tamten" GKS jest jeszcze coś winny?
- Tak. Podobnie jak wszystkim chłopakom, którzy grali w tej drużynie. Za awans do II ligi dostaliśmy bodajże 1/3 obiecanej kwoty. Dziś oczywiście nie ma szans, żeby to odzyskać. Na pamiątkę pozostał jedynie papierek bez wartości (śmiech). Jako kapitan miałem prze... gwizdane, bo nieustannie brakowało kasy, a zaległości rosły. W szatni ciągle słyszałem, że mam iść po pieniądze do prezesa. Joachim Langer urzędował na kopalni, więc bywałem u niego nawet trzy razy w tygodniu. Prezes obiecywał, ja te obiecanki przekazywałem chłopakom, a potem było po staremu. W szatni trochę na smutno śmialiśmy się potem, że zawsze, kiedy pytaliśmy o termin wypłaty, Langer odpowiadał: "Po niedzieli!".
 
- Lata dziewięćdziesiąte to też były czasy szalone, ale i wesołe.
- Dokładnie tak. Szalone i wesołe! Kiedy wchodziłem do pierwszego zespołu GKS Jastrzębie, miałem zaledwie 18 lat. W szatni rządzili Wiesław Wala, Marek Jaromin i Jacek Mizia. Trzymałem się razem z Michałem Chałbińskim. Byliśmy z jednego rocznika juniorów, więc dobrze się znaliśmy. Chałbiński szybko uciekł z Jastrzębia, bo nie umiał się tu odnaleźć. Natomiast mnie starsi zawodnicy przyjęli dobrze. Cicho i skromnie trenowałem z drużyną, początkowo wchodząc na boisko na kilka ostatnich minut. Z czasem dostawałem coraz więcej szans i... tak już zostałem w GKS-ie na kolejne kilkanaście lat. 
 
- Miał pan okazję zagrać w I lidze między innymi z Arturem Jędrzejczykiem. Spodziewał się pan, że ten młokos zrobi taką karierę?
- Szczerze? Nie. Gdy Jędrzejczyk przyszedł do Jastrzębia, miał 18 lat. Miał jednak coś takiego w sobie, że nie bał się popełnić błędu. Nie było w nim strachu przed porażką. Jeśli coś mu się nie udało, to przechodził nad tym do porządku dziennego. Wsadził samobója, to wsadził. Nie przejmował się tym i grał dalej. Cieszę się, że tak się rozwinął i zrobił karierę w Europie. Fajna sprawa.
 
- Łukasz Pielorz mówił mi kiedyś, że Jędrzejczyk pił Red Bulle wiadrami.
- Powiedzmy, że raczej takimi dużymi puszkami (śmiech). Śmialiśmy się, że w samochodzie za siedzeniem miał całe wysypisko, bo nigdy nie miał czasu wyrzucić pustych puszek.
 
- W 2010 roku wrócił pan do nowego GKS 1962 Jastrzębie, który zaczynał wszystko od początku w lidze okręgowej. Spodziewał się pan, że minie osiem lat i przy Harcerskiej znów będzie I liga?
- Nie. Bardzo szybko to poszło. Spodziewałem się wprawdzie, że GKS kiedyś wróci na zaplecze ekstraklasy, bo Jastrzębie-Zdrój zasługuje na taki poziom rozgrywkowy. Ale że stanie się to tak błyskawicznie? Na pewno na to nie liczyłem. Dlatego tym większy szacunek dla działaczy, trenerów i piłkarzy, że udało im się do tego doprowadzić. To ogromne osiągnięcie! Naprawdę cieszę się, że GKS Jastrzębie jest wreszcie normalnym, poukładanym klubem. Bo kiedyś to naprawdę wyglądało "różnie". Jak już mówiłem - kiedy będzie wypłata? "Po niedzieli!" (śmiech).
 
- To na koniec chciałbym zapytać o trenerskie marzenia Tomasza Ciemięgi.
- Wolałbym bardziej mówić o planach niż o marzeniach. Pracuję na kopalni, a do emerytury jeszcze zostało mi kilka lat. W trenerce chciałbym zdobyć licencję "UEFA A" i oczywiście piąć się w górę. W piłce nożnej gra się w końcu po to, aby wygrywać. Jeśli będziemy zwyciężać, to być może Granicy przytrafi się awans do IV ligi. Na pewno fajnie byłoby być trenerem w IV-ligowej Ruptawie.
 
- Czyli wiąże pan swoją przyszłość z rolą trenera. Krótko mówiąc, kiedy Jarosław Skrobacz zostanie selekcjonerem reprezentacji Polski, to GKS może szukać jego następcy na Libowcu?
- (śmiech) Skoro już rozmawiamy w tym tonie, to mogę powiedzieć, że na pewno byłoby miło wrócić do GKS Jastrzębie jako szkoleniowiec. Spędziłem w tym klubie wiele naprawdę wspaniałych lat.
 


 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Zawodnik | 13/08 godz. 13:39

    Ale namieszamy trenerze na dole tabeli.....ale wstyd!!!

  • Grześ | 05/08 godz. 15:46

    Coś spuchła ta nasza gwiazda :)

  • Bienio | 04/08 godz. 23:20

    Tomek powodzenia życzę

  • kibic | 04/08 godz. 12:09

    z tym skladem to bronimy sie przed spadkiem,zero zagrozenia pod bramka Marklowic po prostu tragedia

  • Tom | 03/08 godz. 19:33

    No i na dzien dzisiejszy czar prysl. Czworka w plecy z Marklowicami po grze takiej jak nasze"eksportowe" druzyny z "ekstraklasy" padaka straszna, az zeby bolaly od samego patrzenia. Ale trzymam kciuki i licze na poprawre

  • Kibic gks | 03/08 godz. 19:00

    A jaką ma pan licencje na objęcie I ligowego zespołu

  • kibic | 02/08 godz. 16:26

    Koles ma pojecie o pilce i wie co robi

  • Antoś | 02/08 godz. 14:40

    Bardzo szczery i pozytywny człowiek.

  • Mieso | 02/08 godz. 07:40

    No Trener! dobry i bardzo szczery wywiad :) Szacun! Widzimy sie w sobote i jedziemy z tym swiatem!

  • Ireneusz | 02/08 godz. 00:02

    Dzień dobry Kapitanie.
    Wszystkiego najlepszego.

  • Szacu | 01/08 godz. 19:28

    WIeLKI SZACUN

  • Pytlik | 01/08 godz. 17:47

    Tylko Granica !!!

DODAJ KOMENTARZ

Twoje imię:

Komentarz:

akceptuję regulamin

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X