Dzisiaj jest: sobota, 25 stycznia 2020   Imieniny: Paweł, Miłosz, Irena

więcej ›

SPORT

Hokej




Ekstraliga 2019/20

1. runda
15.09 Unia Oświęcim (d)4:2
17.09 Zagłębie Sosn. (w)5:0
20.09 Naprzód Janów (d)6:1
25.09 Kadra PZHL U23 (d)10:1
27.09 GKS Tychy (d)2:6
29.09 Cracovia (w)4:2
06.10 Podhale N. Targ (w)6:5d.
08.10 pauza
11.10 KH Toruń (d)1:0
13.10 PKH Gdańsk (w)2:1
2. runda
18.10 Unia Oświęcim (w)2:1d.
20.10 Zagłębie Sosn. (d)7:0
22.10 Naprzód Janów (w)6:1
27.10 GKS Tychy (w)2:4
29.10 Cracovia (d)5:2
02.11 GKS Katowice (d)2:0
03.11 GKS Katowice (w)3:2
12.11 Podhale N. Targ (d)5:2
13.11 Kadra PZHL U23 (d)12:1
15.11 pauza
17.11 KH Toruń (w)4:3
19.11 PKH Gdańsk (d)3:4
3. runda
22.11 KH Toruń (d)8:3
24.11 PKH Gdańsk (w)6:5k.
26.11 Unia Oświęcim (d)1:3
29.11 Zagłębie Sosn. (w)2:3
01.12 GKS Tychy (d)4:1
03.12 Cracovia (w)3:2
06.12 GKS Katowice (d)1:2
08.12 Podhale N. Targ (w)1:2
10.12 Cracovia (d)2:3k.
13.12 Naprzód Janów (d)14:0
4. runda
15.12 KH Toruń (w)1:2
20.12 PKH Gdańsk (d)3:0
22.12 Unia Oświęcim (w)2:4
03.01 Zagłębie Sosn. (d)7:3
05.01 GKS Tychy (w)2:4
12.01 GKS Katowice (w)0:2
14.01 Podhale N. Targ (d)3:2d.
17.01 Naprzód Janów (w)13:1
5. runda
21.01 Zagłębie Sosn. (w)3:2k.
24.01 GKS Tychy (d)3:5
26.01 Unia Oświęcim (w)-:-
28.01 Naprzód Janów (d)18:00
31.01 Podhale N. Targ (d)18:00
02.02 GKS Katowice (w)18:00
11.02 KH Toruń (d)18:00
14.02 PKH Gdańsk (d)18:00
16.02 Cracovia (w)-:-

1. GKS Tychy 41 89 177:75
2. Unia Oświęcim 41 81 149:86
3. JKH GKS 40 77 170:87
4. Podhale N. T. 41 75 156:91
5. GKS Katowice 41 73 125:74
6. Cracovia 41 70 126:107
7. Lotos Gdańsk 41 69 131:88
8. Energa Toruń 40 53 132:128
9. Zagłębie S. 41 49 116:151
10. Naprz. Janów 41 3 43:318
11. Kadra U23 20 3 31:151
       

Informacje o klubie
Rok założenia: 1952 (Jastrzębianka), 1963 (Górnik Jas-Mos), 2005 (JKH Czarne)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: al. Jana Pawła II 6A, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Lodowisko Jastor, al. Jana Pawła II 6A
Rozgrywki: Polska Hokej Liga

Prezes: Kazimierz Szynal
Trener: Robert Kalaber (Svk)
Asystent trenera: Rafał Bernacki
Kierownik drużyny: Jerzy Błaszczyk
Kierownik ds. tech.: Dariusz Wywiał

Kadra:
Bramkarze: David Marek [1] (Cze), Oskar Prokop [90], Ondrzej Raszka [96]
Obrońcy: Kordian Chorążyczewski [13], Jakub Gimiński [94], Kamil Górny [17], Henrich Jabornik [27] (Svk), Maris Jass [3] (Lat), Arkadiusz Kostek [16], Patryk Matusik [24], Jakub Michałowski [5], Grzegorz Radzieńciak [23]
Napastnicy: Artem Iossafov [71] (Fin), Dominik Jarosz [98], Martin Kasperlik (Cze) [27], Tomasz Kulas [10], Łukasz Nalewajka [20], Radosław Nalewajka [22], Kamil Misterkiewicz [29], Dominik Paś [14], Patryk Pelaczyk [17], Jesse Rohtla [11] (Fin), Jan Sołtys [7], Maciej Urbanowicz [92], Kamil Wałęga [21], Kamil Wróbel [15]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2020-01-25

JKTS Jastrzębie - Gorce Nowy Targ

I liga płd. kobiet w tenisie stołowym

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-01-28

JKH GKS Jastrzębie - Naprzód Janów

Ekstraliga hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-01-31

JKH GKS Jastrzębie - Podhale Nowy Targ

Ekstraliga hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-02-12

Jastrzębski Węgiel - Zenit Kazań

CEV Champions League

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Nie możemy spocząć na laurach"

Robert Kalaber z Rafałem Bernackim i Leszkiem Laszkiewiczem; fot. Magdalena Kowolik


Pracoholik, perfekcjonista, człowiek z charyzmą i charakterem, szanowany przez przyjaciół i rywali, a zarazem najbardziej utytułowany trener w historii jastrzębskiego hokeja. Robert Kalaber. 50-letni Słowak jest z nami już od ponad pół dekady. Pod jego wodzą pod koniec grudnia JKH GKS Jastrzębie po raz drugi z rzędu wywalczył Puchar Polski.

Chyba w tym miejscu staje się jasne, co jest głównym tematem naszej rozmowy. A zatem bez dodatkowych zbędnych wstępów zapraszamy do wyczerpującego tę tematykę wywiadu, którego Robert Kalaber udzielił redakcji sportowej JasNetu. Pytamy nie tylko o Puchar Polski, ale też o porażkę w niedzielnym "meczu na szczycie" z GKS Tychy, o środowy finał Pucharu Wyszehradzkiego z HK Nitra, a także o kibiców, Sylwestra, nieludzko i niezrozumiale skonstruowany terminarz oraz o... życzenia na Nowy Rok. Zapraszamy!

- Zanim przejdziemy do wspomnień z Pucharu Polski, chciałbym zapytać o przegrany mecz na szczycie z GKS Tychy. Czego zabrakło do przełamania impasu w starciu z tym rywalem? Na wyjazdowe zwycięstwo w Tychach czekamy już niemal pięć lat...
Robert Kalaber - W zasadzie odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Jako drużyna musimy przeciw Tychom zagrać tak, jak w Pucharze Polski, czyli zdyscyplinowanie i mądrze. W niedzielę tego zabrakło. Popełniliśmy proste błędy w obronie i dopuściliśmy do niepotrzebnego faulu, czego efektem była trzecia bramka. Faul ten popełnił Dominik Paś, któremu takie zagrania zdarzyły się już parę razy zarówno w barwach klubowych, jak i w kadrze. Za coś takiego Paś powinien trochę odpocząć od gry, ale nie mamy zastępców na odpowiednim poziomie, aby wyciągnąć tak surowe konsekwencje. W każdym razie, rozmawialiśmy z nim o tym, ale efektów nie widać. Dominik to młody, waleczny i perspektywiczny zawodnik, który jednak - o ile chce podwyższać swoje umiejętności - musi wystrzegać się takich błędów. Mam też wrażenie, że mamy... za duży respekt dla drużyny mistrzów Polski. To oczywiście najlepszy zespół w kraju i co do tego nie ma wątpliwości. Sam osobiście żywię dla Tychów ogromny szacunek. Jednak z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w niedzielnym pojedynku złapaliśmy takie kary, jakie nie przydarzyłyby się nam w starciu z kimś teoretycznie słabszym. Z Tychami przegrywamy głównie "w głowie".

- Jest jednak też druga strona medalu. Ten sezon zaczynaliśmy od porażek z Tychami 1:6 i 2:6, a teraz te derbowe spotkania są już "na styk". Może przełamanie zostawiamy sobie na play-offy?
- Każdy mecz jest inny. Dysponujemy dość szczupłym i stosunkowo młodym składem, więc jeśli z powodu kontuzji kogoś brakuje, to siłą rzeczy automatycznie spada jakość całego zespołu. Na dodatek w niedzielę meczu nie dokończył Radosław Sawicki, w związku z czym zabrakło nam odpowiedniego człowieka do walki w przewagach. "Sawi" to bardzo ważny element zespołu, więc z marszu jedna nasza piątka przestała funkcjonować według pierwotnych założeń. A my niestety nie dysponujemy odpowiednim zastępstwem. Jeśli brakuje zawodników, którzy stanowią największą "jakość" w naszej drużynie, to pojawia się problem. Młodzież nie jest w stanie ich zastąpić głównie z uwagi na brak odpowiedniego doświadczenia, które jest bardzo istotne w kluczowych momentach zawodów. To właśnie doświadczenie "wychodzi" podczas gier w przewadze czy w osłabieniu. Na tym polega różnica pomiędzy nami a Tychami. Jeśli mamy pełny skład, to jesteśmy bardzo silni. Jeżeli jest inaczej, to jeden błąd może zadecydować o wszystkim. GKS Tychy to najlepsza drużyna w Polsce, która nie ma litości przy wykorzystaniu takich okazji.

- Przejdźmy do Pucharu Polski. Po raz drugi pod pana wodzą JKH GKS Jastrzębie zdobył to trofeum. Dla pana osobiście cenniejszy jest triumf z 2018 roku, czy też ten z 2019 roku?
- Myślę, że przed rokiem nie dysponowaliśmy aż taką jakością zespołu, jak obecnie. Dlatego byłem bardzo zadowolony, że Jesse Rohtla zdołał wrócić do gry na grudniowe finały. Dzięki temu przystąpiliśmy do walki niemal w komplecie. Natomiast przed rokiem siła naszych obcokrajowców była nieco mniejsza. Jednak nawet wówczas zawodnicy z zagranicy bardzo nam pomogli. Dość wspomnieć Petera Fabusza, który rozegrał znakomity turniej i praktycznie nie schodził z lodu. Dlatego mogę przyznać, że przed rokiem zdobycie Pucharu Polski było trudniejsze.

- W finałach w 2019 roku wyglądaliście na bardzo pewnych siebie. W starciach z Podhalem Nowy Targ i Unią Oświęcim prezentowaliście się o niebo lepiej, niż w ekstralidze.
- I tak, i nie. Jak już mówiłem - jeśli gramy w komplecie, to jesteśmy bardzo mocnym zespołem. Byliśmy przeszczęśliwi, że Rohtla zdołał wykurować się na Puchar Polski. Gdy Jesse doznał tamtej kontuzji, początkowo nie liczyliśmy, że zdoła wrócić do końca roku. Jednak lekarz i fizjoterapeutka wykonali kawał wspaniałej roboty. Dzięki temu w przewagach byliśmy w stanie "zrobić różnicę" na tafli, która zadecydowała o wszystkim. Rohtla to zawodnik świetnie grający na krążku. Fin potrafi po mistrzowsku realizować postawione przed nim zadania, dzięki czemu otwiera kolegom drogę do bramki. Sytuacja jest dość klarowna. Jeśli gramy po równo, to nie jesteśmy gorsi od przeciwników. Natomiast z Rohtlą na tafli potrafimy wykorzystywać szanse w przewagach.

- W Tychach Jesse Rohtla też nie dokończył finału...
- Tak, ale to naciągnięcie mięśnia nie jest na szczęście aż tak groźne. Do dwóch tygodni wszystko powinno być całkowicie w porządku. W Tychach Rohtlę zdołali godnie zastąpić Dominik Paś i Dominik Jarosz. Powiem tylko, że życzyłbym sobie, aby wszyscy nasi młodzi zawodnicy zawsze i do każdego meczu podchodzili tak, jak walczyli w Pucharze Polski. Po wywalczeniu tego trofeum niestety pojawiło się w naszych szeregach takie samozadowolenie i brak odpowiedzialności, czego dowodem był przebieg spotkania z Zagłębiem Sosnowiec. To nie może być tak, że po sukcesie spoczywamy na laurach. "Zdobyliśmy Puchar Polski, więc świat leży u stóp". Nie lubię takiego podejścia i bardzo mi taka postawa przeszkadza. Z czymś takim nie spotkamy się w Kanadzie czy innych "hokejowych" krajach. Po sukcesie należy o nim jak najszybciej zapomnieć, bo nikt się przed nami nie położy. Wręcz przeciwnie. Dlatego liczy się tylko walka i odpowiedzialność. To był problem zarówno rok temu, jak i obecnie. Musimy wykluczyć takie podejście, że "coś już wygraliśmy, więc jest w porządku, a jeśli przegramy, to za dwa dni jest następne spotkanie". Należy tę naszą młodzież nauczyć innej mentalności. Oni muszą zrozumieć, że jeśli chcą coś osiągnąć w hokeju, to zawsze muszą walczyć z takim zaangażowaniem i odpowiedzialnością, jak w Pucharze Polski.

- A czy w trakcie meczów o Puchar Polski był taki moment, w którym zwątpił pan w sukces? Na przykład, gdy Unia grała w podwójnej przewadze?
- Szczerze mówiąc, nie ma czasu o tym myśleć. W trakcie spotkania jesteśmy w ferworze walki i naszą rolą jest reagowanie na rzeczywistość, a nie myślenie o Pucharze Polski. Tu przewaga, tam osłabienie, jakaś kontuzja... Wszystko trzeba układać od nowa i reagować, więc na kombinowanie i zamartwianie się nie ma czasu. 

- A w którym momencie uwierzył pan, że tego trofeum nikt nam już nie wydrze?
- Gdy Martin Kasperlik strzelił bramkę na 2:0. Wtedy nabrałem pewności, że nic złego nam się już nie ma prawa stać. 

- Po powrocie na Jastor Ondrej Raszka podkreślał wielokrotnie, że nie czuje się bohaterem tych finałów, choć dla kibiców JKH GKS bez wątpienia nim był. Wszak "połowa" tego pucharu to jego zasługa.
- Istotnie, mówi się tak, iż połowa sukcesu to dobry bramkarz. Bez odpowiedniej klasy golkipera żadna drużyna nie jest w stanie niczego wygrać. Ondrej to bardzo dobry bramkarz, który w obu meczach w Pucharze Polski bronił znakomicie, na co zresztą liczymy i czego wymagamy przez cały sezon. Trzeba jednak pamiętać, że na sukces bramkarza pracuje cały zespół. Wszyscy walczą i blokują strzały. Przecież w niedzielę w Tychach właśnie dlatego kontuzji doznał Radosław Sawicki, że wziął na siebie uderzenie krążkiem ze strony rywala. Efektem jest bolesny krwiak i przerwa, o której długości nie jesteśmy jeszcze w stanie nic powiedzieć. Dopiero po zejściu opuchlizny będziemy mogli stwierdzić, czy efektem jest złamanie kości czy tylko jej pęknięcie... Krótko mówiąc, w Pucharze Polski cała drużyna pracowała na to, aby Ondrej mógł zostać naszym bohaterem. Jeśli błąd popełni napastnik, to może naprawić go obrońca, a jeśli z kolei zawiedzie obrońca, to mamy jeszcze bramkarza. Za nim nie ma już jednak nikogo. Warto jednak przy tym pamiętać, że za moich czasów w JKH GKS zawsze mieliśmy kogoś mocnego na tej pozycji. Przed "Ondrą" grali u nas Przemysław Odrobny czy Tomasz Fuczik, o których umiejętnościach nie muszę chyba nikogo przekonywać. Zawsze staraliśmy grać odpowiedzialnie z tyłu.

- A czy pana zdaniem ktoś zasłużył na miano cichego bohatera finałów?
- Nie da się wystawić takiej oceny. Wiem, jaka jest jakość naszego zespołu. Zdaję sobie sprawę, jak chłopcy trenowali przed tymi finałami. Jestem bardzo zadowolony z zaprezentowanego podejścia do obu meczów w Pucharze Polski. Jeśli jesteśmy zdrowi i gramy odpowiedzialnie, to musi być dobrze. Wszyscy nasi zawodnicy doskonale wiedzą, jaka jest ich rola na lodzie. Każdy wie, co ma robić. Jedni powinni strzelać bramki, inni - umieć dodać jakości w przewagach. Swoje zadanie ma nawet zawodnik z czwartego ataku i bynajmniej nie oczekujemy od niego, że będzie zdobywał gole. Ma inne, ściśle określone zadania. Cała drużyna zagrała kolektywnie i z pełną dyscypliną, co mnie naprawdę bardzo cieszy.

- W kwestii finałów w Tychach nie możemy nie wspomnieć o postawie naszych kibiców. Generalnie to chyba możemy żałować, że na doping w tak kapitalnej skali nie możecie liczyć u siebie. Natomiast powitanie Pucharu Polski było chyba najlepsze w dziejach, mocniejsze od tego z 2012 i 2018 roku.
- 2012 roku nie mam prawa pamiętać, natomiast istotnie poprzedni Puchar Polski był przywitany chyba z nieco mniejszą pompą. Jeśli chodzi o wsparcie na Stadionie Zimowym, to jestem pełen uznania dla naszych kibiców. Naprawdę czuliśmy ich doping! Niezmiernie nam pomogli. Przyznam, iż rzeczywiście chcielibyśmy takiego wsparcia na Jastorze. Trochę tego brakuje podczas meczów w Jastrzębiu, a jak widać - potencjał ku temu istnieje! Niemniej, dziękuję wszystkim sympatykom hokeja, którzy przychodzą na nasze spotkania. Bez kibiców hokej nie ma przecież sensu. Jestem bardzo wdzięczny i chcę za waszym pośrednictwem wyrazić szczere podziękowanie dla kibiców za wsparcie w Tychach oraz wspaniałe powitanie na Jastorze. A skoro już jesteśmy przy podziękowaniach, to nie mogę nie wspomnieć o Leszku Laszkiewiczu. Nasz dyrektor sportowy to człowiek nie do zastąpienia. Był kapitalny jako zawodnik, a teraz okazuje się świetnym działaczem. Nie ma go już z nami na lodzie, ale jego wsparcie poza taflą to niezwykle cenna sprawa. Leszek wie, w czym należy nam pomóc i to robi. Zna hokej od podszewki. Puchar Polski to także jego zasługa. Jestem mu bardzo wdzięczny za wszystko, co robi dla JKH GKS Jastrzębie.

- Czas na pytanie o osobiste odczucia po zdobyciu Pucharu Polski. To było bardziej poczucie spełnionego obowiązku, czy też szalona radość z niespodzianki?
- Mamy ciężką pracę. W naszym klubie nie dysponujemy dwudziestoma zawodnikami z określonym doświadczeniem, więc musimy mocno pracować z młodzieżą, aby czegoś ją nauczyć. Dlatego triumf w pucharze to ogromna satysfakcja, ponieważ do pracy idziemy w święta, soboty, niedziele... Takie zwycięstwo jest swoistym podziękowaniem od losu za tę robotę. Człowiek może przez chwilę ucieszyć się i nabrać pewności, że poświęcony czas nie został zmarnowany. Natomiast po samym zwycięstwie z Unią byłem bardzo spokojny. Po powrocie do mieszkania około pierwszej w nocy włączyłem telewizor, a na TVP Sport pokazywali powtórkę finału. Od razu otworzyłem piwo i na spokojnie z wielką satysfakcją obejrzałem trzecią tercję.

- Zatem Sylwester łączył się z podwójnym powodem do świętowania?
- Szczerze mówiąc, nie jestem typem imprezowicza (śmiech). Dla mnie impreza jest wtedy, kiedy jestem zadowolony i spokojny z osiągniętego wyniku. Premią jest właśnie satysfakcja z wykonanej pracy. Poza tym, już w Nowy Rok mieliśmy zaplanowany trening, więc świętować należało... umiarkowanie. Sylwestra spędziłem z moją rodziną, z córkami. Czyli tak, jak to powinno wyglądać. A potem od razu do pracy.

- Ale zawodnikom chyba pozwolił pan trochę poświętować?
- Oczywiście! Ale nie mogli przesadzać, bo - jak wspomniałem - w Nowy Rok od razu był trening.

- 8 stycznia pierwszy mecz finału Pucharu Wyszehradzkiego z wicemistrzem Słowacji, HK Nitra. Nie będzie łatwo.
- Przyznam, że przed sezonem mecze w Pucharze Wyszehradzkim sprawdzały się jako "lepsze" sparingi. Teraz jednak mamy tak potężnie nabity terminarz, że samo rozegranie dodatkowych spotkań okazuje się kłopotliwe. Na szczęście awansem rozegraliśmy pojedynek z Cracovią (mecz miał odbyć się 10 stycznia, ale został przyspieszony o miesiąc - przyp. red.), dzięki czemu w środę możemy pojechać do Nitry. Z drugiej strony na pewno cieszę się, że mamy możliwość zmierzenia się z tak mocną drużyną na jej obiekcie. Niektórzy nasi młodzi zawodnicy po spotkaniach w Pucharze Polski sądzili chyba, że wszystko już wiedzą i nie muszą już się uczyć. Dzięki starciom z wicemistrzem Słowacji przekonają się, że to, co wystarczy na polską ligę, niekoniecznie musi być wystarczające tuż za granicą, nie mówiąc już o Szwecji, Finlandii czy Czechach. Pojedynki z Nitrą będą szybkie i trudne. Jakość słowackiej ligi jest naprawdę duża i sam jestem ciekawy, jak to będzie wyglądać. Na pewno jednak martwią mnie kontuzje naszych kluczowych zawodników, w rezultacie których wyruszymy do Nitry bez kilku ludzi. To jest finał, ale zarazem jednocześnie taki bardzo mocny sparing i znakomite przygotowanie pod kątem play-off w ekstralidze.

- A czy dla pana ma to znaczenie, że JKH GKS skrzyżuje kije ze Słowakami, czyli pańskimi rodakami?
- Na pewno chciałbym, abyśmy osiągnęli tam korzystny wynik. Nie jedziemy jednak do Nitry, aby porównywać się z tym klubem. Wiemy, jaką wartość prezentuje HK Nitra. W kadrze rywali jest siedmiu Kanadyjczyków oraz znakomity bramkarz z Czech. To mocna drużyna, będąca mieszanką rutyny z młodością. Na dodatek obecnie przeciwnik notuje dobrą fazę sezonu. Ostatnio wygrali na Slovanie. My z kolei borykamy się z kontuzjami, więc ten finał przypada na niedobry dla nas czas. Ale mimo to cieszymy się na te pojedynki. 

- Wspomniał pan o tym, że macie bardzo nabity terminarz. Trudno się nie zgodzić, bo tych meczów jest po prostu mnóstwo. Nie jesteście tym zmęczeni?
- To nie jest problem zmęczenia, ale braku możliwości odpowiedniego szkolenia młodych zawodników. Przecież nie jesteśmy w stanie ich trenować podczas meczu! Jeśli czegoś nie przepracujemy na zajęciach, to oni potem nie zrobią tego w trakcie spotkania o punkty. Młodzież potrzebuje treningów i szkolenia, a nie ma kiedy tego robić. W przyszłym tygodniu w ciągu ośmiu dni rozegramy pięć spotkań! Katowice, Podhale, Nitra, Janów i pierwsze starcie piątej rundy, gdzie nie znamy jeszcze rywala... Druga sprawa to kontuzje. Zawodnicy są za bardzo obciążeni i nie mają czasu na regenerację. W moim przekonaniu jest to ryzykowne dla ich zdrowia. Tych meczów jest naprawdę za dużo, a na dodatek nawet przerwy między nimi są krótkie. Przecież przed play-offami czekają nas jeszcze kwalifikacje olimpijskie w Kazachstanie, a po sezonie ligowym część zawodników wyruszy na mistrzostwa świata. 

- Część kibiców też narzeka na przesyt meczami.
- Zostało to zaplanowane bez jakiegoś większego namysłu. Nie wiem, z czego to wynika, być może organizator rozgrywek brał pod uwagę sprawy związane z transmisjami w telewizji. Ale... być może należało wówczas szybciej wystartować z sezonem, zrezygnować z piątej rundy lub po prostu odpuścić wtorki. W Polsce nie ma aż tylu kibiców, żeby przychodzili po trzy razy w tygodniu na mecze i jeszcze zabierali na lodowisko swoje dzieci. To może się zdarzyć raz czy dwa, ale u nas trwa to bez przerwy. Podkreślę jednak, że nie jest sprawa trenerów, a organizatora rozgrywek. Trzeba mieć na uwadze możliwości klubów, bo nie każdy szkoleniowiec ma do dyspozycji trzydziestu doświadczonych ludzi do grania. Z mojego punktu widzenia meczów jest za dużo. Nie mamy czasu na szkolenie zawodników i na regenerację. Potem efektem są kontuzje.

- Przed JKH GKS Jastrzębie finisz fazy zasadniczej. GKS Tychy uciekł nam już na sześć punktów, ale chyba o to pierwsze miejsce jeszcze można pograć?
- Byłbym zadowolony, gdybyśmy zdołali przystąpić do play-offów z drugiej pozycji. Wiemy, jak doświadczonym składem dysponuje w Tychach trener Andriej Gusow. Wiele jednak zależeć będzie od przebiegu piątej rundy i od stanu zdrowia zawodników. Dla mnie najważniejsze będzie przygotowanie drużyny na play-offy i dlatego w ostatnich meczach więcej szans na lodzie dostanie młodzież. Nasi młodsi zawodnicy muszą pokazać, że potrafią dać z siebie coś więcej. Chcemy zająć jak najwyższą lokatę przed meczami o medale, ale też nie za wszelką cenę. Musimy być gotowi na decydującą fazę sezonu, podczas której ważny będzie dosłownie każdy zawodnik. Od razu dodam, że nie myślę teraz o tym, kto będzie naszym rywalem w ćwierćfinale. To zbyt daleki horyzont czasowy.

- Na koniec chciałbym zapytać, czego trener Robert Kalaber życzy kibicom JKH GKS Jastrzębie na ten Nowy Rok.
- Przede wszystkim wiele radości z naszej gry. Chciałbym, abyśmy sprawili im niespodziankę w play-offach. Natomiast najważniejsze jest to, aby kibice wychodzili z Jastora z poczuciem zadowolenia, że zobaczyli dobry hokej i wynieśli stąd przekonanie, że nasz zespół - niezależnie od wyniku - dał z siebie wszystko. Każdy normalny człowiek wie, że nie da się wygrać wszystkiego. To jest sport. Po drugiej stronie tafli jest przeciwnik, który ma swoją wartość. Na wynik wpływa też czasem zwykłe szczęście lub jego brak. Ktoś może mieć też zły dzień. Natomiast głównie chodzi o to, aby kibic był przekonany, że chłopcy zrobili wszystko, aby osiągnąć dobry wynik. Sympatycy naszego klubu ciężko pracują, a potem przychodzą na hokej, żeby odreagować i ucieszyć się sportem. Dlatego nasza rola jest tak istotna. Życzę kibicom, aby zawsze mieli takie właśnie poczucie, że ich zawodnicy dali z siebie maksimum. Poza tym życzę oczywiście zdrowia, bo to jest najważniejsze. Jeśli kibic nie będzie zdrowy, to przecież nie przyjdzie na mecz (śmiech).

- A czego można życzyć panu osobiście?
- Również zdrowia! I to zarówno mnie, jak i całej drużynie. Jeśli zdrowie dopisze, to wszystko będzie w porządku.

Fot. Magdalena Kowolik
 


 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • jastrzębie | 08/01 godz. 17:33

    Świetny wywiad.

  • prof. Wilczur | 08/01 godz. 12:44

    Dokładnie tak. Trener widzi w Tobie potężny potencjał i wie, czego możesz dokonać. Dlatego dostałeś lekko po uszach w tym wywiadzie, a nie ktoś słabszy od Ciebie, kto jest tylko uzupełnieniem. Słuchaj tego gościa, za parę lat mu podziękujesz, wysyłając mu na święta kartkę... może nie zza Oceanu, ale na pewno z silniejszej ligi.

  • dr Pajchiwo | 08/01 godz. 12:31

    Dominik słuchaj trenera.

DODAJ KOMENTARZ

Twoje imię:

Komentarz:

akceptuję regulamin

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X