Dzisiaj jest: niedziela, 12 lipiec 2020   Imieniny: Brunon, Jan, Weronika

więcej ›

SPORT

Piłka nożna




I liga - wiosna 2020

29.02GKS Bełchatów (w)0:0
07.03Radomiak (d)3:2
03.06Warta Poznań (d)1:2
07.06Odra Opole (w)2:1
12.06Sandecja N. Sącz (d)1:2
16.06Chrobry Głogów (w)0:0
20.06Zagł. Sosnowiec (d)1:3
26.06Chojniczanka (d)1:3
30.06Stal Mielec (d)1:2
05.07Wigry Suwałki (w)0:2
11.07Podbeskidzie (d)12:40
16.07Ol. Grudziądz (w)20:40
19.07Nieciecza (d)17:40
25.07Miedź Legnica (w)17:40

Tabela - I liga

1. Podbeskidzie 30 59 57:30
2. Stal Mielec 30 58 48:28
3. Warta Poznań 30 53 45:30
4. Radomiak Radom 30 50 46:40
5. Miedź Legnica 30 44 43:39
6. GKS Tychy 30 43 56:48
7. BB Nieciecza 30 42 43:33
8. Chrobry Głogów 30 40 32:39
9. Niepołomice 30 40 31:37
10. GKS Bełchatów 30 39 36:39
11. Stomil Olsztyn 30 39 25:34
12. GKS Jastrzębie 30 38 40:42
13. Olimpia Grudziądz 30 38 45:53
14. Zagłębie Sosn. 30 38 44:49
15. Sandecja N. Sącz 30 37 42:47
16. Odra Opole 30 36 28:34
17. Chojniczanka 30 30 40:54
18. Wigry Suwałki 30 23 25:50
       

Informacje o klubie
Rok założenia: 1961 (Górnik Jastrzębie), 2010 (GKS 1962)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Harcerska 14B, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Stadion Miejski, ul. Harcerska 14B
Rozgrywki: I liga

Prezes: Dariusz Stanaszek
Wiceprezes: Tomasz Kocerba
Wiceprezes: Rafał Stano
Trener: Jarosław Skrobacz
II trener: Jan Woś
II trener: Łukasz Włodarek
Trener bramkarzy: Sławomir Królczyk
Kierownik drużyny: Kamil Błachut
Masażystka: Natalia Legierska

Kadra:
Bramkarze: Grzegorz Drazik [1], Mateusz Kurzanowski [26], Leonid Otczenaszenko [25], Mariusz Pawełek [81]
Obrońcy: Michał Bojdys [5], Dawid Gojny [94],Dominik Kulawiak [16], Daniel Liszka [23], Oskar Mazurkiewicz [27], Przemysław Pastuszak [15], Kamil Szymura [17], Adam Wolniewicz [93]
Pomocnicy: Rafał Adamek [22], Faril Ali (Ukr) [10], Dawid Chochulski [29], Łukasz Gajda [19], Bartosz Jaroszek [32], Marek Mróz [21], Łukasz Norkowski [6], Patryk Skórecki [77], Dominik Szczęch [11], Damian Tront [20]
Napastnicy: Kamil Adamek [28], Kamil Jadach [8], Adam Żak [9]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2020-09-20

Jastrzębski Bieg Kobiet na 5+

Bieg główną arterią miasta na 5,3 km

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Dobrze, że grasz"

Powyższe słowa wczesnym latem 1975 roku usłyszał pewien dojrzały już piłkarz od swojego ojca, który ten jeden jedyny raz przyszedł na jego mecz. To było wszystko. Cała pochwała. Zabrzmi to jak najbardziej zgrana z płyt, ale... rzeczywiście - młodsi nie zrozumieją. Jednak zawodnik ten zapamiętał te słowa na całe życie. Dziś ma już swoje lata, ale wspomnienie tamtej lapidarnej wręcz pochwały jest jego najpiękniejszym przeżyciem związanym z GKS Jastrzębie. Rozmawiamy z panem Edwardem Kokoszką, który w latach siedemdziesiątych grał przy Kasztanowej, a piętnaście lat temu siedział na ławce trenerskiej przy Harcerskiej.

 

Gospodarzem naszej rozmowy jest trener-koordynator Szkółki Piłkarskiej MOSiR Jastrzębie Henryk Papierok. Nieprzypadkowo.

 

Nieprzypadkowo też rozmawiamy z panem Edwardem właśnie teraz. Dziś część pierwsza, a już jutro zapraszamy na część drugą... WARTO! A tych, którzy wiedzą, o co chodzi, prosimy o powstrzymanie się od ujawniania niespodzianki do opublikowania drugiej części wywiadu (część druga >>>).

 

- W 1966 roku Anglia zdobyła mistrzostwo świata...
Edward Kokoszka - A ja podpisałem swoją pierwszą kartę zawodniczą w Zagłębiu Wałbrzych. Miałem 15 lat.

 

- Skąd się Pan wziął w Wałbrzychu?
- Bracia pojechali tam za pracą razem z całą rodziną. A pochodzimy z Kielecczyzny. Urodziłem się w tej samej wsi, z której pochodzi złoty medalista olimpijski z Tokio Józef Grudzień. Nasze mamy są siostrami. Kiedyś byłem na obozie przygotowawczym, a Grudzień w tym samym miejscu odpoczywał na wczasach. Porozmawialiśmy, powspominaliśmy, popłynęły łzy. W Wałbrzychu poznałem trenera Okonia, który potem wyjechał do Jastrzębia i zabiegał o to, abym poszedł w jego ślady. Zanim jednak zamieniłem wałbrzyskie hałdy na śląskie, przydarzyła się sytuacja, której nie zapomnę do końca życia. To był 13 czerwca 1971 roku. Grałem wówczas w rezerwach Zagłębia Wałbrzych...

 

- Pierwszy zespół Zagłębia był wówczas w pierwszej lidze i bił się europejskie puchary.
- A my walczyliśmy o awans, bodajże do trzeciej ligi. Graliśmy z Prochowiczanką. Kolega stał na bramce i otrzymał takie kopnięcie w głowę, że pożegnał się z życiem. Sporo się o tym wówczas pisało. Tydzień później graliśmy na Pafawagu Wrocław z czarnymi opaskami. Sympatia kibiców była po naszej stronie, choć wygraliśmy 3:0. Wyniki i tamta tragedia skierowały na nas uwagę kilku klubów. Ja miałem możliwość wyjechania do Lubina, Konina lub Jastrzębia.

 

- Wybrał Pan beniaminka trzeciej ligi.
- Tak. Ale to był taki beniaminek, że zaraz awansował do ligi drugiej! Najzabawniejsze jest jednak to, że po rundzie jesiennej byliśmy na dziewiątym miejscu i nikt nie myślał o awansie. A żeby było jeszcze ciekawiej, to gdy już zajęliśmy to trzecie miejsce na wiosnę, wciąż nie mieliśmy pojęcia, że zagramy na zapleczu ekstraklasy.

 

- To był czas tego niewypału związanego z reformą drugiej ligi? Gdy wpuszczono tam drużyny ze stolic województw tylko z klucza geograficznego i przy okazji poszerzono ją tak, że...
- … I dla nas znalazło się miejsce. Jednak przez całą wiosnę o pewne już wcześniej i premiowane miejsce biły się BKS Stal Bielsko-Biała i Metal Kluczbork. Przed meczem w Bielsku-Białej, na tym stadionie, gdzie dziś w ekstraklasie gra Podbeskidzie, gospodarze robili pod nas „podchody”.

 

- W jaki sposób?
- A chociażby wrzucili nam do szatni dziwnie wyglądającą gazetę...

 

- Dziwnie... Ile w niej było?
- Nie wiem. Naprawdę. Odrzuciliśmy im to zaraz, ale tym razem zawiniątko nie wytrzymało i forsa fruwała po całej szatni gospodarzy (śmiech). Ale najwyraźniej znaleźli inny sposób, bo graliśmy przeciw... czternastu.

 

 

- Czyli mieliście przeciw sobie nie tylko wściekłych rywali, których ofertę odrzuciliście, ale i szczęśliwych z tego samego powodu sędziów?
- Dokładnie tak było. Ale i tak... wygraliśmy 1:0! W pierwszej połowie strzeliliśmy gola, a  po przerwie zamurowaliśmy bramkę. Dosłownie. Oni nie mieli wstępu w pole karne, więc sędzia nie mógł wyciągnąć jedenastki z kapelusza. BKS grał sporo górą, a my mieliśmy wysokich stoperów. Żeby było jeszcze śmieszniej, to Alfred Potrawa tak mocno wybił piłkę przy jednej z akcji, że ta wpadła przez okno do mieszkania w pobliskim budynku i... mieszkająca tam pani nie chciała jej oddać. Kradliśmy w ten sposób cenne minuty, bo wówczas nikt nie rzucał od razu zza linii piłek do gry, tak jak to ma miejsce obecnie.

 

- Co na to Metal Kluczbork?
- Okazało się, że kibice Metalu przyjechali do Jastrzębia z... premią dla nas! Zrobili zbiórkę i w podzięce za sportową postawę przekazali nam pieniądze. Tego było więcej niż dostawaliśmy w klubie. Gdy w nowym sezonie pojechaliśmy do Kluczborka, to graliśmy jak u siebie. Kibice miejscowych dopingowali nas, a nie swoich piłkarzy. Skończyło się po przyjacielsku, bez bramek.

 

- Przygoda z drugą ligą trwała tylko rok. Męczyliście się z ogromną ilością remisów, podobnie jak ROW Rybnik w niedawno zakończonych rozgrywkach. I też spadek.
- Tak, ale nikt nie rozpaczał. Awansowaliśmy wtedy do drugiej ligi na wyrost. Nikt na nas nie liczył. To było po prostu cenne doświadczenie. Ale mieliśmy też pecha. Graliśmy na przykład w Katowicach z GKS-em. Silny zespół, sama czołówka, a my przecież byliśmy absolutnym beniaminkiem. Pierwsza minuta i... strzelamy gola! Ale do swojej bramki... Cóż, gramy dalej. Walczymy jak równy z równym. Marnujemy okazje. I w ostatniej minucie znów zdobywamy bramkę!

 

- Remis na Bukowej?
- Nie (śmiech). Przegraliśmy 0:2. Znów samobój! Takich sytuacji było więcej. A na tych licznych remisach nie dało się utrzymać w drugiej lidze nawet przy ówczesnym punktowaniu. To, że spadliśmy, jest akurat najlepszym dowodem, że nie uczestniczyliśmy w żadnym handlu meczami, choć, jak to śmiejemy się dzisiaj, można było je kupić za czekoladę. Chwalono nas w gazetach, bo wszyscy widzieli, że sędziowie nas krzywdzą. Moja piłkarska zawodnicza przygoda z GKS Jastrzębie trwała sześć lat i za moich czasów już do drugiej ligi nie wróciliśmy, choć w 1975 roku było blisko...

 

- Triumf w lidze wojewódzkiej i miejsce w grupowych barażach międzywojewódzkich. Unia Racibórz, Unia Tarnów i Zagłębie Lubin.
- To moje najpiękniejsze wspomnienie z tamtych czasów. Gdy graliśmy z Zagłębiem Lubin przy Kasztanowej, to zaprosiłem na ten mecz mojego tatę. On nie interesował się futbolem i ciągle mówił, że sobie na tej piłce tylko nogi połamię. Jednak ten jeden raz udało mi się go namówić. No i całą pierwszą połowę przesiedziałem na ławce rezerwowych. Wszedłem na boisko dopiero po przerwie, przy stanie 1:1. Gola dla nas zdobył Józef Ziaja. Byłem strasznie napalony na grę. No i... zaskoczyło! Najpierw udało mi się wymanewrować cała obronę Zagłębia, po czym wyłożyłem piłkę Ziai, a Józek odzyskał dla nas prowadzenie. Niedługo potem jednym zwodem oszukałem lubinian, piłka znów trafiła do Ziai i wygrywamy 3:1! Ojciec słyszał moje nazwisko z trybun. Po meczu powiedział: „Dobrze, że grasz”. To była wspaniała pochwała. Ale więcej na mecz już nie przyszedł.

 

- Tu wygrywamy 3:1. Brama do drugiej ligi stoi otworem.
- Niestety, w Lubinie przegraliśmy 0:1 i to Zagłębie awansowało. Znów sporo pecha i zmarnowanych okazji. A na trybunach piętnaście tysięcy ludzi. Po wygranym meczu kibice Zagłębia wbiegli na murawę świętować awans. Zdarli koszulki i ze swoich piłkarzy, z i nas (śmiech). Milicjantom jednak nie było do śmiechu i zaczęli ich regularnie pałować! Apelowaliśmy do nich, aby zostawili tych kibiców w spokoju, bo przecież to tylko radość ze zwycięstwa i nikomu nic się nie dzieje. Odpuścili. Na szczęście.

 

- Trener Henryk Papierok podpowiada, że grał pan z Janem Tomaszewskim.
-Tak, w sparingach w barwach ŁKS Łódź latem 1975 roku. Przez dwa miesiące byłem tam na testach. Pojechałem razem z Henrykiem Witą z ROW-u Rybnik. Byliśmy na obozie przygotowawczym w Szczecinku. Był tam i Tomaszewski, który właśnie wrócił z amerykańskiego tournée z reprezentacją Polski, ale również na przykład świetny Mirosław Bulzacki.

 

Na część drugą zapraszamy w czwartkowy wieczór (część druga >>>)...

 

A na czas oczekiwania na drugą część dla starszych kibiców mamy małą niespodziankę w postaci zdjęcia drużyny GKS Jastrzębie z początku lat siedemdziesiątych. Imiona i nazwiska piłkarzy widocznych na fotografii jednym tchem wymienił nam sam pan Edward Kokoszka, którego w tym gronie nie brakuje. Czy dawni Stali Bywalcy Kasztanowej mają równie dobrą pamięć?

 

 

Rozm. Mariusz Gołąbek

KOMENTARZE

  • Darek | 05/06 godz. 14:40

    Górny rząd od lewej:(asystent trenera)Alojzy Biernacki,Edward Szynol,Bronisław
    Majcherek,Jan Kłosek,Alfred Potrawa(nie żyje),Wojciech Jurek,Andrzej Gluza,
    Henryk Dubek,OskarGawron,Ewald Adamiec,Krzysztof Maniurka,(trener)Gerard Lizurek.
    W środku (bramkarz) Herbert Trąbka
    Dolny rząd od lewej:Edward Paszek(nie żyje),Czesław Bugdoł,Edward Kokoszka,
    (bramkarz)Jerzy Poręba,(bramkarz)Rejnard Koterba,Teodor Twardowski,Władysław Gładyś.

    Pozdrowienia dla pana Gołąbka:)

  • wilk | 05/06 godz. 14:07

    GKS 1972r.stoją tr. Biernacki -Szynol - Majcherek - Kłosek - Potrawa - Wojtek - Trąbka - Gluza - Dubek - Gawron - Adamiec - Maniurka - tr. Lizurek, klęczą Paszek - Bugdoł - Kokoszka - Poręba - Koterba - Twardowski - Gładyś.

  • NUTKA | 04/06 godz. 20:51

    Śpiewało się kiedyś pamiętam : EDZIU trenerze nasz kiedy drugą lige nam dasz.
    Wtedy Edek był trenerem naszego GKS-u

  • jasnet.pl | 04/06 godz. 22:19

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X