“Cel pozostaje niezmienny – to medal”

Prezes Jastrzębskiego Węgla Adam Gorol; fot. jastrzebskiwegiel.pl

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla są już pewni przystąpienia do fazy play-off z drugiej pozycji. Podopieczni Andrei Gardiniego mają także przed sobą perspektywę walki o Puchar Polski. To jednak daleko nie wszystkie tematy, które podjęliśmy w naszej obszernej rozmowie z prezesem klubu Adamem Gorolem.

Wszak do omówienia mieliśmy nie tylko połowę bieżącego sezonu, ale też zmianę na stanowisku szkoleniowca, niełatwą przygodę z Ligą Mistrzów oraz wszelkiego rodzaju aspekty związane z epidemią, z uwagi na które kibice wciąż nie mogą powrócić na trybuny. Co jednak ważne, mimo wszelkich przeciwności losu prezes Adam Gorol zapewnia, że cele na ten sezon pozostają niezmienne. Zachęcamy do lektury, która może wiele wyjaśnić nie tylko w wyżej wymienionych kwestiach.

W 2020 roku nikt nie mógł żyć w oderwaniu od spraw pozasportowych, a zatem to właśnie od nich chciałbym rozpocząć naszą rozmowę. Jak panu minęło ostatnie dwanaście miesięcy pod kątem zdrowotnym i biznesowym?
Adam Gorol – Na pewno wszyscy zgodzimy się z tezą, iż 2020 rok był wyjątkowo inny od poprzednich lat i to pod każdym względem – w tym także gospodarczym, biznesowym, sportowym i osobistym. O ile wcześniej byliśmy w stanie zaplanować pewne działania, odnosząc je do kolejnego kwartału czy nawet całego roku, o tyle teraz musieliśmy działać z dnia na dzień. Poruszaliśmy się w zupełnie nowej rzeczywistości. Wszystkie plany należało na bieżąco weryfikować, aby nadążyć za zmieniającą się sytuacją. Natomiast jeśli chodzi o mnie osobiście, to na pewno chciałoby się osiągnąć więcej, ale zarazem mogę przyznać, iż udało nam się pokonać ten trudny czas w miarę “suchą stopą”.

Rozumiem, że ta deklaracja odnosi się także do spraw związanych ze zdrowiem?
Tak. W 2020 roku to właśnie zdrowie było najważniejsze. Na szczęście ominęły nas poważniejsze kłopoty. Wszyscy doskonale pamiętamy, że epidemia dotknęła także Jastrzębski Węgiel. Drużyna zmuszona była pauzować, a zawodnicy znaleźli się na kwarantannie. W całej tej niełatwej sytuacji najistotniejsze było to, że wszystkie poszkodowane osoby przetrwały czas zakażenia w co najmniej dobrej formie. Nie ukrywajmy jednak, że nas wszystkich na co dzień dopada strach przed skutkami epidemii. Musimy jednak radzić sobie z tym trudnym wyzwaniem.

Zanim przejdziemy do spraw bieżących, które siłą rzeczy należą już do 2021 roku, chciałbym zapytać o sportowe podsumowanie czasu od stycznia do grudnia 2020 roku. Gdybyśmy brali pod uwagę całą PlusLigową historię Jastrzębskiego Węgla, to jaką ocenę wystawiłby pan za tamten rok?
Pytanie o notę szkolną po raz kolejny pojawia się w naszej rozmowie (śmiech). Nie lubię oceniać rezultatów swojego działania, a zarazem staram się być wymagający wobec siebie i otoczenia. Uważam, że od stawiania ocen są inne osoby. Skoro jednak padło takie pytanie, to pokuszę się o notę “dobry z plusem”, o ile oczywiście przyjmujemy skalę od jedynki do szóstki.

Czy czwórka z plusem. Ale nie piątka.
Nie. Siatkówka jest taką dziedziną, w której można i trzeba wymagać więcej nie tylko od siebie, ale także od wszystkich wokół. Do piątki jeszcze nam nieco brakuje.

Wiemy już, co stało się w styczniu, a zatem zapytam inaczej – czy był pan zadowolony z liczby punktów, jaką miał na swoim koncie nasz zespół w dniu 31 grudnia 2020 roku?
Gdybyśmy spoglądali wyłącznie na tabelę, to mielibyśmy powody do optymizmu. Wszak za sprawą tego dorobku zajmowaliśmy mocne, drugie miejsce. Natomiast uprzedzając nieco kolejne pytanie, już w nowym roku przydarzyły nam się mecze, w których straciliśmy punkty. Wprawdzie w sporcie nie powinno się mówić, iż niektórych z tych spotkań nie powinniśmy byli przegrać, ale… po prostu nie powinniśmy! Byłbym w pełni zadowolony tylko wówczas, gdybyśmy mieli tyle punktów, ile ma ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Wówczas mógłbym – trzymając się szkolnych ocen – wystawić szóstkę.

A jednak – pomimo tej pozytywnej oceny na dzień 31 grudnia 2020 roku – mówimy dziś o Luke’u Reynoldsie jako o byłym szkoleniowcu Jastrzębskiego Węgla. Co się zmieniło?
Nie ukrywam, że na przełomie grudnia i stycznia byłem zadowolony zarówno z warsztatu pracy Reynoldsa, jak i wyników osiągniętych przez naszą drużynę. Natomiast na początku 2021 roku sytuacja uległa pogorszeniu. Przede wszystkim miało to miejsce w zakresie stabilizacji gry. Jako drużyna straciliśmy niezbędną równowagę. To przełożyło się na gorsze wyniki oraz przegrane mecze. Po dogłębnej analizie doszedłem do wniosku, że ta sytuacja nie dotyczy “jedynie” porażek, ale generalnie nie rokuje dobrze przed kluczową częścią sezonu. Podjąłem niełatwą decyzję o zmianie szkoleniowca, ponieważ bieżący sezon wciąż daje nam dużą szansę na wywalczenie wysokiej lokaty. W związku z tym nie możemy pozwolić sobie na takie dłuższe momenty słabości.

Nie można jednak udawać, że nic się nie stało. Jastrzębski Węgiel znów zmienił trenera w połowie sezonu, ale tym razem sytuacja jest odmienna. O ile wcześniej kibice rozumieli decyzje w tych sprawach, o tyle teraz większość fanów wyraża co najmniej zdziwienie. To przecież tylko kilka porażek, więc czemu ta decyzja została podjęta już teraz?
Każda sytuacja jest inna, jeśli mówimy także o poprzednich zmianach personalnych. Jeśli chodzi o rozstanie z Reynoldsem, to kibice muszą zdawać sobie sprawę, że widzą przede wszystkim to, co jest “na zewnątrz”. Z oczywistych powodów nie są w stanie ocenić tego, co dzieje się “w środku” drużyny i klubu. Rozumiem postawę fanów Jastrzębskiego Węgla, ale to ja jestem odpowiedzialny za wypracowany przez zespół wynik końcowy. Biorąc pod uwagę moją wiedzę i obserwację, uważam tę decyzję za słuszną.

Według mnie dużym sukcesem Luke’a Reynoldsa była odbudowa zespołu w 2020 roku. Zgodzi się pan z tym, że Andrea Gardini nie otrzymuje drużyny “w rozsypce”?
Oczywiście, że tak. W żadnym wypadku nie kwestionuję tego, co Luke Reynolds osiągnął z Jastrzębskim Węglem w poprzednim roku kalendarzowym. Natomiast warto pamiętać, że wszystko było w porządku do momentu, w którym nasza drużyna osiągała zwycięstwa. Rola trenera nie polega jedynie na działaniu w obszarze szkolenia i treningu. Szkoleniowiec musi także brać odpowiedzialność za utrzymanie stabilizacji i równowagi zespołu oraz budowanie pozytywnej mentalności. W mojej opinii ten obszar uległ w styczniu znacznemu pogorszeniu. Niemniej, oczywistym jest, iż Andrea Gardini nie przychodzi na “spaloną ziemię”. Włoch przejmuje drużynę, która – przy odpowiednim opanowaniu sytuacji – jest w stanie zachować realne szanse na osiągnięcie bardzo dobrego końcowego wyniku i to było celem tej zmiany.

Czy zgodzi się pan z opinią, że zagrał “va banque”? Jeśli Jastrzębski Węgiel rzeczywiście osiągnie założone cele, to nikt nie będzie podważał pana decyzji. Jeżeli jednak Gardiniemu nie uda się zakończyć tego sezonu sukcesem, to kibice winą obarczą prezesa.
Proszę mi wierzyć, że zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, z jaką wiąże się moja decyzja. Musimy jednak pamiętać, iż nie będziemy w stanie zweryfikować “co by było, gdyby” Luke Reynolds pozostał na stanowisku. Mam świadomość, że moja odpowiedzialność za ostateczny rezultat jest w tej sytuacji jeszcze większa. Nie obawiam się jednak presji. Moją rolą i zadaniem jest robić wszystko, aby osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy. Zespół, który zbudowaliśmy na ten sezon, ma naprawdę spory potencjał. Dysponujemy bardzo szerokim i równym składem, dzięki czemu byliśmy w stanie utrzymywać zwycięską passę i znaleźć się na pozycji wicelidera. Cóż, ten sezon… po prostu musi być “sezonem wygranym”! Powtórzę, że moja decyzja w sprawie zmiany na stanowisku trenera została podjęta po głębokim namyśle.

Zdecydował się pan ponownie wejść do “włoskiej rzeki”. Andrea Gardini jest szóstym szkoleniowcem z Italii, który prowadzi naszych siatkarzy. Czy Gardini był liderem “ławki rezerwowych”, czy też jego zatrudnienie było efektem potrzeby chwili?
Przede wszystkim chciałbym zaprzeczyć, jakoby istniała jakakolwiek “ławka rezerwowych”. Wierzyłem, że w tym sezonie nie dojdzie do zmiany na stanowisku pierwszego trenera. Natomiast po podjęciu przeze mnie tej decyzji “rynek” zareagował bardzo szybko. Ku mojemu zaskoczeniu niemal natychmiast pojawiła się lista co najmniej kilkunastu znanych szkoleniowców, zainteresowanych pracą w Jastrzębiu. Osobiście postanowiłem zadziałać według dwóch kryteriów. Po pierwsze – nowy trener musi znać polską ligę, bowiem nie mamy już czasu na naukę i analizę. Po drugie – za szkoleniowcem musi stać odpowiednie doświadczenie i sukcesy. Narodowość kandydata nie miała tu naprawdę najmniejszego znaczenia. Dodam, że Andrea Gardini jako jedyny spośród tych kilkunastu trenerów spełniał moje kryteria.

W wywiadzie dla klubowych mediów Gardini ujawnił, że dogadaliście się błyskawicznie. Jednak umowa z Włochem dotyczy tylko tego sezonu. Nie myślicie o dłuższej perspektywie?
W momencie złożenia propozycji Gardiniemu oraz uzyskania jego akceptacji była mowa tylko i wyłącznie o dokończeniu sezonu 2020/2021. Nie mieliśmy czasu na inne rozmowy, w związku z czym obie strony były gotowe do zawarcia kontraktu wyłącznie w zakresie bieżących rozgrywek. Natomiast już pierwsze tygodnie pracy Gardiniego nie były łatwe, ponieważ już po dwóch meczach znów mieliśmy kłopoty z koronawirusem i kwarantanną. To jednak nie zablokowało jego działania. Trener miał możliwość poznać zespół i warunki pracy w Jastrzębskim Węglu. Mógł też indywidualnie porozmawiać z wszystkimi zawodnikami i współpracownikami ze sztabu szkoleniowego. Tym zadaniom poświęcony był pierwszy okres pracy Włocha. Natomiast oczywistym jest, iż nie zamykamy tematu kolejnego sezonu. Dodam, że rozmowy w tej kwestii są już prowadzone.

Można domniemywać, że pozostanie Gardiniego w klubie uzależnione będzie od osiągnięcia celu minimum.
Cel jest niezmienny i jest nim medal PlusLigi, najlepiej z kruszcu cenniejszego niż brąz. Chciałbym także, abyśmy powalczyli o Puchar Polski, który – jak uważam – jest w naszym zasięgu.

Przejdźmy do Ligi Mistrzów. Nie chciałbym niepotrzebnie wracać do “zapasów” z działaczami Arcady Gałacz, bo ich postawę już oceniliśmy. Wolę zapytać o coś innego. Ile razy minionej jesieni pomyślał pan o meczu w Katowicach, po którym spadliśmy na czwarte miejsce? Wiadomo że zawodnicy mówią czasem, iż każdy pojedynek jest ważny, ale – jak wiadomo – są to czasem wypowiedzi “pod publiczkę”. A jednak okazało się, że ten teoretycznie mniej istotny mecz w Katowicach zadecydował o wszystkim.
Przyznam, że ciągle wracam myślami do tego meczu. Nawet teraz! Można przecież powiedzieć, że bezpośrednią konsekwencją porażki z GKS Katowice jest to, że w Jastrzębiu-Zdroju nie ugościliśmy Ligi Mistrzów. Gdybyśmy pozostali na podium PlusLigi, to jeden z turniejów odbyłby się w Hali Widowiskowo-Sportowej.

Rozumiem, że staralibyśmy się o organizację tych zawodów.
Tak. Tymczasem jako uczestnik kwalifikacji nie mogliśmy być brani pod uwagę jako gospodarz turnieju fazy grupowej, ponieważ nie byliśmy pewni awansu. Cóż, tamta porażka musi dać nam wiele do myślenia. Nie mieliśmy prawa późną zimą 2020 roku oddać podium. Zostawiając już jednak na boku konieczność udziału w eliminacjach, należy podkreślić bardzo dobrą postawę Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV) względem Jastrzębskiego Węgla. Wynikała ona z faktu, już od początku byliśmy dla siebie godnymi zaufania partnerami.

Mówi pan poważnie?
Oczywiście! Przypomnę, że zaraz po przedwczesnym zakończeniu sezonu 2019/2020 podjąłem walkę o zezwolenie naszemu zespołowi na udział w eliminacjach do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Oczywiście, że nie było to łatwe. Mało tego – wszystkie prośby z naszej strony były poparte długimi rozmowami. A jednak CEV poszła nam na rękę i zmieniła zasady, biorąc pod uwagę potrzebę chwili. Dlatego powtórzę, że na każdym etapie eliminacji do Ligi Mistrzów Konfederacja zachowywała się względem nas bardzo dobrze. Natomiast postawę Rumunów mogę określić tylko w jeden sposób – skandal.

Mocne słowo.
Przecież w sporcie postawa “fair play” powinna być na pierwszym miejscu! Byłem zszokowany tym, jak zachowywał się zespół i działacze Arcady Gałacz. Nie wyobrażam sobie, że my moglibyśmy zachowywać się podobnie.

Pochwalił pan CEV, ale przecież działacze siatkarskiej centrali w grudniu pozostali głusi na nasze argumenty i ukarali Jastrzębski Węgiel walkowerami. Nikogo nie interesowało to, że nie byliśmy w stanie wysłać do Berlina drużyny o – mówiąc kolokwialnie – odpowiedniej jakości. Dlaczego w związku z tym nie podjęliśmy walki, wystawiając np. zespół juniorów Akademii Talentów?
Nie mam najmniejszych pretensji do działaczy Konfederacji. Przed rozpoczęciem rozgrywek Ligi Mistrzów został przez nas przyjęty określony regulamin. Wyraźnie wskazano, że w obecnej sytuacji przepisy muszą być surowe. Jeżeli jeden z uczestników nie dojedzie na turniej z uwagi na Covid-19, to zostaje ukarany walkowerami, a zawody odbywają się bez jego udziału. Nie było innego wyjścia. Właściwie to nie była kara, ponieważ walkowery były naturalnym następstwem naszej absencji w turniejach.

Dlaczego?
Proszę zwrócić uwagę, iż przy obecnym systemie rozgrywek byłoby bardzo trudno przekładać turnieje i szukać nowych terminów. Od początku byłem zdania, że takie twarde reguły muszą nas – czyli wszystkich uczestników Ligi Mistrzów – obowiązywać. Natomiast pomysł, aby wysłać do Berlina drużynę Akademii Talentów, nie byłby trafiony. Przecież wszyscy doskonale wiemy, kto znalazłby się po drugiej stronie siatki. Nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o cel sportowy, ale też o uwzględnienie psychiki młodego człowieka. Porażka jest nieodłącznym elementem sportu, ale nie jestem przekonany, czy ewentualna wysoka przegrana naszych młodych zawodników byłaby dla nich korzystna. Wiadomo, że nasi juniorzy marzą o występie przeciw gwiazdom Zenita Kazań, ale sądzę, iż udział w takim pojedynku powinien nastąpić w odpowiednim czasie i na odpowiednim etapie ich rozwoju. Teraz jest na to za wcześnie. Dlatego podjąłem taką, a nie inną decyzję w sprawie wyjazdu do Niemiec i uważam, że była ona słuszna.

Do Kazania też nie pojechaliśmy i tym samym zakończyliśmy sezon w Lidze Mistrzów z kompletem walkowerów. Biorąc jednak pod uwagę brak możliwości awansu do kolejnej fazy, pobyt w Rosji byłby co najwyżej aktywną wycieczką. Doszły do pana uszu takie opinie, że… w zasadzie “dobrze się stało”, że koronawirus znów dopadł Jastrzębski Węgiel?
Nie, nikt w moim środowisku nie wyrażał takiego zdania, to byłoby naganne! Mówimy o niebezpiecznej chorobie. To nie była dobra informacja. Dla mnie istotne było to, że zakażeni zawodnicy nie wykazywali negatywnych objawów pojawienia się wirusa. Natomiast nie zgodzę się z tezą, iż wyjazd do Kazania byłby “wycieczką”. Mamy nowego trenera, który ma wyliczone tygodnie do najważniejszej części sezonu. Strata choćby jednego dnia może być bardzo dotkliwa. W tej sytuacji mogliśmy potraktować mecze w Rosji jako dodatkową szansę dopracowania relacji na linii Andrea Gardini – zawodnicy. Zakładaliśmy, że w Kazaniu będziemy mogli przetestować tę współpracę w boju. Ten wyjazd byłby dla nas bardzo korzystny i dlatego żałuję, że nie doszedł do skutku.

Jesteśmy mądrzejsi o te kilka miesięcy, a zatem wiemy już, iż porażka z Katowicami kosztowała nas… mnóstwo nerwów. Czy gdyby jakimś cudem znał pan dalsze losy Jastrzębskiego Węgla w Lidze Mistrzów 2020/2021, to czy z podobną determinacją walczyłby pan o udział w kwalifikacjach?
Bezwzględnie tak! Uważam, że zawsze należy w danym momencie robić to, co jest do zrobienia. Rok temu walczyłem o Ligę Mistrzów i bardzo się cieszę, że dostaliśmy szansę gry od CEV. Możemy być pewni, że nasza postawa będzie procentować w przyszłości. Konfederacja widzi, że naszemu klubowi bardzo zależy na tym, aby rywalizować w europejskich pucharach. Pozostałe czynniki, o których pan mówi, były niezależne od nas. Dlatego zakładam, że “najgorsze z koronawirusem” jest już za nami. Faktem jest, że wypadliśmy z tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Osobiście bardzo tego żałuję, ponieważ była to niepowtarzalna szansa pokazania w Europie siły polskiej siatkówki. Odważę się powiedzieć, że istniała możliwość, aby połowa drużyn w ćwierćfinale Ligi Mistrzów pochodziła z naszego kraju! Wszak Vervie Warszawa do awansu zabrakło bardzo niewiele, a ja z kolei jestem przekonany, że gdybyśmy mieli możliwość rozegrania w “normalnym” składzie turniejów w Berlinie i Kazaniu, to także bylibyśmy w czołowej ósemce.

Chciałbym dopytać o jeszcze jedną kwestię. Wspominał pan w naszej ostatniej rozmowie, że wiosną między prezesami klubów PlusLigi nie było żadnych “kwasów” w sprawie podziału medali i zakończenia sezonu. A przecież powodów do kłótni znalazłoby się sporo. Nikt jednak nie zachował się podobnie do Rumunów.
Tak. Wtedy wszyscy stanęliśmy na wysokości zadania, a zachowanie zarządów klubów PlusLigi może być uważane za wzorcowe. Rywalizacja drużyn na parkiecie to tylko jeden z kilku aspektów naszej działalności. My jako prezesi klubów rozmawiamy ze sobą na co dzień i jesteśmy wręcz skazani na współpracę. W naszych roboczych relacjach odcinamy się od tego, co dzieje się na boisku. Sport to sport, a zarządzenie – to zarządzanie. Wiosną 2020 roku wszyscy musieliśmy zmierzyć się z zagrożeniem, którego wymiaru nie znaliśmy. Mogę jedynie powtórzyć moją poprzednią opinię, iż cieszy mnie fakt, że przemówiliśmy jednym głosem. Najważniejsze było i jest zdrowie, a na walkę o punkty i medale przyjdzie jeszcze czas.

A czy podtrzymuje pan tę opinię także i teraz, gdy Ślepsk Suwałki nie zgodził się na przełożenie meczu z uwagi na zesłanie połowy naszego zespołu na kwarantannę?
Muszę wyjaśnić tu jedną ważną kwestię – mój wniosek do władz Polskiej Ligi Siatkówki oraz naszego rywala nie dotyczył “deficytu zawodników” po naszej stronie. Już przed sezonem zgodziliśmy się, że jeśli drużyna ma do dyspozycji ośmiu siatkarzy, w tym jednego rozgrywającego, to wychodzi na parkiet niezależnie od problemów z epidemią. Moja prośba dotyczyła sytuacji bezprecedensowej, a mianowicie braku sztabu trenerskiego. Po konsultacjach z działaczami PLS doszliśmy do wniosku, że istotnie przeoczyliśmy taką sytuację. W mojej opinii pomysł na przejęcie części obowiązków trenera przez grającego kapitana jest błędny. Wszak zawodnik musi skupiać się na tym, co dzieje się na parkiecie, a nie dokonywać zmian czy żądać przerw. Dlatego wnioskowałem o przełożenie spotkania. Faktem jest, że Ślepsk Suwałki nie przychylił się do naszej prośby, co uznałem za nieco zaskakujące. Cóż, przyjąłem tę decyzję i wyciągnę wnioski. Pierwszym z nich było złożenie propozycji zmian regulaminowych dotyczących braku sztabu szkoleniowego. Dodam, że PLS przyznała mi już całkowitą rację w tej kwestii.

Czy ma pan pretensje do działaczy Ślepska?
“Pretensje” to nie jest adekwatne słowo. Po prostu – ja w takich przypadkach staram się iść na ustępstwa i wykazywać daleko idące zrozumienie. Tu sytuacja była odwrotna. Cóż, stało się tak, jak się stało…

W meczach przeciw Indykpolowi AZS Olsztyn i Ślepskowi Suwałki na ławce trenerskiej Jastrzębskiego Węgla mieli okazję zasiąść w roli pierwszych trenerów kolejno Leszek Dejewski i Dariusz Luks. Dwa mecze, dwie wygrane. Niezły bilans jak na “strażaków”.
Gratuluję obu trenerom tych ważnych zwycięstw. Mam naprawdę wielką satysfakcję, że wygraliśmy te mecze. Oba te przypadki potwierdzają, że Jastrzębski Węgiel jest silnym klubem, który dysponuje odpowiednio szerokim i stabilnym zapleczem. Rozstaliśmy się z trenerem Reynoldsem, ale mogliśmy zastąpić go Leszkiem Dejewskim, który zna nasz klub od podszewki. Gdy z kolei nawet Dejewski nie mógł prowadzić drużyny z powodu kwarantanny, do akcji wkroczył Dariusz Luks, dzięki czemu – jak to mówią – “statek nie wypłynął bez kapitana”. Tu z kolei mieliśmy okazję zaprezentować siłę naszej Akademii Talentów, gdzie poradził sobie nie tylko trener-koordynator, ale też Michał Gierżot. Wszak nasz młody przyjmujący miał być teoretycznie “najsłabszym ogniwem”, a tymczasem został MVP meczu! Na dodatek dzięki Akademii byliśmy w stanie uzupełnić skład wyróżniającymi się juniorami. Natomiast tutaj także musimy dopracować pewne rozwiązania regulaminowe z PLS, aby w sytuacjach kryzysowych tymczasowy trener mógł “z automatu” formalnie prowadzić zespół.

Przejdźmy do kolejnego tematu. Mamy luty 2021 roku. Od czasu odejścia z Jastrzębskiego Węgla Dawida Konarskiego minęło już trochę czasu. Pamiętamy, w jakich okolicznościach reprezentant Polski opuścił klub. Czy dziś możemy poznać kulisy tej sytuacji? Wszak Konarski występuje obecnie w Czarnych Radom, a przecież mówiło się, iż powodem jego rozstania z naszym klubem były finanse. Tymczasem Czarni nie uchodzą za krezusa PlusLigi.
Jeszcze przed wybuchem pandemii byliśmy z Dawidem po wstępnych rozmowach na temat przedłużenia kontraktu i niewiele zabrakło, by kontrakt został przedłużony. Niestety, potem cały polski sport musiał zmierzyć się z Covid-19. Nikt nie miał prawa przewidywać, co będzie dalej. Nie byliśmy w stanie zaplanować nawet najbliższej przyszłości, a co dopiero zawierać długoterminowych umów na warunkach “przed-epidemicznych”. W związku z tym zmuszony byłem wyhamować wiele naszych działań. Powiem wprost – w tamtej niejasnej rzeczywistości musieliśmy zachować ostrożność w kwestiach budżetowych.

Wydaje się to zrozumiałe.
Niestety, Dawid Konarski wyrażał przekonanie, iż bez względu na wszystko umowa musi zostać podpisana na wcześniejszych warunkach. Ja z kolei stałem na stanowisku, że należy dbać o finanse klubu i jego bezpieczeństwo. Zdarzają się czasem takie przełomowe momenty, że trzeba powiedzieć wprost, iż sport nie jest najważniejszy. Marzec i kwiecień 2020 roku należał do takich właśnie chwil. Przekazałem Konarskiemu, że na tę chwilę klub nie jest gotów na podpisanie z nim takiej umowy, jakiej on by sobie życzył. Wprawdzie potem nasze konsultacje jeszcze trwały, ale wówczas na horyzoncie pojawił się inny atakujący i… na tym się skończyło. Podsumowując – w mojej ocenie Dawid Konarski nie był uprawniony do komentowania publicznie tej sytuacji w taki sposób, w jaki to uczynił.

Czas na kolejne pytanie, które powtarza się w naszych rozmowach. Wprawdzie rok kalendarzowy nie pokrywa się z sezonem siatkarskim, ale właśnie w takim systemie działa Jastrzębska Spółka Węglowa. Wiemy doskonale, że sytuacja Spółki jest taka, jaka jest. Czy zatem kibice mają powody do obaw o przyszłość jastrzębskiej siatkówki?
Jak już wspominaliśmy, 2020 rok był szczególny. Pandemia bardzo mocno wpłynęła na sytuację wielu branż i przedsiębiorstw. Jastrzębska Spółka Węglowa nie jest tu niestety wyjątkiem, bowiem wpływa na nią szeroko pojęta kondycja rynków węgla i branż powiązanych. Siłą rzeczy ta rzeczywistość odbija się także na Jastrzębskim Węglu. Na pewno łatwiej rozmawia się o przyszłości i planach, gdy firma jest w dobrej kondycji finansowej, przynosi spory dochód, panuje dobry klimat dla rozwoju i… generalnie wszystko sprzyja. Natomiast warto wiedzieć, że nawet jeśli Spółka znajdowała się w znakomitej kondycji, to nasze rozmowy nigdy nie były proste. Niezależnie od skali wsparcia dla klubu ze strony JSW S.A., my jako Jastrzębski Węgiel zobligowani byliśmy i jesteśmy do przygotowania określonego planu, obronienia go i wykonania. Nie jest więc tak, że kiedyś było nam łatwiej rozmawiać, a teraz jest trudniej. Poziom relacji między Jastrzębską Spółką Węglową i Jastrzębskim Węglem jest bardzo poprawny, ale wynika to z faktu, że wzajemnie się szanujemy i rozumiemy.

Co pan ma na myśli?
Musimy mieć świadomość, że nam jako klubowi siatkarskiemu nic z zasady się nie należy. Ja, jako prezes Jastrzębskiego Węgla, doskonale zdaję sobie sprawę, że muszę przekonać zarząd JSW S.A. o opłacalności inwestycji w jastrzębską siatkówkę. Myślę, że nasza działalność oceniana jest pozytywnie, skoro nawet w tak trudnym okresie Spółka podejmuje decyzje dla nas pozytywne. Na chwilę obecną najważniejsze jest to, że gramy, a nasze mecze pokazuje Polsat. Oczywiście bardzo żałujemy, że nie ma z nami kibiców, ale na razie musimy pogodzić się z tym faktem.

Czy dysponujecie danymi na temat oglądalności spotkań Jastrzębskiego Węgla?
Mecze na żywo obserwuje średnio 130 tys. osób, natomiast powtórki – ok. 65 tys. Myślę, że to co najmniej przyzwoity wynik. Taka oglądalność buduje wartość reklamy, a zarazem daje nam możliwość kontynuowania współpracy z Jastrzębską Spółką Węglową. Jako prezes Jastrzębskiego Węgla wyrażam szczere podziękowanie władzom Spółki, że widzą sens dalszego wspierania naszego klubu i wzajemnej współpracy. Nie chodzi tu tylko o finanse jako takie, ale też o pozytywne postrzeganie naszej działalności i współpracę w obszarze CSR na rzecz lokalnej społeczności. Jestem przekonany, że gdyby JSW nie oceniała nas dobrze pod kątem sportowym, organizacyjnym czy wizerunkowym, to współpraca… po prostu nie miałaby miejsca, a przynajmniej w takim – jak obecny – wymiarze. Podsumowując – myślę, że kibice Jastrzębskiego Węgla mogą z nadzieją spoglądać w przyszłość. Musimy jednak wierzyć w to, że epidemia pozwoli nam normalnie funkcjonować, a to w dużej mierze zależy też od nas samych. To w zasadzie jedyny warunek, aby światowa gospodarka zaczęła odbijać się od dna.

A czy jako prezesi klubów PlusLigi nie macie pretensji do polityków, że nie pozwalają kibicom wrócić na trybuny? W supermarketach mamy “człowieka na człowieku”, a trybun nie wolno zapełnić nawet w połowie…
Nie będę ukrywał, że rozmawiamy na ten temat na szczeblu prezesów klubów PlusLigi. Mogę zapewnić, że jako grupa wykazujemy duże zrozumienie dla działań rządu w tej sprawie. Staramy się nie myśleć tylko o naszej dyscyplinie. Ja sam często zastanawiam się, jaką decyzję podjąłbym w tej czy innej sprawie. Jest oczywiste, że łatwo jest wpuścić ludzi na trybuny hal siatkarskich, ale przecież w Polsce są nie tylko kibice. To niemal czterdzieści milionów obywateli oraz tysiące firm i branż. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na całym świecie, nie można mieć pretensji.

Część kibiców jednak je ma.
W wielu krajach sytuacja wymykała się spod kontroli, a przykładów nie trzeba daleko szukać. Powinniśmy cieszyć się, że w ogóle możemy grać. Najważniejsze jest to, że sezon PlusLigi – mimo niewielkich kłopotów – toczy się sprawnie, a sympatycy siatkówki mogą oglądać nas w akcji za pośrednictwem telewizji. Dzięki temu nasza dyscyplina jest w stanie przetrwać ten trudny czas.

rozm. mg

Na życzenie naszego rozmówcy komentarze zostały wyłączone.

TerminarzI r.II r.
Warta
Resovia
Będzin
ZAKSA
Verva
Skra
Nysa
Trefl
Olsztyn
Katowice
Ślepsk
Czarni
Cuprum
3:2 (w)
3:0 (d)
3:1 (w)
1:3 (w)
2:3 (d)
3:0 (w)
3:0 (d)
3:0 (d)
1:3 (w)
3:0 (d)
3:1 (w)
3:1 (d)
3:0 (d)
1:3 (d)
3:0 (w)
3:1 (d)
1:3 (d)
3:2 (w)
3:2 (d)
1:3 (w)
3:1 (w)
3:2 (d)
3:2 (w)
3:0 (d)
3:0 (w)
05.03 (w)
Liga Mistrzów
Eliminacje
Stroitiel Mińsk
Dyn. Apeldoorn
Fino Kaposvar
Arcada Gałacz
Faza grupowa
Zenit Kazań
ACH Lublana
Berlin RV


3:0 (d)
3:0 (d)
3:0 (w)
3:0 (w)

0:3 (w)
0:3 (w)
0:3 (w)







0:3 (w)
0:3 (w)
0:3 (w)
PlusLiga
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
ZAKSA Kędzierzyn
Jastrzębski Węgiel

Trefl Gdańsk
Resovia Rzeszów
Verva Warszawa
Skra Bełchatów
Warta Zawiercie
AZS Olsztyn
24
24
25
25
24
24
23
24
66
53
47
46
45
42
38
31
22:2
19:5
16:9
17:8
16:8
13:11

13:10
10:14
9.
10.
11.
12.
13.
14.
GKS Katowice
Cuprum Lubin
Ślepsk Suwałki
Stal Nysa
Czarni Radom
MKS Będzin
24
24

23
24
25
24
29
28
27
23
22
7
10:14
9:15
9:14
5:19
7:18
2:22

Zobacz więcej na… sport.jasnet.pl

Przewiń do góry