Przed nami Prezentacja Drużyny Jastrzębskiego Węgla, która będzie miała miejsce w piątkowy wieczór w Hali Widowiskowo-Sportowej. Oznacza to, że powoli możemy zacząć odliczanie godzin do startu sezonu 2021/22, w którym nasi siatkarze będą bronić mistrzowskiego tytułu. Czy Jastrzębski Węgiel jest gotowy do rywalizacji i uniesienia ciężaru oczekiwań kibiców? Miejmy nadzieję, że tak! Prezes Adam Gorol w naszym tradycyjnie obszernym przedsezonowym wywiadzie odpowiada na wiele kwestii i – nie ukrywajmy – pomaga nam w optymistycznym spojrzeniu na rzeczywistość. Zapraszamy do lektury i… na prezentację naszych Mistrzów Polski!
Czy oswoił się pan już z myślą, że jest prezesem mistrza Polski?
Adam Gorol – Myślę, że tak. Ta świadomość powoli do mnie dociera, choć minęło już kilka miesięcy od tamtych historycznych chwil. To oczywiste, iż zarówno dla mnie, jak i dla całego Jastrzębskiego Węgla było to niezapomniane przeżycie. Mistrzostwo wydawało się nam realne, ale… niekoniecznie już w tym roku. Złoto smakowało tak wybornie również dlatego, że w finale pokonaliśmy przeciwnika, z którym przegrywaliśmy przez kilka lat. Teraz jednak myślimy o tym, co będzie. Przed nami bardzo trudny sezon, a z mistrzostwa nacieszymy się jeszcze podczas… piątkowej Prezentacji Drużyny, kiedy to wrócimy do tamtych radosnych chwil.
Istotnie, przed nami ciężki sezon. Co zatem należy uczynić, abyśmy nie musieli czekać na kolejne mistrzostwo Polski aż siedemnaście lat?
Wyrażam przekonanie, iż to, co należało zrobić od momentu zdobycia tytułu aż po dzień dzisiejszy, już zrobiliśmy. Uważam, że dobrze wykorzystaliśmy ten czas. Skompletowaliśmy kadrę zdolną do obrony złotego medalu. Sądzę jednak, że czekają nas być może najtrudniejsze rozgrywki w historii PlusLigi. Wiele klubów wzmocniło składy i celuje w strefę medalową. Mogę zapewnić kibiców, że osobiście robię i zrobię wszystko co możliwe, abyśmy nie tylko nie musieli czekać kolejne siedemnaście lat, ale wręcz mieli realną nadzieję na powtórkę już w sezonie 2021/22.
To pytanie padło w naszej poprzedniej rozmowie, jednak siłą rzeczy nie znaliśmy jeszcze wówczas potencjału nowej drużyny, którą dowodzić ma Andrea Gardini. Czy pana zdaniem jest szansa na „erę Jastrzębskiego Węgla”? Wszak mieliśmy już epoki Skry Bełchatów czy Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Z drugiej strony – wydaje się, że konkurencja była wówczas nieco mniej wymagająca.
Nie ukrywam, że gdy usłyszałem pytanie dotyczące „ery Jastrzębskiego Węgla”, to chciałem przypomnieć, iż obecnie ustanowienie podobnej serii może być bardzo, bardzo trudne. Oczywiście taka „epoka” jest naszym marzeniem, jednak ja osobiście wolę przede wszystkim skupiać się na własnych działaniach. Po prostu – to my musimy zrobić wszystko, co jest do zrobienia, aby powtórzyć sukces. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokazała, iż nawet w „Lidze Mistrzów Świata” jest to możliwe. Osobiście widzę realne podstawy do snucia takich marzeń, ponieważ stworzyliśmy mocny zespół, który oparty jest zarówno o zawodników doświadczonych, jak i graczy wciąż głodnych sukcesu. Zadbaliśmy o podobne aspekty również „wewnątrz klubu”, czyli w sprawach szeroko pojętej organizacji. Powtórzę – to jest możliwe, jednak czas pokaże, jak będzie.
Z jednej strony w PlusLidze będzie bardzo trudno o powtórkę, jednak z drugiej – tak mocna liga krajowa pozwala realnie myśleć o sukcesie w Europie. Od mistrza Polski, na dodatek rozstawionego w „pierwszym koszyku” będziemy sporo wymagać…
Na pewno są podstawy do tego, aby rzeczywiście „wymagać”. Ja osobiście zawsze wymagam najpierw od siebie, a następnie od sztabu, zawodników i pracowników klubu. Mamy już za sobą nieoficjalne spotkanie z chłopakami, na którym powiedziałem im pół-żartem, iż w nowym sezonie nie może być mowy o wielkiej presji, ale mamy do wygrania Superpuchar Polski, Puchar Polski, PlusLigę i Ligę Mistrzów. Zadanie jest o tyle ułatwione, że możemy te zdobycze rozłożyć sobie w czasie (śmiech). Oczywiście potraktowaliśmy tę naszą rozmowę z pewną dozą humoru, ale z drugiej strony sami wiemy, jakim potencjałem dysponujemy. Jednak konkurencja nie śpi, a do sukcesu niezbędna jest odpowiednia doza szczęścia, choćby w kwestiach zdrowotnych. Natomiast faktem jest, iż ten sezon będzie dobrym czasem dla Jastrzębia na „pokazanie się” w CEV Champions League. Jestem przekonany, iż jesteśmy w stanie powalczyć o czołową czwórkę tych rozgrywek. Nikt nie twierdzi, że będzie łatwo, jednak w mojej opinii ten pułap jest w naszym zasięgu.
Skoro rozmawialiście „humorystycznie”, to chciałbym dopytać, czy drużyna ma sobie wybrać ten puchar, który ma zdobyć, czy też ten, którego nie musi zdobywać?
Mamy na tyle profesjonalnie i szeroko zbudowany skład, że nie musimy, a wręcz nie możemy wybierać. Dlatego do walki o każde z tych trofeów podejdziemy na sto procent. Zapewniam, że tak właśnie będzie.
Zajmijmy się zatem sprawami kadrowymi. Powiedział mi pan kiedyś, iż „dopiero uczy się siatkówki”. Faktem jest jednak, że intuicja prezesa nie zawodzi. Jeszcze przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio postawił pan przecież na „francuski kierunek”…
Powiem szczerze, iż nigdy nie stawiałem sobie celu, aby wyznaczyć „kierunek” odnoszący się do tego czy innego kraju. Nie budujemy drużyny na takich kryteriach…
Ale mimo to „wyszło” bardzo dobrze.
Rzeczywiście. Jednak „francuski kierunek”, o którym pan mówi, to efekt naszego zainteresowania Benjaminem Toniuttim. Kiedy tej klasy rozgrywający wyraził wolę gry w Jastrzębskim Węglu, zmieniło się moje spojrzenie na nasz skład. Uznałem, że na bazie takiego zawodnika możemy zbudować nowy, jeszcze mocniejszy zespół. To właśnie pozyskanie „Bena” wskazało ten „francuski kierunek”, ponieważ za nim do naszego klubu trafił także Stephen Boyer. Myślę, że skoro obaj panowie mają za sobą lata gry dla reprezentacji Francji, to przełoży się to nas plus również dla naszego klubu. Potem sprawy transferowe rozwijały się już wielokierunkowo.
W rozmowie z klubowymi mediami Toniutti powiedział, iż do skorzystania z oferty Jastrzębskiego Węgla skłoniła go determinacja klubu. Co „Ben” miał na myśli?
Cóż, nie chciałbym odpowiadać za naszego rozgrywającego. Mogę jedynie domyślać się, iż Toniutti przekonał się, że ja jako prezes Jastrzębskiego Węgla chcę nawiązać tę współpracę, jestem do niej przekonany i nie odpuszczę, dopóki nie zamknę tematu. Rozmowy na ten temat trwały zaledwie kilka dni, toczyły się nawet nocami, ale w końcu udało nam się zakończyć je sukcesem. Mam świadomość, że Toniutti to zawodnik, którego w swojej ekipie chciałby mieć… każdy. W Europie jest co najmniej kilka klubów, które mogłyby go pozyskać niezależnie od uwarunkowań finansowych. Niemniej, „Ben” jest teraz rozgrywającym Jastrzębskiego Węgla, co mnie osobiście bardzo cieszy.
Wiadomo, że w sporcie zawodowym pieniądze są bardzo ważne, jednak na pewnym etapie kariery schodzą one na plan dalszy. Przecież Toniutti mógł liczyć na dobrą wypłatę gdzie indziej. Jak przekonał pan go, aby jednak postawił na Jastrzębie?
Jestem przekonany, że nie chodziło tylko o pieniądze. Jastrzębski Węgiel jest klubem o mocnym, solidnym budżecie, jednak na naszym kontynencie nie brakuje zamożniejszych ekip. Gdyby „Ben” myślał tylko o pieniądzach, to zapewne nie byłby dziś rozgrywającym naszego zespołu. Myślę, że zadecydowało o tym kilka aspektów – moja determinacja, dobra organizacja klubu oraz deklaracja, iż będzie miał dużo do powiedzenia w nowej drużynie. Podkreślę również rolę zawodników naszego klubu, kolegów „Bena”, którzy mi w tym pomogli. To zawodnik doświadczony, ograny i posiadający świetną osobowość. Uważam, że jest to siatkarz kompletny, a taki nie może być „jednym z wielu”. Dlatego otrzymał takie, a nie inne warunki.
Przejdźmy do „łyżki dziegciu w beczce miodu”. Zadam to pytanie nieco „okrężną drogą”. Czy w niedzielnym finale Mistrzostw Europy kibicował pan Włochom Ferdinando de Giorgiego, czy też Słowenii Tine Urnauta?
Starałem się dystansować od różnych przeszłych sytuacji i postawiłem wyłącznie na delektowanie się siatkówką na najwyższym poziomie. Cieszę się, iż obejrzałem wspaniały mecz godny spotkania o złoto. Szkoda jednak, że bez udziału Polaków. Być może w tym pojedynku zabrakło nieco finezji, ale za to obie drużyny poszły na całość pod kątem sportowej agresji i siły. Nie ukrywam, że właśnie ten typ siatkówki najbardziej mi odpowiada. Kapitalne, zacięte widowisko. Jednak podejrzewam, że pytanie nie do końca dotyczy moich finałowych wrażeń.
Oczywiście. Nazwiska de Giorgi i Urnaut nie pojawiły się tu przypadkiem.
Jeśli chodzi o Ferdinando de Giorgiego, to – choć potraktował nas w sposób niegodny – cieszę się, z jego sukcesów i złożyłem mu gratulacje. „Fefe” udowodnił po raz kolejny, że jest szkoleniowcem z najwyższej półki. Mnie natomiast jeszcze bardziej raduje fakt, iż dzięki triumfowi Italii mamy w klubie mistrza Europy! Wszak Nicola Giolito, czyli członek sztabu szkoleniowego Andrei Gardiniego, także przyczynił się do złota dla Włochów. Proszę mi wierzyć, że to dla mnie wielki powód do dumy, a zarazem potwierdzenie, że nasz sztab realnie został wzmocniony.
A co z Tine Urnautem, który najpierw postanowił związać się z Jastrzębskim Węglem, a następnie rozmyślił się, zabrał zabawki i stwierdził, że woli mieszkać w Sankt-Petersburgu? Nie jest wielką tajemnicą, że jest pan biznesmenem i działa pan w środowisku, gdzie umów się dotrzymuje. Tymczasem odejście Urnauta to kolejna tego typu sprawa…
Myślę, że powinniśmy do tej sytuacji podejść nieco inaczej. Istotnie, działam w biznesie i sporcie, jednak trzeba pamiętać, że sport… to także wielki biznes. Wszędzie obowiązują określone kontrakty, umowy i reguły gry. Jednak w przypadku siatkówki do gry wchodzą jeszcze międzynarodowe federacje FIVB i CEV, które ustalają pewne zasady. Zachowanie zawodnika to jedna strona medalu, natomiast drugą jest system, który na to pozwala. Honor czy dane słowo są rzeczami nadrzędnymi, jednak nie możemy obrażać się na to, że w rzeczywistości to pieniądz rządzi światem. Problemem samym w sobie jest decyzja Urnauta, jednak w przypadku sportu drużynowego ma ona przełożenie na cały zespół. Pozyskanie równorzędnego następcy pod koniec lata jest niezwykle trudne. Dlatego należy zmienić zasady dotyczące podpisywanych umów tak, aby zrównać prawa klubu i zawodnika. Aktualnie stroną zdecydowanie uprzywilejowaną jest siatkarz. Przed nami wybory na prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej, w których wezmę udział jako delegat Śląskiego Związku Piłki Siatkowej. Zrobię wszystko, aby nasz Związek wnioskował do międzynarodowych federacji o uporządkowanie tego obszaru.
Co pan proponuje?
Zawsze byłem zwolennikiem najprostszych rozwiązań. Krótko mówiąc, należy ustalić znacznie wyższe sankcje finansowe za tego typu działanie. Aktualnie jest tak, iż zrywający kontrakt zawodnik otrzymuje karę na poziomie kilkudziesięciu procent kontraktu. Te sumy nie robią większego wrażenia na bogatych klubach z Rosji czy Włoch. Nowy klub bierze „na siebie” tę karę, a siatkarz dodatkowo dostaje jeszcze podwyżkę. W mojej opinii taka sytuacja jest niedopuszczalna, a przeciwdziałać można jej jedynie za sprawą wysokich sankcji finansowych. Oczywiście, jeśli jakiś klub będzie mimo to chciał przepłacać, aby zakupić danego zawodnika, to będzie to możliwe. Należy jednak zlikwidować tę swoistą „szarą strefę”.
Wróćmy zatem do „beczki miodu”, czyli składu na przyszły sezon. Nazwisko następcy Urnauta krąży po mediach i między kibicami, ale pan prezes oczywiście mi go oficjalnie nie potwierdzi. A zatem kiedy poznamy tę osobę?
Powiem szczerze, iż niektóre nazwiska podrzucane mi przez znajomych i dziennikarzy były dla mnie zaskoczeniem (śmiech). Natomiast faktem jest, iż na dzień dzisiejszy jesteśmy kompletni. Zapraszam na piątkową Prezentację Drużyny Jastrzębskiego Węgla.
W Hali Widowiskowo-Sportowej zobaczymy także Mecz Otwarcia Sezonu z Fenerbahce Stambuł. W jego kadrze mamy Yacine’a Louatiego. Wielu fanów dziwiło się, że opuścił on mistrza Polski tym bardziej, że dołączyli do nas Toniutti, Boyer…
Yacine Louati to zawodnik prezentujący bardzo wysoki poziom gry. W kluczowych momentach minionego sezonu pokazał nam, jak wiele potrafi wnieść do zespołu. Poza tym to bardzo pozytywny człowiek. Jednak jako prezes pozostawiam określoną autonomię naszemu sztabowi szkoleniowemu, który zasugerował takie, a nie inne rozwiązanie w sprawie Yacine’a. Nie wiem, czy w dzisiejszych warunkach taka decyzja byłaby podtrzymana, jednak mnie osobiście trochę żal, iż nie ma go już u nas. Niemniej, będzie z nami w piątek i na pewno łączyć z nim będziemy same dobre wspomnienia.
Przyjedzie też Salvador Hidalgo Oliva, którego nie trzeba dodatkowo przedstawiać. Czy nasza pamiętna „kubańska wyrzutnia rakiet” będzie mogła liczyć na uścisk dłoni prezesa? Pamiętamy, że pożegnanie przed kilku laty nie było okraszone radością…
Bardzo się cieszę, iż Salvador znów pojawi się w Jastrzębiu-Zdroju. Wszak obaj z Louati’m zdobyli z naszym klubem bardzo cenne medale. Hidalgo Oliva był bardzo ważnym ogniwem drużyny, która wywalczyła niespodziewany, ale bardzo istotny dla naszej historii brąz. Z kolei Louati przyczynił się do złota. Cóż, wszyscy doskonale pamiętamy, jakim uwielbieniem cieszył się Salvador w naszym mieście. Szczególnie ceniłem w nim to, jak twardy był na boisku. To nie jest chłopak, którego należało reanimować, ponieważ bolał go palec. Potrafił walczyć jak lew! A pożegnanie…? Cóż, jednak z czasem chce się pamiętać tylko te dobre chwile.
Podsumowując sprawy kadrowe – czy obrońca tytułu jest równie mocny, jak mistrz Polski?
Uważam, że na pewno nie jesteśmy słabsi niż pół roku temu. Przypomnę, że poza mistrzami Polski mamy w składzie także mistrzów olimpijskich oraz zdobywcę Pucharu Europy. Nie chciałbym tu tworzyć jakichś tabel czy wyliczeń, ponieważ są to sprawy nieporównywalne. Sądzę jednak, iż Jastrzębski Węgiel w sezonie 2021/22 będzie miał jedną z najmocniejszych ekip w swojej historii.
A czy ten „jeden z najmocniejszych” nadal będzie wprowadzał do kadry seniorów swoich młodych wychowanków? Rok temu sensację wywołał 15-letni Maksymilian Granieczny. Teraz Andrea Gardini ma do dyspozycji młodzieżowych mistrzów świata z Iranu z Mateuszem Kufką na czele, z którego podobno dumna jest cała Moszczenica.
Nie tylko Moszczenica! Ja również. Na pewno Maksymilian Granieczny czy Michał Gierżot potwierdzają wysoki poziom naszej pracy z młodzieżą Akademii Talentów. To pokazuje, że samo istnienie Akademii ma sens! Maks i Michał stanowią przykład dla kolegów, że Jastrzębski Węgiel jest idealnym miejscem na potwierdzenie swoich predyspozycji oraz potencjału. Dla mnie osobiście szczególnie istotne jest to, że ci chłopcy wyszli na parkiet przeciw ludziom, których oglądali w telewizji i… nie zawiedli, wytrzymali presję. Na pewno chciałbym, aby co roku przynajmniej jeden zawodnik był w stanie zaprezentować się na takim poziomie. To jednak działa w dwie strony – my dajemy możliwość uczynienia kroku do seniorskiej siatkówki, jednak również i sam zawodnik musi być pewien, że jest w stanie coś wnieść do zespołu.
Czyli sztab szkoleniowy pierwszej drużyny może liczyć na tego typu „zachętę” ze strony prezesa?
Mamy tradycję przeprowadzania w trakcie sezonu kilku długich dysput z trenerem i jego współpracownikami. Zawsze podkreślałem w tych rozmowach, jak bardzo zależy mi na jak najlepszej współpracy pierwszej drużyny Jastrzębskiego Węgla z Akademią Talentów. Faktem jest, iż na przestrzeni ostatnich lat nie wszyscy trenerzy podchodzili do moich propozycji z otwartością. Teraz jednak jest inaczej, ponieważ moje apele… po prostu nie natrafiają na najmniejszy opór. Musimy jednak wciąż mieć na uwadze, jaka przepaść dzieli sport zawodowy od młodzieżowego. Akademia Talentów już zdążyła udowodnić swoją wartość dla Jastrzębskiego Węgla, ale i zawodnicy pierwszego zespołu zawsze chętnie ulegają moim namowom, aby w wolnej chwili wpaść do młodszych kolegów z wizytą. Proszę mi wierzyć, że nawet taki krótki kontakt daje chłopakom wiele radości. Co więcej, o tych spotkaniach wiedzą także chłopcy, zawodnicy… zainteresowani edukacją w naszej akademii. U nas bowiem nie jest tak, że wykorzystuje się logo Jastrzębskiego Węgla i na tym kończy się przygoda z mistrzem Polski. Ta współpraca naprawdę ma miejsce, a dowodów jest aż nadto.
A kiedy doczekamy się pierwszego debiutanta w PlusLidze, który przejdzie w Jastrzębskim Węglu wszystkie szczeble od najmłodszych mini-siatkarzy? Wszak klub chce iść „coraz niżej” w kategoriach wiekowych. Akademia Talentów już jest wicemistrzem Polski w „czwórkach”.
To prawda, że mamy zamiar zejść „niżej”, ale zarazem pójść „szerzej” w nasz region. Chcemy dać szansę do pokazania się młodym pasjonatom siatkówki, ale i my również nie mamy zamiaru rezygnować z możliwości ich… znalezienia. Myślę, że z roku na rok nasz system działał będzie coraz lepiej. Nie jesteśmy jednak w stanie już dziś podać choćby orientacyjnej daty takiego „debiutu”. To jest nie do przewidzenia, biorąc pod uwagę liczbę czynników, które należy wypełnić. Ogromne znaczenie może mieć uśmiech losu czy samo podejście rodziców, którzy będą chcieli dla swojego dziecka jak najlepiej, ale zarazem przy okazji zrobią mu „sportową krzywdę”. Niestety, nawet wśród bardzo młodych zawodników mamy już do czynienia z ruchami menadżerów, którzy komercjalizują również sport młodzieżowy. W mojej opinii w tak młodym wieku nie powinno się myśleć o graniu za pieniądze. To nie jest dobra droga.
Na końcu naszej tradycyjnie obszernej przedsezonowej rozmowy chciałbym zapytać o nieoficjalne spotkania z przedstawicielami Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Mamy za sobą kilka miesięcy przerwy w rozgrywkach ligowych, w trakcie których zamienił pan zapewne niejedno słowo w kuluarach JSW. Czy w Spółce mówią o „podziękowaniach za dobrą robotę”, czy też o „pójściu za ciosem”?
Jest i jedno, i drugie. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej jest grono osób, które zawsze kibicowały Jastrzębskiemu Węglowi i są z nami – jestem o tym przekonany – na dobre, i na złe. Dziękuję zarządowi Jastrzębskiej Spółki Węglowej za wsparcie, jakiego nam udziela. To oczywiste, że bez Spółki nie byłoby złota. Dlatego nasz sukces został przyjęty tak bardzo pozytywnie i powiem wprost, że w JSW docenia się nasze osiągnięcie. Jednak teraz czas na spojrzenie do przodu i tu jesteśmy zgodni z naszym Partnerem Strategicznym, iż… „nie możemy odpuszczać”. Chcemy iść za ciosem. To jest dobry czas dla naszego klubu, z którego należy korzystać. Stanowisko Jastrzębskiej Spółki Węglowej stawia przed nami oczekiwanie podtrzymania dobrej passy.
Z tej deklaracji zapewne ucieszą się kibice jastrzębskiej siatkówki.
Zapewne tak. Sport to kibice. Sukces przy pustych trybunach nigdy nie będzie smakował tak wybornie, jak wśród wiwatującego tłumu. Wciąż czuję żal, iż pół roku temu musieliśmy świętować przed pustymi krzesełkami, a do kibiców mogliśmy wyjść dopiero po meczu. Dziękuję im za to, że byli pod Halą Widowiskowo-Sportową oraz przed telewizorami. Tak samo chciałbym podziękować Miastu Jastrzębie-Zdrój oraz Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, za sprawą których na co dzień możemy grać i trenować na obiekcie, który stał się naszym domem. Na ten nowy sezon życzę sympatykom Jastrzębskiego Węgla, aby wszyscy, którzy tylko zechcą być z nami na naszej hali, mogli bez najmniejszych problemów to uczynić.
Czyli celujemy w powtórkę, ale z kibicami na trybunach?
Tak!
rozm. mg
Na życzenie naszego rozmówcy komentarze zostały wyłączone.





