Człowiek z maską na twarzy

„Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła i ja odpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

fot. pixabay

Ponad rok temu – tak, wiemy, to już prawie prehistoria – takie obrazki nie należały do rzadkości.

Kolejki wiernych przed konfesjonałem. Niezmiennie każdego roku dziesiątki, setki, może nawet tysiące jastrzębian czekających cierpliwie, aby ulżyć swojemu sumieniu. Atmosfera podniosłej duchowości. W absolutnej ciszy słychać tylko szepty wyznających swoje grzechy. Trwa to dłużej lub krócej, za każdym razem jednak na twarzach tych, którzy spełnili swój chrześcijański obowiązek odmalowuje się uczucie szczęścia. A może tylko poczucia wyjątkowości tego, co właśnie przed chwilą przeżyli? „Pan odpuścił tobie grzechy. Idź w pokoju” – pada z ust kapelana.

I idziemy, a właściwie chodziliśmy – ponad rok temu.


Do naszych domów, zakładów pracy, na łono rodziny, między współpracowników. Nasze sumienie poddane wielkanocnemu tuningowi miało się zaskakująco dobrze. Przynajmniej przez pierwsze godziny, no powiedzmy – pierwsze dni po spowiedzi. Ale z każdą chwilą presja, jaką wywierał na nas świat, była coraz silniejsza. W końcu nie jesteśmy robotami. Jak długo można tolerować zachowanie sąsiadki, która ostentacyjnie obrabia nam tyłek za plecami? I ten jej ironiczny uśmieszek, za każdym razem, kiedy mijamy ją na korytarzu. Albo koleżanka ze szkoły, tudzież kolega z kopalni, gdzie zarabiamy na nasz chleb powszedni. Nachalnie wypytujący nas o szczegóły z życia prywatnego, podważający nasze kompetencje, w najlepszym wypadku – nie mogący zrozumieć, jak można spędzić cały weekend na działce.

Ponad rok temu walczyliśmy.


Jeszcze mieliśmy świeżo w pamięci moment, kiedy odchodziliśmy od konfesjonału. Dziwne, ale wydawało nam się wtedy, że jesteśmy lżejsi o dobrych parę kilogramów. Prawie unosiliśmy nad chodnikiem.

A teraz?

Nieznośna proza życia, krzywe spojrzenia znad nieskazitelnie białych maseczek, słowa lektora, opisujące scenę z dziesiątkami trumien w jednym z włoskich miast, strach i przerażenie, wreszcie apele, żeby zostać na święta w domu, żeby przypadkiem nie sprzedać komuś z najbliższych „pocałunku śmierci” w postaci koronawirusa.

Ale w końcu idą święta. Obrus na wielkanocnym stole będzie nieskazitelnie biały. Było by dobrze, aby z tą bielą korespondowało także nasze sumienie. Owszem, ominie nas perspektywa godziny spędzonej w kolejce do konfesjonału, ale to wciąż nie zwalnia nas z obowiązku bycia lepszym człowiekiem. Bo gdzieś tam, przy wielkanocnym stole, czeka nas rodzina. Wszystko musi być w najlepszym porządku. Obrus jest biały i nasze dusze muszą być takie same. Normalnie, innej opcji nie ma. Musimy żyć dalej!

Jak się rzekło, nie ma już tamtego świata. Jest pandemiczna histeria. Nadeszły bolesne czasy, w których CZŁOWIEK Z MASKĄ NA TWARZY jest nic nie znaczącym trybikiem w mechanizmie. W końcu życie to niebezpieczny żywioł, a młodzieńczy entuzjazm uleciał z nas jak opary naiwnych wyobrażeń o codzienności. Przydałaby się więc jakaś nadzieja. Przynajmniej jej namiastka. Zwycięstwo życia nad śmiercią. I w tym momencie nasz wzrok pada na… galerię handlową. Obrotowe drzwi podstępnie zapraszają nas do środka. Przepływający tłum tężeje z minuty na minutę. Wchodzimy do środka…

Tak było jeszcze ponad rok temu…

„Przede mną ostatni etap tej fascynującej podróży – stojąca nieopodal galerii handlowej kaplica. Pomyślana z myślą o tych, których dopadną wyrzuty sumienia po karnawale świątecznych zakupów. W środku – sterylność formy i treści. W ostatniej ławce mężczyzna w granatowym garniturze z pochyloną głową i utkwionym w czubkach swoich butów wzrokiem. Na mój widok wstaje. Niebawem dowiem się, że to pan Roman, agent ochrony, jak mówi o sobie z dumą w głosie. Wspomina czasy, kiedy ludzie odwiedzali kaplicę pchając przed sobą wózki pełne zakupów. Cholerny świat, kiwa z niedowierzaniem głową. Tak, cholerny, odpowiadam mu w myślach i odwracam się na pięcie!”

Tak, cholerny świat! Zakupy już nas nie cieszą, bo stały się złem koniecznym. Wszyscy, prawie jak jeden mąż, boimy się o swoje zdrowie. Paradoksalnie w obliczu pandemii zapanował prawdziwy egalitaryzm i równouprawnienie.

Ale popatrzmy na to z innej strony. Może Święta Wielkanocne, szczególnie w tym roku, to jedyna okazja, żeby zapytać o nasze miejsce na ziemi? Żeby przyjrzeć się swojemu postępowaniu? Zafundować sobie jedyną w swoim rodzaju podróż w głąb samego siebie? Zakopać wojenny topór z najbliższymi? Celebrować ich obecność przy stole? Swoją drogą, jak traktujemy ten szczególny czas? Jako spełnienie przykrego obowiązku? Duchową odnowę? Czas relaksu? To pytania, z którymi musimy zmierzyć się sami. Nikt nam w tym nie pomoże. Ale wnioski, do jakich dojdziemy, mogą okazać się dla nas cennym drogowskazem.

Już wkrótce usiądziemy przy wielkanocnym stole. „Bogatsi” o doświadczenia ostatnich kilkunastu miesięcy pochylimy się nad tajemnicą Cierpiącego Jezusa… Co w niej odnajdziemy?

Ponad rok temu…


Kolejny wierny klękał przy konfesjonale. Wyznawał swoje grzechy, zaznaczając wcześniej, kiedy ostatni raz otrzymał rozgrzeszenie. Słysząc to, kapłan pytał spokojnie, dlaczego ostatnia spowiedź była tak dawno?

„Bo ja z tą dzisiejszą spowiedzią chodziłem od kilku lat…”

Tak, nadzieja jest naszą największą siłą.

Wpisy na temat “Człowiek z maską na twarzy”

  1. Świat się zmienił ,ale czy ta maseczka zmieniła ciebie????Nadal jesteś tym samym człowiekiem.nikt nie zabrania ci być dobrym chrześćjaninem.Możesz korzystać z sakramentu pokuty,kto ci broni. Możesz chodzić do koscioła nikt ci nie broni.Zastanawiam się o czym tak właściwie jest ten artykuł.Co autor miał na myśli.Zbliżamy się do Świat Wielkanocnych,świat nadziei i odrodzenia.Oczekujemy zmartwychwstania ONO JEST NASZYM ZBAWIENIEM. Pozdrawiam wszystkich.WESOŁYCH ŚWIĄT.

  2. Ci wielce niewierzący, śmiejący się z Boga będą go wołali z łzami w oczach w ostatniej chwili życia. Ale będzie za późno.

  3. Ludzie myślą, zę z Pana Boga sobie zrobią takiego bożka made in China. Gdzie sobie przypomną o nim z wózkiem pełnym zakupów i rzucą mu ochłapy swojej obecności w kaplicy gdzieś w galerii. Szkoda, ze wielu myśli sobie że bez Boga dadzą sobie radę, ale to jest chwilowa ułuda bo na dłuższą mętę poniosą porażkę.

  4. Niektórzy to chodza dwa razy do roku do spowiedzi idą na święta przyjmują komunię a na drugi dzień juz nie bo coś się wydarzyło i już nie można przyjąc. Znów trzeba poczekać do Bożego Narodzenia na kolejną spowiedź aby na jeden – dwa może trzy dni być w stanie łaski. To tak jak w tym kawale co pójde do kościoła to albo żłóbek, albo gróbek..

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Carte Blanche

Usługi wykończeniowe,
gładzie, malowanie, kafelkowanie
sufity podwieszane, sufity napinane,
panele podłogowe i ścienne,
montaż drzwi i parapetów.
meble na wymiar.

Czytaj więcej »
Przewiń do góry
Poprzedni
Następny