Ile kosztuje magister?

Wpisujemy kilka niepozornych słów. „Pisanie prac magisterskich – Jastrzębie-Zdrój”. Potem machinalnie przyciskamy klawisz „enter”. Zaś efekt naszej zapobiegliwości szybko zostaje wynagrodzony. Ekran komputera wypełniają najpopularniejsze ogłoszenia. „Gotowe prace dyplomowe, eseje i referaty…”, „…pomoc w pisaniu prac magisterskich z różnych dziedzin…”, „…pogotowie studenckie…”, „pomocnik studenta…”, „…prace magisterskie i licencjackie…”

fot. pixabay

Ponad pięć tysięcy wyników w pół sekundy! Można przebierać jak w ulęgałkach! Pierwsza rzecz, jaka rzuca się nam w oczy, to pomysłowość autorów ogłoszeń. Ani wzmianki o tym, że oferty dotyczą napisania pracy magisterskiej czy licencjackiej. Rzecz jasna, za pieniądze. Jeśli już, przedsiębiorcze osoby, kryjące się za konkretnym anonsami, używają cudownych zaklęć. Dość powiedzieć, że „pogotowie studenckie” nie udziela pomocy medycznej żakom. A sformułowanie „pomoc w pisaniu prac” jest wyjątkowo nieprecyzyjne. Czego oczy nie widzą – na ekranie komputera – tego sercu nie żal. A prokurator nie będzie ścigał!

Sygnał połączenia w słuchawce. Już nie ma odwrotu. Może to i lepiej, bo wybraliśmy ofertę, która wzbudziła nasz szczery podziw. Mówiąc wprost, osoba, z którą próbujemy się skontaktować, sprawia wrażenie prawdziwego człowieka renesansu. I oferuje „pomoc w pisaniu prac” z najbardziej „egzotycznych” dziedzin. Brakuje chyba tylko esejów poświęconych historii literatury mongolskiej. Ewentualnie rozprawek o życiu seksualnym na dworze Ludwika XVI. Wreszcie ktoś odbiera. Głos należy do młodej kobiety, która odpowiada rzeczowo na wszystkie pytania.

„Szanowny panie, podstawowa kwestia, trzeba sprecyzować oczekiwania, jakie mamy względem pracy. Jeśli dostanę konkretne wytyczne, najlepiej drogą mailową, mogę przystąpić do zbierania materiałów. Rozumie pan, przydałby się dokładny temat, ilość stron i jakiś termin. Chodzi o to, żebym mogła zaplanować sobie pracę” – wyjaśnia nasza telefoniczna rozmówczyni.

Temat tabu. Jastrzębianin, który studiuje w dużym ośrodku akademickim, nie ma najlepszego zdania o pisaniu prac na zamówienie. Jak podkreśla, ten proceder od dawna wpisał się w uczelniany krajobraz. „Wszyscy o nim wiedzą, ale nikt nie chce mówić. To po prostu dobry biznes” – zauważa z przekąsem. Jego zdaniem sytuacja przypomina do złudzenia okoliczności, jakie towarzyszą wręczaniu łapówki. To oczywiste, że żadnej ze stron nie zależy na tym, aby sprawa ujrzała światło dzienne.

A sami studenci? Młody człowiek kręci z dezaprobatą głową. „Cały ten rynek pisania prac magisterskich czy licencjackich napędza lenistwo studenckiej braci. Bo jeśli widzę dobrego studenta, który inwestuje swoje pieniądze, żeby kupić efekty cudzej pracy, to rozkładam bezradnie ręce” – ciągnie ten wątek. Z drugiej strony jastrzębianin staje w obronie swoich kolegów. „To jest swoisty fenomen, ale tych ludzi nikt nie nauczył samodzielnej pracy. Ani w szkole średniej, ani na uczelni. Polskie szkolnictwo wyższe zajmuje się produkcją magistrów. Na uniwersytet, żeby pozostać przy tym przykładzie, przychodzi się po tytuł. Konkretnie trzy małe literki przed nazwiskiem, za którymi nic się nie kryje. Żadna wiedza czy umiejętności. A potem dziwimy się, że ten skrót tłumaczy się jako magazynier” – kończy swój wywód.

Palce wybierają znany już numer. Wracamy do naszej poprzedniej rozmówczyni, która podjęła się napisania pracy licencjackiej z logistyki. Wcześniej otrzymała od nas obiecany mail z wytycznymi. „Umówmy się, że powstanie szablon takiej pracy dyplomowej. Natomiast to, co ktoś z nią potem zrobi, pozostaje kwestią wyboru tej osoby. Jeśli przyjdzie panu ochota, można zastrzec swoje autorstwo, umieszczając na niej imię i nazwisko. Przyznam wprost, że ta kwestia mnie nie interesuje” – słyszymy na wstępie.

Próbujemy pociągnąć za język przedsiębiorczą kobietę, która „chwali się” w swoim ogłoszeniu, że potrafi napisać pracę nawet z zakresu położnictwa. Nasza „wybawczyni” nie widzi w tym nic dziwnego. „Wystarczy opanować podstawową umiejętność. A mianowicie chęć zdobywania nowej wiedzy. Zapewniam, że wszystko, co proponuję w swoim anonsie, stanowi konsekwencje tego talentu. Tym samym tajemnice położnictwa czy ginekologii stoją przede mną otworem” – śmieje się jak z dobrego żartu.

Czy z tym zjawiskiem można walczyć? Młody jastrzębianin, o którym wspomnieliśmy na początku, nie ukrywa swojego pesymizmu w tej materii. „Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ukrócić taki proceder. Przecież te wszystkie osoby, którzy reklamują się w Internecie, nie są anonimowe. Mają numery telefonów czy adresy mailowe. Gdyby komuś zależało na walce z handlowaniem pracami, mógłby tego dokonać jednym posunięciem. Ale wychodzi na to, że panuje zmowa milczenia wokół tego tematu. W sumie trudno się dziwić, skoro obu stronom zależy na dyskrecji. Czy to nie jest idealny układ?” – zastanawia się żak.

„Prace licencjackie na każdy temat! Zapewniamy pełną dyskrecję!” Nagłówki ogłoszeń, dotyczących pisania prac na zamówienie, kłują w oczy potencjalnych klientów. Dopóki jest popyt – z podażą nie powinno być problemu. Taśmowa produkcja magistrów idzie pełną parą. Cóż z tego, że tytuł, z którym obnosimy się dumnie, kupiliśmy za pieniądze? I tak nic nie znaczy. Nawet jeśli organy ścigania przyjrzałyby się bliżej temu zjawisko, nie są w stanie zmienić podejścia młodych ludzi do studiowania. Wreszcie światowa kariera stoi przed nami otworem!

  1. Ilu naszych pseudo magistrów dostało dyplomy.
    A potem szuka pracy z tak zdobytymi papierami.
    A że nie ma zielonego pojęcia o co chodzi i tak podejmuje pracę. Potem przypadkiem do Sejmu i Senatu głosić swoje dyrdymały. Bo pracę dyplomową napisał X a on ,ona nie wie o czym mówi. Ale wykształcenie ma za pieniądze.

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Również warto przeczytać
"Towaaar przywieźli!!!"
“Towaaar przywieźli!!!”
Taki obrazek rodzajowy. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż grudniowe ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą...
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
Aby przyciągnąć turystów z zaborów pruskiego, rosyjskiego i Austro-Węgier do obecnego Jastrzębia-Zdroju (kiedyś Bad Koenigsdorff Jastrzemb), wybudowano kolej i stację kolejową. Dla kolejarzy oraz obsługi pociągów postawiono niedaleko dworca budynek,...
Dzieci to zbędny balast?
Dzieci to zbędny balast?
Co robią nasze dzieci po szkole? Kto powinien sprawować nad nimi opiekę? Kiedy już szkolny plecak wyląduje niedbale w kącie? W sposób naturalny nasz wybór pada na rodziców. Ci jednak...
JSW: "Popłyną" unijne miliony
JSW: “Popłyną” unijne miliony
JSW S.A. ogłosiła rozpoczęcie nowych programów redukcji emisji metanu, których budżet wyniesie 23 mln euro podczas środowej, 7 września, konferencji „Metan z kopalń węgla kamiennego – stan aktualny i wyzwania”....
"To oni popsuli wszystko!"
“To oni popsuli wszystko!”
Kilka osób na przystanku autobusowym przy kopalni „Zofiówka”. Nieco dalej – las sztandarów, okolicznościowe wiązanki i pierwsze takty hymnu narodowego. Ale tych pod wiatą nie interesują żadne tam uroczystości. Oni...
W tamte dni ...
W tamte dni …
Miejski Ośrodek Kultury zaprasza na wystawę plenerową POROZUMIENIA SIERPNIOWO-WRZEŚNIOWE Z PERSPEKTYWY GÓRNOŚLĄSKIEJ przed kinem CENTRUM, z której pochodzi powyższy materiał. Część prezentowanej ekspozycji poświęcona jest bohaterom upamiętnionym w Panteonie Górnośląskim,...
Przewiń do góry
“Towaaar przywieźli!!!”
"Towaaar przywieźli!!!"