“Każdy z chłopaków zrealizował swoje zadania”

Trener Robert Kalaber szczęśliwy po zdobyciu Pucharu Polski 2021; fot. Magdalena Kowolik

Powoli zaczynamy oswajać się z myślą, że aktualne trofeum hokejowego Pucharu Polski po wsze czasy pozostanie na Lodowisku Jastor. Stało się tak dzięki trzeciemu z rzędu triumfowi JKH GKS Jastrzębie w finale turnieju, który przed tygodniem miał miejsce na katowickim Jantorze. Gdy nasza drużyna powróciła do treningów po krótkim (ale zasłużonym!) świętowaniu, tradycyjnie przepytaliśmy z tematyki bieżącej trenera Roberta Kalabera. Wątków do poruszenia z naszym szkoleniowcem było tradycyjnie sporo, ale zacząć mogliśmy tylko i wyłącznie od Pucharu Polski! Zapraszamy do lektury… obowiązkowej nie tylko dla kibiców JKH GKS Jastrzębie.

Czy można znudzić się sukcesem, gdy zdobywa się po raz trzeci z rzędu to samo trofeum?
Robert Kalaber – Ależ skąd, nie ma takiej możliwości. W sezonie są dwa “szczyty” do zdobycia. Pierwszym jest Puchar Polski, a drugim – sukces w fazie play-off. Wcześniej bywało tak, że turniej finałowy Pucharu Polski rozgrywany był w okresie świątecznym, dzięki czemu na trybunach mogli pojawić się ci kibice, którzy zwykle przyjeżdżali do domu na Boże Narodzenie. W tym sezonie sytuacja wyglądała inaczej. Polski Związek Hokeja na Lodzie liczył, że w lutym na trybunach będzie mogło pojawić się choć 50% pojemności hali. Niestety, tak się nie stało. Dlatego tegoroczny sukces był inny od poprzednich. Bardzo się cieszymy, że udało nam się zdobyć jeden z dwóch “szczytów” w sezonie.

Pamiętam, że przed rokiem świętował pan sukces, oglądając na spokojnie z okolicznościowym piwem w ręku powtórkę finału w TVP Sport. A jak wyglądało to teraz?
Finał rozgrywany był dopiero o godz. 20:15, w związku z czym na Jastor przyjechaliśmy grubo po północy. Przywitali nas kibice, a potem na spokojnie posiedzieliśmy i powspominaliśmy nieco z drużyną. Nie będę udawał, że nie pojawiło się jakieś piwko, ale wszystko w granicach normy. Gdy dotarłem do domu, od razu poszedłem spać. Dlatego tym razem na spokojnie obejrzałem spotkanie finałowe dopiero w niedzielę, kiedy na krótko zawitałem na Słowację. Powtórkę obejrzałem na własnym komputerze.

Nie ukrywajmy, że tegoroczny Puchar Polski był odmienny od poprzednich z jeszcze jednego powodu. O ile w tamtych edycjach sukces JKH GKS Jastrzębie był co najmniej niespodzianką, o tyle teraz – jak czytaliśmy w sondzie portalu Hokej.net wśród byłych i obecnych zawodników innych klubów – generalnie stawiano właśnie na nas. Swoje zrobiło także to 4:0 sprzed dwóch tygodni. Jak poradził pan sobie z tą presją?
Zacznę od tego, iż w mojej opinii tegoroczny finał był dla nas trudniejszy niż poprzednie. Przełożenie na luty meczu o trofeum spowodowało, że przeciwnik wzmocnił się dwoma klasowymi zawodnikami. Ogólnie rzecz ujmując, na Jantorze spotkały się dwie drużyny, które w odmienny sposób budują swoją kadrę. Dlatego to zwycięstwo raduje mnie podwójnie. Wracając do kwestii presji wyniku, to… nie odczuwaliśmy jej. Wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo ciężki pojedynek, który w żaden sposób nie będzie przypominać wspomnianego przez pana zwycięstwa na Jastorze. Unia ma bardzo dobrych zawodników i mocną drużynę. Przygotowywaliśmy się do meczu, w którym o sukcesie mogła zadecydować jedna bramka. Nie wiem, czy ktoś uważał nas za faworyta, ale my podchodziliśmy do tego finału jak do każdego innego spotkania. Po prostu – chcieliśmy wygrać! Niezmiernie jestem szczęśliwy, że udało nam się tego dokonać. Jeśli mogę coś dodać w temacie “presji”, to na pewno cieszy mnie fakt, iż nasi młodzi wychowankowie coraz lepiej radzą sobie w takich stresogennych sytuacjach. Zyskali oni już wiele niezbędnego doświadczenia w rywalizacji o ważne trofea. Dzięki temu wiedzą wprawdzie, że mamy do czynienia z bardzo ważnym pojedynkiem, ale nikomu nie trzęsą się już ręce na samą myśl o meczu. Wiedzieliśmy, o co gramy. Na pewno w starciach o tak wielką stawkę dokłada się jeszcze więcej koncentracji i zaangażowania, ale posiadanie doświadczenia walki o puchary także jest bardzo istotne. Myślę, że w kwestii “presji” to była właśnie ta różnica pomiędzy rokiem 2021, a 2018 i 2019.

Wielka trójka JKH GKS Jastrzębie: Rafał Bernacki, Robert Kalaber i Leszek Laszkiewicz (fot. M. Kowolik)

Po powrocie z Katowic Roman Rac powiedział, że być może z perspektywy kibiców ostatnie dziesięć minut upłynęło pod znakiem ogromnego nacisku Unii, ale w rzeczywistości nasz zespół panował nad sytuacją. A jak pan ocenia końcówkę zawodów?
Na gorąco po finale powiedziałem w wywiadzie dla TVP Sport, że kontrolowaliśmy to spotkanie od samego początku. Prowadziliśmy 1:0, a następnie straciliśmy gola. Potem jednak zdobyliśmy drugą bramkę i od tego momentu – jak sądzę – nasza gra wyglądała już bardzo dobrze. Gdy Kamil Wróbel podwyższył wynik na 3:1 znaleźliśmy się tej komfortowej sytuacji, że nie musieliśmy już walczyć o kolejne gole i mogliśmy skupić się na defensywie. I rzeczywiście, wszystko dobrze działało do momentu bójki pod naszą bramką, po której sędzia podjął taką decyzję… jaką podjął. Uważam, że nadal powinniśmy grać w pięciu na pięciu, ale arbiter zdecydował inaczej i dał szansę rywalom. Następnie my dopuściliśmy się niepotrzebnego faulu i w efekcie rywale zaczęli cisnąć naprawdę mocno. To jednak dla nas przede wszystkim nauczka na przyszłość. Należało grać ostrożniej i unikać głupich kar. Tymczasem “podarowaliśmy” Unii szansę na pozostanie w grze.

A czy zgodzi się pan z tym, że również szczęście było po naszej stronie? To zresztą jeden z argumentów kibiców Unii odnośnie oceny porażki ich ulubieńców. W końcu Patrikowi Nechvatalowi pomogło i spojenie, i poprzeczka. A może jest tak, że po prostu… “szczęście sprzyja lepszym”?
Zgodzę się z tym, że w niektórych momentach szczęście rzeczywiście było po naszej stronie. Ja jednak nieco przekształciłbym to powiedzenie na… “szczęście sprzyja lepiej przygotowanym”. Myślę, że byliśmy po prostu lepiej przygotowani do finału Pucharu Polski. Natomiast warto pamiętać, że oświęcimianie także mieli sporo szczęścia, kiedy Jan Sołtys nie wykorzystał szansy na 4:1, czy też gdy w samej końcówce naszym młodym zawodnikom zabrakło “zimnej krwi” w celowaniu do pustej bramki Unii. Krótko mówiąc, mogliśmy znacznie szybciej rozstrzygnąć losy finału.

Pan zwykle nie lubi wyróżniać żadnego spośród zawodników, ponieważ liczy się dla pana przede wszystkim drużyna. Możemy oczywiście wymieniać Patrika Nechvatala za postawę w bramce, Romana Raca za wypracowanie dwóch goli, Marka Hovorkę za wywalczenie rzutu karnego, a Zacka Phillipsa za jego wykorzystanie. Być może jednak jest jakiś “cichy bohater” zawodów, o którym my – jako kibice – nie wiemy?
Każdy z naszych zawodników zrobił kawał dobrej roboty. Tak jak pan wspomniał, świetnie spisali się obcokrajowcy, a ja jeszcze dodam bardzo dobrego w obronie Eriksa Sevcenkę czy – nawet pomimo tej niepotrzebnej kary – Marisa Jassa. Często wspominamy o tym, że mamy w składzie piętnastu Polaków, ale trzeba pochwalić także naszych obcokrajowców. Nasi zagraniczni zawodnicy naprawdę na to zasługują, bo robią świetną robotę. Powtórzę, że każdy z chłopaków, niezależnie od tego, skąd pochodzi, zrealizował swoje zadania. Byliśmy jednością jako drużyna i to jest najważniejsze.

Zdobywcy Pucharu Polski 2020/2021 (fot. M. Kowolik)

Krótko mówiąc, “nasi” obcokrajowcy nie zawiedli, podobnie jak zawodnicy rodem z Jastrzębia-Zdroju i innych polskich miast. Zaryzykuję stwierdzenie, że triumf JKH GKS w Pucharze Polski jest korzystny dla polskiego hokeja. Wszak zwyciężyła drużyna, w której mimo całkowitego otwarcia ligi zachowane zostały odpowiednie proporcje między hokeistami polskimi i zagranicznymi. Tymczasem wśród naszych ekstraligowych rywali są zespoły, gdzie Polaka trzeba ze świecą szukać.
Niestety, tak właśnie jest. Spójrzmy na szatnie niektórych zespołów, gdzie mamy… pięciu Polaków. Kibice tych klubów powinni zadać sobie pytanie, czy dwudziestu graczy spoza Polski to na pewno dobre rozwiązanie. Czy naprawdę sprawia im radość, że zagraniczni zawodnicy z powodu braku lepszych propozycji przyjeżdżają do polskiej ligi na trzy miesiące, a potem – nawet z tytułem mistrzowskim w kieszeni – ruszają gdzie indziej? Każdy kibic chce, aby zawodnik oddał serce dla klubu i poświęcał się dla drużyny. Czy zawodnik, który przyjeżdża na trzy miesiące, tak właśnie czyni? Dlatego bardzo spodobały mi się słowa prezesa naszego klubu Kazimierza Szynala, który przyznał, że woli brąz z wychowankami, aniżeli złoto z samymi obcokrajowcami. My jako JKH GKS Jastrzębie oczywiście chcemy złota i pragniemy wygrywać. Jednak to kibice niektórych innych klubów powinni zadać sobie pytanie, czy obecna droga jest dobra dla polskiego hokeja.

Wychodzi na to, pan bardziej przejmuje się przyszłością reprezentacji Polski niż niektórzy jej kibice. Mam wrażenie, że zapominają oni, w jakiej rzeczywistości żyjemy. Polska to nie Czechy czy Słowacja, gdzie jest mnóstwo klubów i pełno hokeistów. U nas de facto w hokeja grają stale dwa województwa i zaledwie kilkanaście miast. Seniorskiego hokeja próżno szukać w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Lublinie czy Wrocławiu. Na dodatek spośród tych kilkunastu miast szkolenie na jako takim poziomie prowadzone jest w połowie z nich. Tymczasem niektórzy zachowują się tak, jakby nasz hokej był na poziomie czeskim.
Jestem tu już kolejny sezon, a zatem zdążyłem przyzwyczaić się do niektórych rzeczy. Nie będę ukrywał, że na początku Rafał Bernacki musiał mi tłumaczyć pewne sprawy, ponieważ kompletnie nie rozumiałem, o co tu chodzi (śmiech). Obecnie uważam się za człowieka dobrze zorientowanego w polskim hokeju. Jestem Słowakiem, ale martwi mnie to, co się tu dzieje. Niektórzy nie chcą zrozumieć, że mistrzostwo Polski dla człowieka, który traktuje polską ligę jak “zło konieczne” i krótki przystanek w karierze, nie jest wartościowym osiągnięciem. Natomiast dla Polaka, czy wręcz chłopaka wychowanego na danym lodowisku, to już zupełnie inna skala sukcesu. Martwi mnie taka postawa, bowiem odbija się ona na reprezentacji. Wszyscy fani polskich drużyn klubowych powinni kibicować reprezentacji Polski i myśleć o niej przez cały rok, a nie tylko podczas Mistrzostw Świata czy spotkań towarzyskich.

Jako sympatycy JKH GKS Jastrzębie lubimy – i słusznie – szczycić się szkoleniem dzieci i młodzieży w naszym klubie. Tymczasem, jak doskonale pan wie, czeka nas pewna wyrwa pokoleniowa po rocznikach Dominika Pasia, Kamila Wałęgi i Jana Sołtysa. Utalentowanych zawodników urodzonych w latach 2001-2005 jest u nas po prostu mniej. To zresztą jeden z argumentów naszych adwersarzy.
Należy przyznać, że roczniki drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych oraz roku 2000 były bardzo mocne. To są chłopcy, którzy generalnie przyszli po raz pierwszy na Jastor, gdy został on przebudowany i zadaszony. Wówczas w Jastrzębiu miał miejsce taki mały “boom na hokej”. Było sporo chłopaków, więc trenerzy mieli z czego wybierać. Natomiast nieco generalizując tę kwestię, to należy przyznać, że kłopoty w tej materii czekają nie tylko nas. Dzieci nie garną się już do sportu, ponieważ wolą inne rozrywki. Tak samo jest też w Czechach i na Słowacji. Skoro jest mało dzieci, to siłą rzeczy nie można dokonywać selekcji i nie ma kogo szkolić. Cieszy to, że w JKH GKS Jastrzębie staramy się reagować. Przed pandemią chodziliśmy do szkół i przedszkoli, zachęcając uczniów do spróbowania swoich sił w hokeju. Niestety, trudno być optymistą, jeśli obecnie “swoje” dołożyła jeszcze epidemia, która mocno utrudniła treningi i nabór. Cóż, nikt nie wie, co będzie dalej. Po prostu musimy robić wszystko, aby zachęcać dzieci do gry w hokeja.

Trener Robert Kalaber witany przez najwierniejszych kibiców pod Jastorem nocą z piątku na sobotę (fot. mg)

Wróćmy do spraw czysto klubowych. Rozmawiamy w dniu, w którym oficjalnie ogłoszono przedłużenie umowy JKH GKS Jastrzębie z trenerem Robertem Kalaberem na kolejne trzy lata. Trudno uwierzyć, że przy takich osiągnięciach nie pojawiają się propozycje z innych, zapewne bogatszych klubów.
Szczerze mówiąc, w ogóle nie myślałem o innych klubach. Oczywiście minusem pozostania w JKH GKS Jastrzębie jest to, że nie mogę pozwolić sobie na wskazywanie dowolnych zawodników z rynku transferowego. Myślę, że w niektórych innych klubach trenerzy mają łatwiejszą drogę do mistrzostwa Polski, ponieważ po prostu są tam wyższe budżety. To jest jednak tylko jeden minus, który z nawiązką niwelują plusy pracy w naszym klubie. Po pierwsze – w JKH GKS Jastrzębie jest zarząd, który wie, czego chce. Po drugie – mam tu świetnych kolegów i współpracowników, czyli Rafała Bernackiego i Leszka Laszkiewicza. Przetrwaliśmy wspólnie wiele niełatwych chwil i wspomagamy się w codziennej pracy. Żaden z nas nie boi się podejmować trudnych decyzji. Jesteśmy taką małą rodziną i ja tę rodzinę szanuję. Po trzecie – mamy tu dobre warunki do trenowania i pracy z młodymi zawodnikami. Po czwarte – w JKH GKS pamięta się o wychowankach, którzy dzięki temu mogą się rozwijać. No i wreszcie po piąte – z Jastrzębia-Zdroju mam blisko do rodziny. Jeśli działoby się coś nieprzewidzianego, to w ciągu dwóch godzin jestem w stanie być w domu. A zatem to są wszystkie plusy przeciw jednemu wspomnianemu minusowi. Powtórzę, co już mówiłem, że w Jastrzębiu czuje się jak w domu. Być może po tych trzech kolejnych latach powiem, że… to tu jest teraz mój dom (śmiech).

Trafił pan do JKH GKS Jastrzębie w 2014 roku, ale wciąż nie wszyscy wiedzą, jak to było z pana pojawieniem się na Jastorze. Tak szczerze, ile siedem lat temu wiedział pan o naszym klubie?
To był maj 2014 roku. Byłem już “dogadany” z Żyliną, która występowała w słowackiej ekstraklasie. Niestety, w klubie pojawiały się problemy z warunkami do normalnej pracy. Brakowało porządnej siłowni czy hali i miałem mało zawodników do trenowania. Co gorsza, nawarstwiały się kłopoty natury finansowej. Krótko mówiąc – miałem pracę, ale nie widziałem tam wielkich perspektyw rozwoju. Zapytałem wówczas mojego kolegę z Dukli Trenczyn ‘Vilo’ Čacha, który grał kiedyś w Sanoku, czy przypadkiem w Polsce nie ma trenerskich wakatów. Po kilku dniach zadzwonił do mnie Andrzej Frysztacki. Z ówczesnym wiceprezesem JKH GKS umówiliśmy się na spotkanie. Stosunkowo szybko doszliśmy do porozumienia. Przyznam, że… nie wiedziałem, czego mogę się tu spodziewać. Potem jednak zaprezentowano mi warunki treningowe, zawodników i system szkolenia młodzieży. Miałem też okazję poznać Leszka Laszkiewicza, który wówczas był jeszcze czołowym hokeistą ekstraligi, a dzisiaj jest naszym dyrektorem sportowym i robi co najmniej tak dobrą robotę, jaką czynił jako zawodnik. W mojej opinii (i zapewne nie tylko mojej) jest bardzo ważną postacią w naszym klubie. Już pierwszy nasz wspólny sezon okazał się bardzo udany, ponieważ zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Z dzisiejszej perspektywy jestem oczywiście bardzo zadowolony, że w 2014 roku nie zdecydowałem się na pozostanie w Żylinie.

Cieszymy się Pucharem Polski, ale przed nami niebawem faza play-off. Wiele wskazuje na to, że JKH GKS Jastrzębie ponownie skrzyżuje kije z Comarch Cracovią. Wiadomo, że jeśli chce się medali, to trzeba wygrywać z każdym, ale… z “Pasami” lepiej byłoby zapewne zagrać nieco później. Nie żal panu punktów z Podhalem Nowy Targ i Ciarko STS Sanok?
Odpowiem na to pytanie w ten sposób – na pewno wolelibyśmy być na pierwszym miejscu i do tego dążyliśmy. Przyznam, że drużyna z Sanoka byłaby dla nas teoretycznie mniej wymagającym rywalem, aniżeli Cracovia czy Podhale, na które zapewne trafimy. Każdy kibic zna sytuację kadrową tych klubów i wie, co działo się tam ostatnio. Nie chodzi o to, czy mam żal, czy go nie mam, ponieważ zrobimy wszystko, aby awansować. Tu jest zupełnie inny problem. Jeśli grasz z teoretycznie słabszym konkurentem, to masz większą szansę na to, że rywalizacja potrwa nieco krócej i na półfinały będziesz miał więcej zdrowych zawodników. Rok temu po meczach z Cracovią dwóch chłopaków miało “po sezonie”, a trzeci został wyłączony na dwa tygodnie. Jeśli jednak chcemy walczyć o najwyższe cele, a my nie ukrywamy pragnienia występu w finale, to nie możemy narzekać. Na pewno zajmując drugą lokatę czeka nas cięższa droga do sukcesu. Jest jednak także i dobra strona tej sytuacji. Osobiście wolę rywalizować z zespołami mocniejszymi, ponieważ wówczas cały zespół przygotowuje się na maksimum. Nikt nawet nie pomyśli, że można gdzieś odpuścić czy zagrać “na pół gwizdka”. Z teoretycznie słabszymi przeciwnikami bywa tak, że pojawia się dekoncentracja i potem niepotrzebnie tracimy punkty.

Boks naszego zespołu podczas finału na Jantorze (fot. M. Kowolik)

Jak przebiegną najbliższe tygodnie przygotowań do play-off?
Myślę, że prawie na pewno zajmiemy drugie miejsce, o ile GKS Tychy nie sprawi “niespodzianki in minus”. Dodam, że nie liczymy na taką sensację. Musimy zatem już teraz wykonać jak największą pracę, aby być przygotowanym na bardzo ciężkie boje. Czekają nas dwa bardzo mocne tygodnie, w trakcie których będziemy trenować na lodzie po dwa razy dziennie, a także nie zaniedbamy zajęć na siłowni. Teraz jest dobry moment na pracę nad przygotowaniem fizycznym również dlatego, że “wypadło” nam zgrupowanie reprezentacji Polski. Jesteśmy wszyscy razem, więc mamy także możliwość dopracowania kwestii taktycznych, czyli m.in. gry w przewagach czy na buliku.

Na koniec jeszcze pytanie osobiste. W hokeju mamy kilka powszechnie stosowanych przesądów, jak m.in. to, że zawodnicy nie golą się w trakcie play-off. A czy trener Robert Kalaber ma jakieś swoje przyzwyczajenie, o którym nie wiemy?
Razem z trenerem Rafałem Bernackim mamy kilka swoich zasad, które stosujemy przed meczem i w jego trakcie… (śmiech). Powiedzmy, że niektóre rzeczy robimy tak samo. Ponadto mam jeden swój osobisty przesąd, ale nie chcę o nim mówić, ponieważ nie znają go nawet moim najbliżsi współpracownicy. Proszę wybaczyć, ale zostawię to tylko i wyłącznie dla siebie, żeby nie przestało działać (śmiech).

rozm. mg

Terminarz PHLI r.II r.
Zagłębie Sosn.
Stoczniowiec
GKS Tychy
Unia Oświęcim
STS Sanok
Katowice
Podhale NT
Cracovia
Energa Toruń
7:2 (d)
2:1 (w)
7:3 (d)
1:3 (w)
4:2 (d)
3:1 (d)
1:3 (w)
6:1 (d)
3:2 (w)
6:1 (w)
6:0 (d)
0:1 (d)
8:10 (d)
6:1 (w)
5:2 (w)
7:1 (d)
3:2 (w)
6:5 (d)
III r.IV r.
Zagłębie Sosn.
Stoczniowiec
GKS Tychy
Unia Oświęcim
STS Sanok
Katowice
Podhale NT
Cracovia
Energa Toruń
4:2 (d)
5:1 (w)
7:2 (w)
3:0 (w)
6:2 (d)
1:2 (d)
3:2 (w)
2:1d. (d)
1:4 (w)
8:1 (w)
4:2 (d)
3:7 (w)
4:0 (d)
3:2 d. (w)
4:2 (w)
3:2 d. (d)
2:3 (w)
7:4 (d)
Ćwierćfinały
Podhale NT
Podhale NT
Podhale NT
Podhale NT

2:0 (d)
25.02 (d)
e. 04.03 (d)
e. 08.03 (d)

28.02 (w)
01.03 (w)
06.03 (w)
Tabela PHL
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
GKS Tychy
JKH GKS
Energa

Katowice
Unia Ośw.
Cracovia
Podhale
STS Sanok
36
36
36
36
36
36
36
36
83
81
69
63

62
59
57
38
151:91
152:80
127:80

109:77
105:94
128:100
103:89
74:115
9.
10.
Zagłębie S.
Stoczniowiec
36
36
22
6
88:160
40:191

Zobacz więcej na… sport.jasnet.pl

Wpisy na temat ““Każdy z chłopaków zrealizował swoje zadania””

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry