Kilku wyrostków pobiło mężczyznę…

Gdy jakiś czas temu do miejskiego autobusu weszło dwóch młodych mężczyzn, nic nie zapowiadało takiego obrotu rzeczy. Ot, zwykły kurs, jakich wielu. I to jeszcze w ciągu dnia, kiedy, przynajmniej teoretycznie, nikomu nic nie powinno się stać. Zaledwie kilku minut później po dwójce nastolatków nie było już śladu. Za to w autobusie zostali ci, którzy w międzyczasie musieli przeżyć chwile grozy. Poturbowany, krwawiący mężczyzna, którego napadli młodzi ludzie. Pasażerowie sprawiający wrażenie, że nic się nie stało. I skonsternowany kierowca, na twarzy którego malowała się głównie bezradność.

fot. archiwum

Sytuacja, do jakiej doszło w autobusie komunikacji miejskiej, szybko wzbudziła wśród komentujących sporo emocji. Czytelnicy prześcigali się w pomysłach, jak w tej konkretnej sytuacji powinien zachować się kierowca, pasażerowie, w końcu – służby porządkowe. Co ciekawe, ich propozycje często wzajemnie się wykluczały. Ktoś proponował, żeby kierowca zamknął błyskawicznie drzwi i zawiózł całe „towarzystwo” na policję – wprost w objęcia czujnych funkcjonariuszy. Ktoś inny, wręcz przeciwnie, lansował rozwiązanie, w którym kierujący autobusem – najlepiej z pomocą pasażerów – wyrzuciłby z niego bandytów na „zbity pysk”. Wreszcie znaleźli się też tacy, którzy z nostalgią wracali do swoich zagranicznych doświadczeń, tłumacząc, jak tam rozwiązuje się podobne problemy.

A więc oddajmy głos naszym Czytelnikom. „Kierowca miał od razu zablokować drzwi i podjechać pod komisariat. Poza tym powinien być przeszkolony na wypadek podobnych sytuacji. Jak będzie wypuszczać takich łobuzów, to już zawsze pozostaną bezkarni” – grzmiał ktoś bardzo wzburzony. Ale już w chwilę potem odpowiadał mu inny Czytelnik, dla którego największą karą dla „oprychów” byłoby pozostawienie ich w szczerym polu. „Proste rozwiązanie – kierowca powinien otworzyć drzwi i z pomocą pasażerów wyrzucić ich z autobusu. Chamstwa nie powinno się tolerować i niech pieszo chodzą, jak się nie potrafią zachować” – pisał. I jeszcze głos internautów, dla których ideałem są rozwiązania podpatrzone w innych, często bardzo odległych, krajach. „W USA jakakolwiek draka w autobusie kończy się natychmiastowym zatrzymaniem pojazdu (poza przystankiem) i wezwaniem policji. Może czas najwyższy doszkolić niektóre służby i stworzyć procedury postępowania?” – pyta czytelnik.

Kolejny obrazek rodzajowy – tym razem z żorskiego, w końcu bliskiego nam, podwórka. Przystanek autobusowy przy alei Jana Pawła II. Powodem interwencji mundurowych jest zachowanie trzech mężczyzn, którzy w czasie jazdy autobusem spożywają alkohol, nie robiąc sobie zbyt wiele z reakcji innych pasażerów. Szybko okazuje się, że promile dodają „dziarskim młodzieńcom” animuszu, bo cała trójka wszczyna niezgorszą awanturę. Niestety, policyjna notatka jest powściągliwa, trudno odtworzyć na jej podstawie precyzyjny przebieg wydarzeń. Czy stróżów prawa zawiadomili przerażeni pasażerowie? A może to kierowca powiadomił swojego dyspozytora o incydencie? Bez względu na scenariusz, jaki wypełnił się w tym przypadku, faktem pozostaje, że feralny autobus przybił wreszcie do portu, no, przystanku autobusowego, gdzie na krewkich rybniczan czekała już policja.

„Podczas legitymowania jeden z nich zachowywał się wyjątkowo arogancko i agresywnie. W pewnej chwili 27-latek rzucił się na policjanta, wyzywał go i szarpał za mundur. Chwiejący się na nogach i rozjuszony mężczyzna natychmiast został obezwładniony, a następnie trafił do policyjnej celi. Po spędzonej w areszcie nocy 27-latek usłyszy zarzuty. Grozi mu nawet do 3 lat więzienia” – informowała Komenda Miejska Policji w Żorach.

Idąc tym tropem, wybraliśmy się na jastrzębskie ulice, żeby zapytać mieszkańców, czy czują się bezpiecznie w środkach komunikacji miejskiej – i nie tylko. Większość z nich stwierdziła wówczas, że autobusy to stosunkowo bezpieczne miejsce, w każdym razie odpowiadającym nic złego się w nich nie przydarzyło. Ale kiedy pozwoliliśmy jastrzębianom wypowiedzieć się anonimowo, ten sielankowy obraz bezpieczeństwa w miejskich autobusach zmienił się o… 180 stopni.

„Nie czuję się tam bezpiecznie. Stary zboczeniec dobierał się do kobiety ciężarnej, biedna, ‘wysoko’ w ciąży, w biegu wysiadała. Druga sprawa, niby dlaczego ma być inaczej, jeśli kierowca albo wyzywa panią, która chce kupić bilet, albo nie popatrzy w lusterka i drzwi autobusu wloką za sobą człowieka? Osobiście też miałam przykre doświadczenia” – pisze „kasia”. Co możemy odpowiedzieć naszej Czytelniczce? Najlepiej będzie, jeśli oddamy głos komuś, kto niedawno był w stolicy naszego pięknego kraju i podróżował tamtejszą komunikacją miejską. Jego słowa bowiem brzmią tutaj jak swoisty drogowskaz: „W każdym autobusie w Warszawie jest informacja o 4-cyfrowym numerze telefonu do Straży Miejskiej. W sytuacji „podbramkowej” wystarczy wysłać sms-a o treści na przykład „bójka” i podać numer kursu. To naprawdę nie jest jakoś wybitnie skomplikowane”.

A jaki był finał opisanej na początku historii? „Agresorzy otworzyli awaryjnie drzwi i opuścili pośpiesznie autobus. Poturbowany mężczyzna wrócił na swoje miejsce. A pasażerowie mogli ponownie zająć się podziwianiem widoków za oknem” – czytamy w mailu czytelnika. Czyli co, nic się nie stało?

Do tych pytań należy dodać jeszcze jedno… Co się z nami stało – oto pierwsze z nich? Kilku wyrostków pobiło mężczyznę w autobusie. I to tylko dlatego, że ośmielił się zwrócić im uwagę, że słuchają zbyt głośno muzykę. Naprawdę?

  1. Wracałem z pracy autobusem z Pawłowic gdy na KWK Pniówek wchodzi 2 -ch lekko podpitych gości. Nagle przysiadali się do młodego chłopaka który siedział sam. Jednemu z nich nie spodobała się koszulka młodego chłopaka z symbolem Polski Walczącej .Na początku nie dosłyszałem o co zapytał się chłopaka , ale odpowiedź mu się nie spodobała i niespodziewanie chłopak oberwał z otwartej ręki w twarz .Rozległ się głośny klask i ku mojemu zdziwieniu choć w autobusie było ok 10 osób nikt nie zareagował. Odezwałem się ; Spójrz na moją koszulkę może moja Ci się tez nie podoba? Jest ok -odpowiedział. Zostaw więc chłopaka w spokoju a jak coś ci się nie podoba to lepiej nie patrz .Po chwili drugi z nich zaczął wtrącać jakieś uwagi. Wstałem poszedłem do kierowcy i zwróciłem uwagę że nie reaguje i obawiam się że za chwilę dojdzie do tego że to ja będę się z nimi bił w autobusie i nikt nawet palcem nie kiwnie . Ci panowie widząc co się dzieje stali się jeszcze bardziej agresywni. Kierowca tylko dodał ; co ja mogę zrobić? Powiedziałem ;otwórz drzwi niech wyjdą albo ja wyjdę ale rozdmucham z tego taką sprawę że może tego żałować. Panowie coraz bardziej rozzuchwaleni robią się jeszcze bardziej agresywni ,a ja zaczynam się obawiać bo kierują to teraz pod moim adresem. W jednej chwili dojeżdżając do przystanku Bzie zauważyłem patrol Policji Drogowej .Nie zastanawiając się powiedziałem kierowcy że ma się tu zatrzymać . Kierowca zwolnił , przystanął przy radiowozie .Poprosiłem Policjanta o interwencje bo byłem świadkiem jak spoliczkował chłopaka , za koszulkę bo coś mu się nie spodobało. Policjant zwrócił się do chłopaka z pytaniem czy to jest prawda co ja powiedziałem? A ten chłopak odpowiedział ; No nic się nie stało! Policjant patrząc na mnie ;No i co teraz ? Po co pan się wtrąca wygląda na to że jemu to nie przeszkadza! Sam pan widzi nic nie mogę zrobić .Szczerze , szczęka mi opadła! Niedowierzałem! Przecież gdyby to był mój syn? Chciałbym żeby ktoś mu w takiej sytuacji pomógł i zareagował. Do Pabicha jechałem stojąc przy kierowcy . Powiedziałem ze zanim ruszy z przestanku ma mnie wypuścić tak żeby Ci dwoje nie wylecieli za mną .
    Dziś po takim doświadczeniu z tyloma osobami w autobusie nie wiem czy tak bym się zachował? Myślałem; tak powinno być ! Pytanie czy miałbym tyle odwagi? A przecież wystarczyłoby słowo jeszcze kogoś w tym autobusie. NIE REAGUJESZ TO AKCEPTUJESZ Nie wiem jakim doświadczeniem kierowali się Ci którzy jechali w tym autobusie ? Ale do dziś mam mieszane uczucie. Nikomu tego nie życzę.

    1. Powinien pan zapisać numer autobusu i godzinę. I zgłosić do pani dyrektor w MZK bo kierowca odpowiada za bezpieczeństwo pasażerów i
      jego gadnie jest nie dopuszczalne powinien zadzwonić na policję i t
      AK ich mamy
      Kierowców matołów ale do pokonania i gadania prze komórkę to piersi są.

    2. Przykro tego słuchać,ale taka jest prawda, że każdy udaje, że tego nie widzi,byle mnie to nie tyczyło.Ktoś kto zareaguje nie może liczyć na pomoc innych.Zostaje sam i ma problem.Bandyci nie boją się policji a co dopiero zwykłego człowieka. Pozdrawiam-AB.

  2. Ja bym kierowcę ukarał. Bo on bierze odpowiedzialność za pasażerów powinien zamknąć drzwi i zadzwonić po policję. A ludzie tumany zamiast interweniować to siedzieli cicho. Kiedyś mi ze trafić to na nich że nikt nie zareaguje.

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry