Obiad gasiły cztery zastępy strażaków

fot. archiwum

To już prawdziwa klasyka strażackich interwencji. Potrawa, a właściwie garnek z potrawą, pozostawiony na kuchence gazowej. W tym czasie lokatorzy najczęściej zażywają kąpieli, śpią przed włączonym telewizorem (być może sen zakradł się podstępnie podczas oglądania meczu polskiej reprezentacji w piłce nożnej), ewentualnie wyprowadzają swojego czworonożnego pupila. Jak było w przypadku zdarzenia, do jakiego doszło w środę, 23 listopada, na ulicy Kaszubskiej?

Jak informuje KM PSP w Jastrzębiu-Zdroju, lokatorów zaalarmował gęsty dym na klatce schodowej. Niedługo potem cztery zastępy straży pożarnej i policyjny patrol (czyżby tutaj dyspozytor numeru alarmowego 112 wykazał się zbyt dużą nadgorliwością?) pojawiły się w rejonie budynku wielorodzinnego przy ulicy Kaszubskiej. Mieszkanie oraz klatkę schodową przewietrzono, dokonano także pomiarów urządzeniem wielogazowym, nie stwierdzając zagrożenia.

Niestety, służby nie informują, co mieszkańcy feralnego lokalu mieli na obiad.

Chcesz skomentować ten tekst? Publikowane będą tylko komentarze bezpośrednio odnoszące się do tej treści

  1. W zupełności wystarczył by jeden wóz strażacki do takich akcji ale oni jak zwykle do gotujących się kartofli wysyłają po sześć samochodów tyle kilka razy naliczyłem pod swoim czy sąsiednim blokiem. Jak widać nudzi im się na służbie i mają nadmiar paliwa za pieniądze podatników to sobie robią zbiorowe ” wypady” na miasto całą jednostką ratunkowo- gaśniczą. Tylko dyspozytor zostaje na miejscu, wkurzony, bo nie może z nimi jechać a przecież też by się kopnął gdyż mu się nudzi tak samo jak pozostałym strażakom.

    1. Może nie wiesz ale STRAŻAKÓW obowiązują procedury.
      A jak do twojego obiadu przyjedzie tylko radiowóz a nie daj tobie się coś przypomni ze jednak mogłeś się zaczadzić za te 5 minut zanim radiowóz wezwie STRAŻAKÓW. I cała winę zwalisz na to że nie było Panów w pięknych hełmach tylko drogówka chciała cię obudzić.

      Pozdrowienia dla STRAŻAKÓW – na was zawsze można liczyć!
      Obym ja nie potrzebował waszej pomocy i życzę spokoju.

    2. Jestem emerytowanym strażakiem…wiele razy się zdarzało, że pojechaliśmy do „garnka” a na miejscu były osoby podtrute dymem, którym trzeba było udzielić pomocy i gasić jednocześnie pożar, który z takiego niewinnego garnuszka się zrobił. Poza tym w żenująco-kpiącym opisie redaktora wyraźnie widać, że wezwanie było do zadymienia – nie była znana przyczyna przed przybyciem zastępów. Rozumiem, że gdy w Twoim domu będzie się palić… choćby potrawa na kuchence lepiej żeby za mało przyjechało strażaków niż za dużo?

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry