Prywatne znaczy bezpańskie?

Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że to miejsce jest dziełem artysty, który wykorzystuje przestrzeń miejską do realizacji swoich odważnych, a nawet prowokujących wizji. Zmurszały tynk wygląda zjawiskowo, jednak nie dla klientów rozpieszczonych sterylnymi wnętrzami galerii handlowych. Podobnie z bohomazami graficiarzy, traktującymi ten fragment miasta jak katedrę, z której wygłasza się „złote myśli”. A wszystkie brzmią jak refren pieśni o upadku kompleksu handlowo-usługowego przy ulicy Mazowieckiej.

fot. archiwum

Teraz najważniejsze pytanie. Czy włodarze miasta, radni, bliżej niesprecyzowany czynnik społeczny mogą ocalić to miejsce od zapomnienia?

Okazuje się, że schody zaczynają się w momencie, gdy Straż Miejska wchodzi na teren prywatny. Tak jak w przypadku ulicy Mazowieckiej albo wszędobylskich straganów pod Pawilonami. Jakiś czas temu poprosiliśmy Urząd Miasta, aby zmierzył się z fenomenem „nowego targowiska miejskiego”. Tego samego, które mogliśmy podziwiać przy alei Piłsudskiego. Powyższa prośba wydawała się uzasadniona, szczególnie obserwując to, co działo się w bezpośrednim sąsiedztwie pobliskiego przystanku autobusowego. Towary na zaimprowizowanych straganach, nawoływania kupców, krążący wokół jastrzębianie w roli potencjalnych klientów. „A co z legalnością takiej formy oferowania swojego asortymentu?” – zapytaliśmy. „Handel odbywa się na gruncie, który nie jest własnością miasta. Jeżeli osoby uzyskały zgodę właściciela na handel w tym miejscu oraz wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, wówczas Straż Miejska nie może interweniować” – wyjaśniał wówczas magistrat.

No i wszystko jasne! Chociaż prawo precyzuje prosto, jakie konsekwencje dosięgną krnąbrnych handlarzy, jeśli ci „rozłożą się” w poprzek chodnika, to pojawia się cudowna formułka „terenu prywatnego”, która unieważnia wolę ustawodawcy. Owszem, właściciel terenu może uznać, że handel damskimi figami urąga jego poczuciu estetyki. Wówczas wystarczy jeden telefon do Straży Miejskiej. Najczęściej dzieje się tak, że odwieczne prawa rynku zaczynają grac pierwsze skrzypce. Mówiąc wprost, wizja zarobku ułatwia podjęcie decyzji o wpuszczeniu kupców na swoją nieruchomość. Ci zaś przystępują niezwłocznie do handlowej ofensywy. Jak to wygląda w praktyce, mieliśmy okazję przekonać się przy okazji „nowego targowiska” pod Pawilonami. A strażnicy miejscy? No cóż, ich rola ogranicza się do instruowania handlarzy, którzy nieopatrznie przekroczyli granicę między tym, co miejskie i tym, co prywatne, narażając się na konsekwencje prawne. Symboliczną granicę między dwoma światami.

I pomyśleć tylko, że miejsce, o którym wspominamy na początku artykułu, tętniło życiem w PRL-u. Na archiwalnych zdjęciach przetaczają się tłumy jastrzębian, poszukujących deficytowych towarów na rynku, czyli prawie wszystkiego. Te scenki rodzajowe dotyczyły głównie byłego domu handlowego „Merkury”, który stanowił epicentrum świata w miniaturze, zwanego popularnie Mazowiecką. Kto pamięta jeszcze kultowe rurki z kremem, po które ustawiały się monstrualne kolejki? A sklep z zabawkami zapamiętany z dzieciństwa? Jego wystawa przyciągała hipnotyczne spojrzenia małych mieszkańców Jastrzębia-Zdroju. Albo „Pewex” niczym dotknięcie lepszego świata. Wtedy nic nie zapowiadało, że sam środek miasta padnie ofiarą upływającego czasu, oscylując w kierunku krajobrazu jak z Księżyca. Skoro ludzie nie potrafili zadbać o to, co sami stworzyli, natura pokazała swoje prawdziwe oblicze. Tkanka kompleksu przy Mazowieckiej, tony betonu, stali i asfaltu, zaczęła przegrywać w konfrontacji z żywiołami. Rozpoczął się powolny upadek tego miejsca.

A przecież mogło być tak pięknie! W końcu mówimy o ścisłym centrum miasta, które aż prosi się, aby wykorzystać tę wyjątkową lokalizację. Jeśli szukamy miejsca na rynek czy deptak handlowy, to przecież jest to najlepsze z możliwych rozwiązań. Po co te niekończące się litanie, egzotyczne propozycje, śmieszne przepychanki? Rynek w Zdroju? Pewnie, że tak, ale o zupełnie innym charakterze. A tutaj, w środku tętniących życiem osiedli, potrzeba czegoś wyjątkowego, co zamknie usta wszystkim malkontentom. Szkoda tego miejsca i jego potencjału. Szkoda historii zaklętej w odrapanych murach. Szkoda kupców, którzy związali swoje zawodowe losy z ulicą Mazowiecką. Nic więcej nie przychodzi do głowy. Bo kto miałby uzdrowić sytuację w centrum miasta? Dobre pytanie. Poseł, władze miasta, które służą mieszkańcom, handlowcy, a może wszyscy razem? Jak na razie jedni oglądają się na drugich. Niestety, zbyt dużych efektów z tego nie ma…

Na koniec coś o wspomnianych doznaniach estetycznych. Wspomniany obrazek rodzajowy spod popularnych Pawilonów prowokuje do zmierzenia się z tym tematem. Czy właścicielowi prywatnego terenu można wszystko? Czy targowisko, które powstało na oczach jastrzębian, nie powinno zawstydzić włodarzy? Straż Miejska tłumaczy, że trudno znaleźć kwalifikację prawną dla tego przypadku. Teren nie jest własnością gminy, co najwyżej można powołać się na kodeks wykroczeń, to jest naruszenie porządku publicznego. I to pod warunkiem, że znajdzie się osoba, której przeszkadza ten stan rzeczy. Ale to byłby ewenement w skali kraju.

Wszystko zostanie więc po staremu? Na ulicy Mazowieckiej? Pod Pawilonami? W „strefie centrum”, która przypomina szkółkę leśną? Między „Biedronką” a blokiem przy ulicy Wrocławskiej, gdzie od lat rosną chaszcze?

  1. Tak, tak. Kiedyś pisałem o parkowaniu na chodnikach przed sklepami. Chodniki budowane przez UM z pieniędzy podatników , czyli naszych. Sklepy JSS, WSS innych właścicieli. Następnie je sprzedano, firmy poupadały. Na chodnikach obecni właściciele parkują swoje „bryki”. Jak zwróciłem uwagę, że chodnik to nie parking lub jezdnia, usłyszałem ” to moja prywatna sprawa” Finisz. SM nie ma nic do tego. Zamknięte koło. A chodnik coraz większe dziury. Jak biznes upadnie to UM niech się martwi. Czy naprawdę nie można temu zaradzić. Wszystko w imię własności prywatnej. Normalny mieszkaniec ma płacić za parking, nawet za minutę postoju. Zatrzymałeś się – płać. Tam UM wie jak wyegzekwować należność. (Cały temat dotyczy ul. 1 maja w Zdroju). Myślę , że gdzieś indziej jest tak samo.

  2. Możecie właścicieli tych terenów cmoknąć w pompę , komuna się skończyła już dawno i nie ma już tak powszechnie nienawidzonych przez władze i społeczeństwo tzw: prywaciarzy, spekulantów , cinkciarzy, dorobkiewiczów i badylarzy.To jest mój teren i będę na nim robił i będzie tak wyglądał tak jak ja chcę i g…. wam do tego i co mi zrobicie??

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Również warto przeczytać
Beton i jeszcze raz beton...
IMG_20221123_130005
„Od kilku lat trwa rewitalizacja Parku Zdrojowego. Wydano miliony złotych. Ale czy efekt końcowy będzie oczekiwany przez mieszkańców?” – zastanawia się nasz Czytelnik. „Już teraz widać, że jest to tak...
Gdzie parkować?
e2ddd999
„Gdzie parkować?” Do kogo tak naprawdę zaadresować to odwieczne pytanie? I czy udzielone odpowiedzi zadowolą jeszcze kogokolwiek? Fakt, że problem ten dotyczy nie tylko naszego miasta, nie stanowi tu zbytniego...
Dlaczego piesi giną na pasach?
35-692857
Gdzie przechodzący przez jezdnię powinien bać się o swoje życie? I to do tego stopnia, żeby w myślach gorączkowo „klepać zdrowaśki”? No cóż, może wydać się to nieco kuriozalne, ale...
"My, jako policja, służymy ludziom..."
66-709479
„Głównie chodzi o to, żeby mieszkańcy poczuli, że mają wpływ na swoje bezpieczeństwo, a my, jako policja, służymy ludziom…” Te szczególne słowa wybrzmiały swego czasu w sali jastrzębskiego magistratu i...
A patriotyzm?!
b57fabfc
Kilka miesięcy temu obchodziliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego. Przed nami, już za kilka dni, Narodowe Święto Niepodległości. A gdzieś w tle – pytanie o patriotyzm. Co tak naprawdę dla nas znaczy?...
GSM: Dodatek osłonowy i struktura opłaty
a76044d3
Zgodnie z Ustawą z dnia 17 grudnia 2021 r. o dodatku osłonowym informujemy, że każda osoba prowadząca gospodarstwo jednoosobowe lub tworząc z innymi osobami gospodarstwo wieloosobowe może ubiegać się o...
Przewiń do góry