Przecież mamy polskiego Wallenberga!

Jak wielu z nas wie, kim był Henryk Sławik? Co zrobił ten polski Wallenberg? Czy wiemy, że ten zapomniany bohater trzech narodów urodził się w Szerokiej? „Ten człowiek zrobił na mnie, nie tylko jako dziennikarzu, ale również człowieku, ogromne wrażenie. Postanowiłem, że zrobię wszytko, aby wydobyć jego osobę z zapomnienia” – powiedział nam autor dwóch książek o Henryku Sławiku Grzegorz Łubczyk. Dziennikarz, pisarz, były ambasador RP na Węgrzech, od wielu lat przyjaźni się z jednym z jastrzębskich gimnazjów, które nosi imię tego bohatera.

W jaki sposób trafił Pan do Jastrzębia?

Grzegorz Łubczyk: Mój kontakt z Jastrzębiem, z Szeroką, datuje się jeszcze zanim szkoła przyjęła imię Henryka Sławika. Reportaż filmowy o Henryku Sławiku, który zrobiliśmy wraz z Markiem Maldisem, wyemitowany kilka lat temu w telewizji, przypadkowo obejrzał pan Leon Białecki, mieszkaniec Szerokiej. Później do mnie zadzwonił i powiedział, że człowiek, o którym był ten materiał jest właśnie z Szerokiej. Po jakimś czasie państwo Białeccy zaprosili mnie do siebie, a jednocześnie na spotkanie, które organizowano w szkole. Akurat wtedy kończyłem pisać pierwszą książkę, czyli „Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Sławiku”. Te spotkania z młodzieżą miały upowszechnić osobę Henryka Sławika, jeszcze zanim szkoła przyjęła jego imię. Do spotkania doszło wiosną 2004 roku. Ten kontakt ze społecznością szkolną i państwem Białeckich z czasem przerodził się w przyjaźń. Oczywiście, zaproszono mnie również na oficjalną uroczystość nadania imienia szkole. Z dużym uznaniem patrzyłem na to, co udało się zrobić. Wszystkie konkursy plastyczne, literackie, które zostały zaprezentowane w ramach uroczystości, zrobiły na mnie spore wrażenie. Od tej pory jestem tu co roku. Jednak nie jest to jedyny kontakt z tym miastem. Promocja obu książek odbyła się właśnie w Jastrzębiu. Poza tym byłem również na zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Skąd wzięło się u Pana zainteresowanie osobą Henryka Sławika?

Tak się składa, że od połowy lat 70-tych jako dziennikarz interesuje się tematyką polsko-węgierską. Pracowałem jako korespondent na Węgrzech. Przez pewien czas byłem również ambasadorem Polski na Węgrzech. Szczególnym zainteresowaniem darzę czas II wojny światowej i okres uchodźstwa polskiego w tym kraju. To coś niezwykłego, jak Węgrzy zachowali się wobec Polaków po klęsce wrześniowej, a jednocześnie to ewenement ciągle mało znany w powszechnej świadomości. Otworzyli przed nami granice i wiele tysięcy osób mogło się tam przedostać i dzięki temu przeżyć wojnę. W okresie kilku miesięcy umożliwili przerzucenie ponad 40 tysięcy żołnierzy i oficerów z Węgier do armii tworzonej we Francji przez gen. Sikorskiego. Tak się złożyło, że interesując się tym okresem, zupełnie przypadkowo miałem okazję spotkać Henryka Zimmermanna, polskiego Żyda. Przez pół roku, od jesieni 1943 roku do wkroczenia Niemców na Węgry w marcu 1944 roku, był prawą ręką Sławika w tym najgorętszym okresie ratowania polskich Żydów. Kiedy spotkałem go w połowie 2004 roku, mówił że nigdy nie oddał polskiego paszportu. Czuł się Polakiem i stwierdził, że tak źle mówią o nas, Polakach, a przecież mamy polskiego Wallenberga, Henryk Sławika. Zupełnie nieznanym był fakt, że przyczynił się do uratowania tylu tysięcy polskich Żydów. Ta informacja zainteresowała mnie jako reportera, dotarłem do córki Sławika Krystyny. Opowiedziała mi o ojcu i o tym, co spotkało rodzinę tak wielkiego patrioty, który po wojnie po raz drugi został „skazany na śmierć”, ale tym razem poprzez zapomnienie.

Skazano na zapomnienie?

Radni Śląska po wojnie podjęli uchwałę, że jedna z ulic w Katowicach miała nazywać się imieniem Henryka Sławika. Jednak po trzech dniach anulowano tą decyzję, bo okazało się, że był przedstawicielem polskiego rządu na uchodźstwie, a to nie podobało się ówczesnej władzy. Był to dramat człowieka, który zrobił tak wiele, a został odsunięty w niepamięć. Postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby Henryka Sławika wydobyć z zapomnienia.

I postanowił Pan napisać książkę?

Opowieść córki Sławika wymagała uzupełnienia. Pojechałem do Budapesztu do córki Jozsefa Antalla, który był przyjacielem i węgierskim partnerem Henryka Sławika. Ona z kolei opowiedziała swoje wspomnienia i odesłała do innych ludzi, którzy mogliby mi coś o nim opowiedzieć. I tak na podstawie relacji świadków zaczęła wyrastać zupełnie nowa historia. Oni wszyscy mówili o nim piękne rzeczy, o jego postawie, oddaniu, ofiarności i o tym, że był świetnym organizatorem. W ten sposób powstała moja pierwsza książka. Postanowiłem również namówić mojego kolegę, Marka Maldisa, który pracował w telewizji, aby zrobić film o Henryku Sławiku. Historia tego człowieka bardzo mnie wciągnęła. Niestety, ani Ślązacy, ani Polacy niewiele o nim wiedzą. Po pięciu latach pojawili się nowi świadkowie i powstała druga książka. Zrodziło się życie po życiu Henryka Sławika. Promocja tej książki, to ponad 170 spotkań w Polsce, na Węgrzech, we Francji czy Kanadzie. Na ogół po tych spotkaniach, zwłaszcza za granicą, padają pytania „Dlaczego dopiero dzisiaj dowiadujemy się o takich ludziach? Dlaczego wy się nimi nie chwalicie?” Mimo tego, że mamy tak znaczący udział w II wojnie światowej, że wielu Polaków otrzymało tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata i że, że tysiące ludzi straciło życie ratujących innych, to te fakty są mało znane w świecie. Dopiero po tych kilku latach udaje się coś zrobić. Tutaj na przykład bardzo piękną rolę odgrywa Gimnazjum nr 3, które jako pierwsza placówka przyjęła za patrona Henryka Sławika. Niezależnie od tego, ile lat upłynęło od czasów, w których żył Henryk Sławik, jego osoba i postawa nadal jest i będzie wspaniałym wzorem do naśladowania.

Zobacz także>>>Sławik wrócił do Szerokiej

Wpisy na temat “Przecież mamy polskiego Wallenberga!”

  1. Jak widzę kobiety w takich papciach jak ta pani w granatowym mundurku to sobie myślę jako facet czy ta kobieta nie widz że takie ciapcie nie pasują do stroju a wogóle jak widze kobiety w takich pepegach to zero kobiecości

  2. Najciekawsze jest to, że pan Łubczyk dowiedział się o Sławiku, kiedy już przestał być ambasadorem na Węgrzech. Jak to mówią lepiej późno niż później.

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Również warto przeczytać
Idzie zima. Czy przetrwamy i wystarczy nam pieniędzy?
radiator
Wsłuchuję się w morze informacji codziennie serwowanych w programach informacyjnych. Nawet niedawno (wbrew swoim zasadom) postanowiłem obejrzeć „dziennik telewizyjny” w telewizji rządowej. Byłem nieomal szczęśliwy, ekstaza, rzekłbym „orgazm intelektualny”. Kraj...
Trudny kompromis
PSE
Budowa linii 400 kV Godów – Pawłowice wchodzi w kolejny etap prac. To strategiczna inwestycja dla Śląska. Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. zakończyły prace nad studium wykonalności projektu budowy linii 400...
"Towaaar przywieźli!!!"
b1cbfb2c
Taki obrazek rodzajowy. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż grudniowe ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą...
Ile kosztuje magister?
studies-g0a9142017_640
Wpisujemy kilka niepozornych słów. „Pisanie prac magisterskich – Jastrzębie-Zdrój”. Potem machinalnie przyciskamy klawisz „enter”. Zaś efekt naszej zapobiegliwości szybko zostaje wynagrodzony. Ekran komputera wypełniają najpopularniejsze ogłoszenia. „Gotowe prace dyplomowe, eseje...
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
IMG_20220810_061634
Aby przyciągnąć turystów z zaborów pruskiego, rosyjskiego i Austro-Węgier do obecnego Jastrzębia-Zdroju (kiedyś Bad Koenigsdorff Jastrzemb), wybudowano kolej i stację kolejową. Dla kolejarzy oraz obsługi pociągów postawiono niedaleko dworca budynek,...
Dzieci to zbędny balast?
boy-g6a0eea0e9_640
Co robią nasze dzieci po szkole? Kto powinien sprawować nad nimi opiekę? Kiedy już szkolny plecak wyląduje niedbale w kącie? W sposób naturalny nasz wybór pada na rodziców. Ci jednak...
Przewiń do góry
radiator
Idzie zima. Czy przetrwamy i wystarczy nam pieniędzy?