“Przez dziada kierowca ma kłopoty…”

Gdzie przechodzący przez jezdnię powinien bać się o swoje życie? I to do tego stopnia, żeby w myślach gorączkowo „klepać zdrowaśki”? No cóż, może wydać się to nieco kuriozalne, ale odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: na przejściu dla pieszych! Tak, właśnie tam, i nawet jeśli ktoś teraz stuka się w czoło, po lekturze tego artykułu może szybko zmienić zdanie…

Pasy – strefa bezpieczeństwa czy podwyższonego ryzyka? A może lepiej zapomnij o pierwszeństwie?

Gdyby wsłuchać się w to, co mówią o pieszych kierowcy, niechybnie można nabawić się sporych kompleksów. Już kilka pierwszych komentarzy otwiera oczy osobom, którym wydawało się, że relacja między tymi na pasach i dzierżącymi w dłoniach kierownicę oparta jest na wzajemnym szacunku, poszanowaniu i niewypowiedzianej miłości. Nic bardziej mylnego! Dość powiedzieć, że określenie „nieprzytomni” na pieszych jest najbardziej delikatnym w repertuarze nie tylko jastrzębskich kierowców. Oprócz tego według tych ostatnich piesi poruszają się po „zebrze” jak skoczek po polu szachowym. Albo „wleką się”, jakby byli na spacerze w Parku Zdrojowym. W najlepszym zaś wypadku – wchodząc na pasy, gadają przez komórkę.

To może faktycznie – przyjrzyjmy się bliżej faktom. Bo jastrzębska kronika policyjna nigdy nie oszczędzała tych, którzy w swojej desperacji postanowili przejść na drugą stronę ulicy. Zresztą, we wspomnianych przypadkach finał był stosunkowo szczęśliwy. Nikt nie spotkał na pasach swojego przeznaczenia.

„Mieszkanka powiatu pszczyńskiego nie udzieliła pierwszeństwa pieszym znajdującym się na oznakowanym przejściu przy al. Jana Pawła II. Dodatkowo ominęła auto, które zatrzymało się, aby przepuścić znajdujące się na pasach osoby. W wyniku tego manewru potrącona została 44-letnia kobieta i 55-letni mężczyzna”.

„Policjanci ustalają szczegółowe okoliczności potrącenia, w wyniku którego 14-letni chłopiec z urazem nogi trafił do szpitala. Przyczyną zdarzenia było prawdopodobnie niezachowanie należytej ostrożności przez nastolatka, który wszedł na przejście dla pieszych, wprost pod nadjeżdżający samochód. Siedząca za kierownicą opla 19-latka była trzeźwa”.

„Do tragicznego w skutkach wypadku doszło około godziny 15.00 na ulicy Niepodległości. Jak wstępnie ustalili policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego, kierujący pojazdem marki peugeot partner 64-latek, jadąc ulicą Niepodległości w kierunku Pielgrzymowic, potrącił pieszego, który najprawdopodobniej nagle wtargnął na jezdnię”.

To kto jest w końcu winny? Piesi, którzy niemal rzucają się pod koła samochodów czy kierowcy, na widok znaku „przejście dla pieszych” przyciskający pedał gazu do oporu? W pierwszym opisanym przypadku – bezspornie kierowca (choć jeden z internautów przekonuje, że piesi, również na samych pasach, powinni być czujni jak dziki kot). W drugim – prawdopodobnie dała o sobie znać niefrasobliwość młodego człowieka. Trzeci przypadek pozostaje nierozstrzygnięty. Zatem remis?

To trochę dziwne, bo – śledząc komentarze internautów – „chłopcem do bicia” są zazwyczaj piesi. „Ostatnio jadąc autem zaobserwowałem starego chłopa, szedł jak przecinak, nie popatrzył nawet, czy coś jedzie, czy nie. Potem w razie co przez dziada kierowca ma tylko problemy, bo był na pasach” – zagaja „życzliwie” czytelnik Jasnetu. Kibicuje mu niejaki „Do Spandek”, który przechodzącym przez jezdnię udziela cennej rady: „W Polsce obowiązuje przepis, którego uczy się dzieci od przedszkola – przed wejściem na jezdnię należy zatrzymać się i sprawdzić, czy z prawej i lewej nie nadjeżdża pojazd. Ale co tam! Przecież jak dojdzie do potrącenia to winny i tak będzie będzie kierowca!” Z kolei obrońcy pieszych, którzy pozostają w zdecydowanej mniejszości, powołują się nieśmiało na przykład naszych zachodnich sąsiadów, gdzie „widok pieszego obok pasów jest naturalnym powodem do zatrzymania się pojazdu – i to bez wnikania w jego zamiary”. Niestety, jak zauważa ktoś z przekąsem, „im bardziej na wschód, tym cięższe życie pieszego”.

A może faktycznie jest coś na rzeczy, że nonszalancja i beztroska pieszych jest bezgraniczna, no, przynajmniej zastanawiająca? Na stronie żorskiej policji jakiś czas temu pojawiła się krótka notatka: „Blisko 30 pieszych zostało ukaranych mandatami karnymi przez mundurowych z Żor, którzy po raz kolejny przeprowadzili działania pod nazwą “Kontrola drogowa – Pieszy”. Działania takie jednoznacznie świadczą o niepokojącym lekceważeniu przepisów prawa – nie tylko przez kierowców, ale i niechronionych uczestników ruchu drogowego. Piesi najczęściej przekraczają jezdnię w innych miejscach niż przejścia dla pieszych lub nie stosują się do znaków i sygnałów drogowych”. Ale po co tam od razu Żory? Wystarczy poobserwować zakręt przy bloku 105 na Wielkopolskiej, żeby wyrobić sobie zdanie na temat nawyków niektórych jastrzębskich pieszych. Pasów tam nie uświadczysz, samochody wypadają „zza rogu” jak Latający Holender, a i tak jakaś matka bohatersko pcha przed sobą wózek. Pomyśleć tylko, że znowu było o krok od tragedii…

Dla wielu to już oklepany temat. Ale czy na pewno? Może wydaje nam się, że pasy są dla pieszych. Że mamy prawo przechadzać się po nich królewskim krokiem. Że to kierowca powinien zachować należytą ostrożność. Ale co nam po tym, że mamy rację, jeśli na naszej drodze stanie ten, który miał przykładowo BMW, ponad trzy promile i skonfiskowane prawo jazdy? Czy utracone zdrowie, a może nawet śmierć kogoś bliskiego, będziemy tłumaczyć powtarzanym jak mantra sformułowaniem „bo miałem prawo”? Czy nawet milion złotych odszkodowania utwierdzi nas w przekonaniu, że mogliśmy tamtędy przechodzić? Warto się nad tym zastanowić, bo jeśli nawet nie wspomniany kierowca, to dopadnie nas pijany motorniczy, motocyklista albo nastolatek, który dwa dni wcześniej odebrał prawo jazdy. Pasy – strefa bezpieczeństwa czy podwyższonego ryzyka? A może lepiej zapomnij o pierwszeństwie?

  1. Winni są Ci ci te przepisy uchwalają ,j.Jada dwa auta a Pieszy zamiast je przepuścić i przejść bezpiecznie korzysta z wuczonego przez TV “pierwszeństwa”

  2. Z badań wynika, niestety, że najwięcej pieszych ginie na przejściach dla pieszych i czy ktoś z decydentów o przepisach w ruchu drogowym zastanawiał się dlaczego? Ulica głównie jest dla ruchu kołowego i żaden pojazd jadąc nawet mniej niż 50 km/h nie zatrzyma się w miejscu, w przeciwieństwie do pieszego. Kiedyś w szkołach uczono, jak należy zachować się przechodząc przez ulicę czy drogę (niezależnie czy jest przejście dla pieszych czy nie), teraz natomiast wmawia się wszystkim ( tak w mediach, jak i w szkołach), że na przejściu oznakowanym pieszy ma bezwzględnie pierwszeństwo, a to jest efekt!

  3. chodza po pasach w kapturach z komórką i łeb spuszczony nawet nie patrzą czy cos jedzie. Dużo młodych wchodzi na pasy i czyta esemssy lub przegląda komórkę.

  4. głupi wkurzony goj

    Pasy to strefa podwyższonego ryzyka. Brak pasów – brak problemów. Proste. Ale nie dla debili tworzących prawo o ruchu drogowym…

  5. Prawda jak zwykle leży po środku. Nie brakuje pieszych, którzy łażą jak chcą, ale i nie brakuje kierowców, którzy zdają się nie zwracać uwagi, że ktoś stoi przy pasach i czeka, czeka, czeka, a tu nic, sznur jak jechał, tak jedzie.

    1. tak trudno podnieść rękę? widziałem stojących przy pasach dyskutujących, gapiących się w telefon i co mam czekać aż jaśnie pan się zdecyduje przechodzić, ja też w większości jestem pieszym niż kierowcą ale na przejściu przechodzę a nie spaceruję z gałami wlepionymi w smartfona

      1. A po co podnosić rękę? Bez tego nie widać, że ktoś stoi i czeka przy pasach? Uwierz mi, nie stoję ani z nosem w telefonie, ani z nikim nie rozmawiam, a i tak zwykle swoje trzeba odczekać aż ktoś się zlituje i człowieka przepuści. A i wtedy trzeba jeszcze poczekać aż kierowca z drugiej strony też stanie, bo często jadą sobie dalej jak gdyby nigdy nic.

        1. kierujący pieszy

          I prawidłowo. Bo pieszy zatrzyma się w moment, a rozpędzone auto potrzebuje kilku-kilkudziesięciu metrów. Więc męda, która dała pieszym pierwszeństwo na pasach, jest winna prawie wszystkich kolizji i wypadków na nich.

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

WordPress Lightbox Plugin
Przewiń do góry