Serce w węglu odciśnięte…

Swego czasu przypomnieliśmy Wam, drodzy Czytelnicy, pewną scenkę rodzajową. „Mały Bernard zapamiętał ten obrazek jako coś wyjątkowego. To szczególne uczucie, jakie towarzyszyło kilkuletniemu chłopcu, kiedy obserwował stojącego w progu drzwi ojca. A idącego bladym świtem ‘na szychtę’ mężczyznę żegnała cała rodzina. Ostatnie spojrzenie ojcowskich oczu, słowa matki, znikająca powoli męska sylwetka. ‘Tata na pożegnanie czynił nam na czołach znak krzyża świętego. Po latach uświadomiłem sobie, że w tym codziennym porannym rytuale jego miłość ojcowska splatała się z naszym strachem o niego’”.

Strach rodziny, kiedy za górnikiem zamykają się drzwi mieszkania. Warunki panujące w kopalni, o których mogą powiedzieć coś tylko ci, którzy codziennie zjeżdżają kilkaset metrów pod ziemię. Myśli koncentrujące się wokół pracy, niepewność na przemian z nadzieją na szczęśliwy finał szychty, szybsze bicie „odciśniętego w węglu” serca…

„Górniczy stan” od lat kojarzył się z dobrobytem. Właśnie tak, z dobrobytem. Książeczka „G”, dzięki której w latach 80-tych kupowało się pralkę automatyczną, ba, nawet kolorowy telewizor. Talony na samochód – a choćby i niepozorny, choć wówczas będący obiektem westchnień Fiat 126 p. W końcu, własne M-3 nabywane za wielokrotność kilku pensji, a nie, jak dzisiaj, „zabójczy” kredyt w frankach szwajcarskich czy innej, równie „egzotycznej”, walucie.

„Opływałem w luksusy w PRL-u, zawsze było pełno mięsa, owoce, dodajmy, że nie plastikowe,wszystkiego pod dostatkiem… Bo trzeba było się ustawić!” – przekonuje Czytelnik ukrywający się pod nickiem „luksusy”.

Po latach jeden z internautów opowiadał o fenomenie książeczek „G”. „Kupiłem piec elektryczny na osiedlu, lodówkę koło kopalni, a siostrze kafelki do łazienki, bo akurat wtedy dom budowała. Kupiłem też narty. Do dzisiaj w jednej z łazienek mam jeszcze resztę kafelek. W piwnicy piec też chyba stoi” – wspominał z rozrzewnieniem.

A dzisiaj? No cóż, jak przekonują „znawcy tematu”, udzielający się na stronie JasNetu, niewiele zmieniło się w tej dziedzinie. Ich zdaniem wciąż najważniejsze jest wydobycie. Ot, chociażby ten znamienny wpis, komentujący wypadek na kopalni, gdzie 26-latek wpadł pod nadjeżdżająca lokomotywę. „Jestem na urlopie górniczym, ale kopalniane koszmary mnie nie opuszczają. Ostatnio śniło mi się, jak chłopa w czasie wymiany taśmy napęd wciąga między role. Dozór ma przechlapane, ludziska zawsze w robocie idą na skróty, a później żadnej odpowiedzialności za to nie ponoszą. Ale nie zawsze kończy się jak w tym przypadku. Rykoszetem niejednemu się dostanie, jak mu nogi obetną! Na razie wypadek lekki” – zauważa z przekąsem autor wpisu.

Ale jest też druga strona medalu. „Bo w dzisiejszej Polsce być górnikiem, to jak wygrać los na loterii” – to jedna z opinii wspomnianych „znawców tematu”. Stałe zatrudnienie, umowa o pracę, przywileje. I chociaż powtarzane pocztą pantoflową legendy o zarobkach górników należy włożyć między bajki, nie zmienia to jednak faktu, że na tle nie tylko mieszkańców Jastrzębia-Zdroju przedstawiciele „górniczego stanu” jawią się innym jak krezusi.

Weźmy chociażby takie firmy górnicze. Adam, strzałowy z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, wytrzymał w niej tylko kilka lat. Kiedy pada pytanie, na czym dokładnie polegała różnica w pracy na kopalni i „pod firmą”, sprawia wrażenie rozbawionego naiwnością dziennikarza. „Na wszystkim!” – odpowiada, nie przestając się śmiać. „Materiały głównie nosiło się na plecach. Nikt nawet nie pomyślał o transporcie. Czasami przydzielono mi kogoś do pomocy. To wtedy we dwóch targaliśmy ładunek. Niech pan kiedyś spróbuje. Czterdzieści kilogramów. Trzy kilometry do ściany. Z buta…” – ironizuje.

Z drugiej strony, praca w dzisiejszej kopalni to technologiczne wyzwanie, a nie zełanie do nieokreślonej Izby Pamięci Techniki PRL-u. Przemysł wydobywczy zaczyna stawiać na specjalistów i wąskie specjalizacje, nie tylko siermiężną siłę mięśni, które powoli przegrywają z postępem cywilizacyjnym. W efekcie za wiedzą i umiejętnościami muszą iść konkretne pieniądze.

Inna sprawa, że samo pisanie o zarobkach górników to przysłowiowy kij włożony w wirtualne mrowisko. „Temat wypłat i dodatków to sprawa pracodawcy. Dlaczego media ciągle piszą o górnictwie, a nie piszą na przykład, ile nagród w ciągu roku kalendarzowego i jakie wypłaty otrzymują pracownicy Urzędu Miasta lub inne zakłady? Przecież każdy pracodawca może dać wam dodatkową kasę według zasług. Najwięcej zazdroszczą i wypowiadają się ci, co się nigdy pracą nie zhańbili” – przekonuje „kalifaktor”.

To może faktycznie oddajmy głos „dyżurnym” zawistnikom. Ci bowiem, jak mało kto, potrafią uzmysłowić górnikom, jacy są z nich szczęściarze. Bo to i „barbórkę” płacą, do sanatorium można pojechać, o deputacie węglowym już nawet nie warto wspominać. A jak się z czymś nie zgadzają, to zawsze mogą się skrzyknąć i zatrząść choćby Warszawą. Potem już – ze spokojnym sumieniem – wybrać się na zakupy…

Jest jeszcze cena. Ta, jaką płaci się za komfort posiadania stałej, dobrze płatnej pracy. Ten tekst zaczęliśmy od słów księdza prałata Bernarda Czerneckiego, które padają w książce „Wiarą i węglem ciosany”. Nieprzypadkowo. Ojciec duszpasterza przepracował na „Wujku” 36 lat. Strach rodziny, kiedy za górnikiem zamykają się drzwi mieszkania. Warunki panujące w kopalni, o których mogą powiedzieć coś tylko ci, którzy codziennie zjeżdżają kilkaset metrów pod ziemię. Myśli koncentrujące się wokół pracy, niepewność na przemian z nadzieją na szczęśliwy finał szychty, szybsze bicie „odciśniętego w węglu” serca…

Teraz doszła jeszcze pandemia…

„Pozdrawiajcie się z wiarą słowami ‘Szczęść Boże!’” – to już słowa abp Wiktora Skworca, skierowane do górniczej braci.

Czy trzeba dodawać coś więcej?



Wpisy na temat “Serce w węglu odciśnięte…”

  1. Skończcie już z tymi półbogami-górnikami. Dzięki nim w całej okolicy są pokrzywione domy, muldy na jezdniach, zniszczone sieci elektroenergetyczne, pękające wodociągi i gazociągi, a przy każdych większych opadach deszczu z lokalnych zapadlisk robią się jeziora i podtopienia dróg. Dzięki ,,górniczemu stanowi” nie pojawi się też żaden inwestor. Kto mądry na umyśle zainwestuje na szkodach górniczych i gdzie znajdzie pracowników skoro średnia zarobków w tym mieście jest ok.9 tyś. Za to nasi bohaterowie po 25 latach przejdą na wczasy, gdzie suma uzbieranych składek w ZUS-ie wystarczyła by im na najniższą emeryturę, ale dzięki przelicznikowi 1,5-1,8 pobierają świadczenia w wysokości 4,5-6 tyś, różnica finansowana jest z budżetu państwa, czyli każdego z nas. Aa i nie wyjeżdżajcie z policjantami, strażakami i żołnierzami – to są służby dzięki którym funkcjonuje każde państwo i nie może się bez nich obejść, a czy państwu potrzebna jest nadzwyczajna kasta z czarnymi oczami leżąca pod ociosem i sznupająca tabakę to niech każdy sam przemyśli.

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Carte Blanche

Usługi wykończeniowe,
gładzie, malowanie, kafelkowanie
sufity podwieszane, sufity napinane,
panele podłogowe i ścienne,
montaż drzwi i parapetów.
meble na wymiar.

Czytaj więcej »
Przewiń do góry
Poprzedni
Następny