Specyficzne miasto?

Wkrótce początek roku szkolnego. Tego dnia, pomijając wszelkie możliwe rocznice, rozpocznie się także odwieczna batalia o to, kto powinien wychowywać młodych ludzi. Szkoła czy rodzina? Obie strony będą podnosić swoje nieśmiertelne argumenty, oskarżać się wzajemnie o bezczynność, przeciągać linę. Jedno tylko niepokoi w całym tym sporze. A mianowicie, że od samych uczniów ważniejsi są tu nauczyciele i rodzice. I tak naprawdę to oni nadają ton tej narracji.

fot. UM Jastrzębie-Zdrój

Jakby nie było, przez te ponad pół wieku istnienia miasta jastrzębskie szkoły opuściło „kilka” roczników młodych ludzi. Wydawać by się mogło, że po 50 czy 60 latach coś się tu zmieni. Że powtarzana przez pedagogów teoria o mieszkańcach Jastrzębia-Zdroju, będących jakoby przypadkową grupą ludzi bez większych intelektualnych aspiracji i tym samym odpornych na wszelkie zabiegi wychowawcze, straci w końcu rację bytu. Że kolejne pokolenia wniosą do życia społecznego nową jakość, unieważnią stare podziały. Nic podobnego. Pewnie kiedy rozlegnie się pierwszy dzwonek, będziemy dokładnie w tym samym miejscu, co przed pięcioma dekadami. Grono pedagogiczne, to wychowane i wykształcone w nowej Polsce, bez kompleksów i znające na pamięć nieocenione w pracy z młodzieżą poradniki pedagogiczne, przy okazji – wspierane hojnie z miejskiej kasy, jak na złość wciąż powołuje się na argument o specyficznym mieście. Smutne? Być może. Przede wszystkim jednak prawdziwe. Swoją drogą, jak długo to miasto będzie jeszcze specyficzne? Może kolejne 50 lat? I kto w końcu powinien to zmienić? Czy nie przypadkiem wyspecjalizowany aparat zwany buńczucznie oświatą? Zatem, czy spełniła swoją funkcję?

Okazuje się, że przez wszystkie te lata Jastrzębie-Zdrój jest areną swoistych „spychanek”. Z jednej strony szkoła, z drugiej – rodzina. Ta pierwsza święcie przekonana, że to w tej drugiej powinno wychowywać się młodych ludzi, a do niej niech trafia już „urobiony materiał”. I ta druga upierająca się, że powierzając tej pierwszej swoje „skarby” robi dobrą inwestycję, przy okazji  otrzymuje gwarancję świętego spokoju. Kiedy nadeszły nowe czasy, ten odwieczny dylemat – zamiast zamierać – przybrał tylko na sile. A przepaść między dwoma obozami powiększyła się jeszcze bardziej…

No dobrze, zgodnie z zaproponowanym porządkiem, jeśli szkoła, to jaka? Taka, której jedyną ambicją jest uczynienie zadość formalnym wymaganiom płynącym z ministerstwa i kuratoriów? Taka, która za punkt honoru stawia sobie „wtłoczenie” do uczniowskich głów zawartości podręczników – mechanicznie, bez refleksji i z zegarkiem w ręku? Na litość boską, toż tego zadania może podjąć się każdy, kto w zadowalającym stopniu opanował sztukę czytania i pisania! Po co nam wykształceni, wyspecjalizowani pedagodzy?! Po co kształcące ich uczelnie wyższe, dziesiątki egzaminów, nieprzespane noce? Żeby w ostatecznym rozrachunku usłyszeć, iż misją szkoły jest uczyć, nie zaś – wychowywać, a brak efektów własnej pracy przypisywać rodzinie i wspomnianej tu już „lokalnej specyfice”? Pytanie tylko, czy w tym przypadku można jeszcze mówić o misji czy już tylko o smutnym obowiązku, ewentualnie rozdźwięku między tym, co proponuje szkoła a czego oczekują rodzice? Zbyt wiele mieliśmy w ostatnim czasie przykładów w naszym mieście każących wątpić w teorię o misyjności takich placówek.

A może jastrzębskie rodziny? Właśnie na nie wskazują nasi dzielni pedagodzy, kiedy pada pytanie o to, kto powinien zająć się wychowaniem młodych ludzi, tudzież ich wszechstronną edukacją. Kiedy taki młody człowiek wraca do domu uginając się pod plecakiem wielkości małego turystycznego namiotu i zabiera się do odrabiania lekcji, zaczyna wiać grozą. Jeśli rodzice nie sprawdzą się w roli korepetytorów, biada im! Nie sprawdzili się w swojej roli! No, chyba że poślą go na „korki” – i to najlepiej do tych samych osób, które do południa troszczyły się o postępy w nauce ich syna czy córki. Może to jest jakieś wyjście, w każdym razie sposób, żeby uciszyć rodzicielskie wyrzuty sumienia? Nie zapominajmy przy tym, że mówimy o tych samych rodzinach, które po upadku komunizmu stały się lepiej lub gorzej prosperującymi „rodzinnymi firmami”, starającymi się głównie o byt i uciechy dla swoich pociech. O tych samych rodzicach, którzy z dnia na dzień sprowadzeni zostali do roli gościa we własnych domach, a jedyną okazją do prowadzenia działalności wychowawczej – poza, rzecz jasna, wyposażaniem ich w kolejne gadżety, ciuchy, czasem bryki – były wspólne posiłki ze swoimi dziećmi średnio trzy razy w tygodniu. I wreszcie – o tej samej latorośli, która z czasem po otrzymaniu klapsa robiła swojej oniemiałej z wrażenia matce czy ojcu wykład o bezstresowym wychowaniu i godności młodego człowieka, a następnie uprzedzała, że powiadomi o tym incydencie najbliższą jednostkę policji i prokuraturę.

Co otrzymujemy w efekcie tej swoistej „spychotechniki”? Pomyślmy przez chwilę. O ile prawdą jest, że natura nie znosi próżni, a ziemia pozostawiona sama sobie zarasta chwastami, wnioski, do jakich dojdziemy po lekturze powyższego tekstu nie będą zbyt optymistycznie. Nieubłagana logika podpowiada, że jeśli szkoła i rodzina miną się w swych wychowawczych zapędach niczym dwa kontynenty, powstanie czarna dziura, przepaść, swoista ziemi niczyja (ziemia nieznana – terra incognita) porośnięta ostem i perzem. Innymi słowy: młodzi ludzie pozostawieni sami sobie staną się wkrótce łatwym łupem dla wszelkiej maści podejrzanych autorytetów. Media, grupa rówieśnicza, „ulica”, lokale rozrywkowe, używki, cały ten konglomerat złych nawyków – od tej pory to one będą decydować, co dobre dla naszych dzieci, a co złe. Ten swoisty system wartości, oparty na bezrefleksyjnej konsumpcji i przekonaniu, że „mi się należy” z jednej strony i „zrobiłam/em wszystko, co było w mojej mocy” z drugiej (w przypadku rodziców) to tylko przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości. Nad 14-latkiem dziś już mało kto zapanuje. Szczególnie takim, który domaga się swoich praw, choćby i kosztem innych, przekonanym, że zgrywając cwaniaka podbije cały świat, mądrzejszym od wszystkich nauczycieli i rodziców razem wziętych. Owszem, szkoła nadal będzie zajmować się tak zwaną pracą dydaktyczną, rodzice zarabianiem pieniędzy, jednym słowem – zapanuje sielanka, status quo, rajskie klimaty, metoda na strusia. I tylko żal młodych ludzi, bo dopiero zaczynają mierzyć się z tym światem. Dorosłych żal jakby mniej. Ci ostatni pochłonięci są bez reszty udowadnianiem swoich racji. I, jak się rzekło na początku, to oni tak naprawdę nadają ton tej historii.

Wpisy na temat “Specyficzne miasto?”

  1. Największą głupotą są licea profilowane, po których i tak na świadectwie piszą, że uczniowie ukończyli liceum ogólnokształcące. Odbyło się parę wizyt w szpitalu, w radiu, lub na uniwersytecie. Nie ma słowa o ukończonym profilu. Powinny być utworzone licea zawodowe, z praktykami oraz przedmiotami zawodowymi, powinno być uruchomionych więcej techników o zróżnicowanych, nowoczesnych profilach dostosowanych do rynku pracy i nowych kierunków studiów. Po liceum młodzież umie napisać rozprawkę z języka polskiego, podstawy matematyki, język angielski podstawy, drugi język obcy – przedstawić się, policzyć do 20, trochę słówek, i dodatkowy przedmiot jeśli czymś interesują się geografia, biologia, historia. Czy to ma sens? Nie . Mając 19, 20 lat młodzi ludzie potrafią tylko czytać, pisać, policzyć objętość graniastosłupa, porozumieć się w języku angielskim. Strata czasu. Tak młodzież nabijana jest w butelkę. I to jest zasadnicza rzecz do zmiany.

    1. Właściwy komentarz. To widać przy obserwacji teleturniejów. Czasami poziom wiadomości jest żenujący mimo nerwów i stresu. Ale gdy się spotyka ucznia który w szkole średniej nie umie zasad mnożenia lub innych to nie tędy droga. A władza rodzicielska, na zebraniu szkolnym ” jak nie idzie to zmieniamy nauczyciela” . Przecież to takie proste. Ciekawe że dopiero na studiach ten szacunek jest uwidoczniony. Bo tam, nie chcesz to nikt cię nie będzie prosił. Przecież najczęściej sam za to płacisz. A może tak idźmy.

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Również warto przeczytać
Trudny kompromis
PSE
Budowa linii 400 kV Godów – Pawłowice wchodzi w kolejny etap prac. To strategiczna inwestycja dla Śląska. Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. zakończyły prace nad studium wykonalności projektu budowy linii 400...
"Towaaar przywieźli!!!"
b1cbfb2c
Taki obrazek rodzajowy. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż grudniowe ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą...
Ile kosztuje magister?
studies-g0a9142017_640
Wpisujemy kilka niepozornych słów. „Pisanie prac magisterskich – Jastrzębie-Zdrój”. Potem machinalnie przyciskamy klawisz „enter”. Zaś efekt naszej zapobiegliwości szybko zostaje wynagrodzony. Ekran komputera wypełniają najpopularniejsze ogłoszenia. „Gotowe prace dyplomowe, eseje...
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
IMG_20220810_061634
Aby przyciągnąć turystów z zaborów pruskiego, rosyjskiego i Austro-Węgier do obecnego Jastrzębia-Zdroju (kiedyś Bad Koenigsdorff Jastrzemb), wybudowano kolej i stację kolejową. Dla kolejarzy oraz obsługi pociągów postawiono niedaleko dworca budynek,...
Dzieci to zbędny balast?
boy-g6a0eea0e9_640
Co robią nasze dzieci po szkole? Kto powinien sprawować nad nimi opiekę? Kiedy już szkolny plecak wyląduje niedbale w kącie? W sposób naturalny nasz wybór pada na rodziców. Ci jednak...
JSW: "Popłyną" unijne miliony
jsw04-2
JSW S.A. ogłosiła rozpoczęcie nowych programów redukcji emisji metanu, których budżet wyniesie 23 mln euro podczas środowej, 7 września, konferencji „Metan z kopalń węgla kamiennego – stan aktualny i wyzwania”....
Przewiń do góry
PSE
Trudny kompromis