Szarzy, ale szczęśliwi ludzie?

Wciąż pozostajemy pod urokiem czarno-białych fotografii. Chyba instynktownie wyczuwamy, że zaklęta jest w nich jakaś uniwersalna prawda, której tak bardzo nam wszystkim brakuje. I rzecz nie tylko w ascetyzmie tych zdjęć. Chodzi raczej o zatrzymany w obiektywie świat, do którego nie ma już powrotu. Świat najprostszych emocji, szczerych międzyludzkich relacji i poczucia bezpieczeństwa. Ludzie, którzy patrzą na nas z dawnych fotografii są prawdziwi. To wrażenie jest na tyle nachalne, że dopada nas za każdym razem, kiedy przeglądamy stare albumy. Spoglądając ufnie w obiektyw aparatu, bohaterowie PRL-owskich galerii zdają się mówić, że są tu, gdzie być powinni. Mało tego: dobrze im z tym!

Każdy, kto pamięta końcówkę lat 80-tych w naszym kraju, wie, ile odcieni potrafiła przyjąć wtedy szarość. Szare budynki, szarzy ludzie w szarych paletkach, szare krajobrazy… (fot. S. Sputo)

A propos PRL-u. Na czym polegał fenomen kraju naszych dziadków, rodziców, może nawet nas samych? Bo uprawiana po 1989 roku propaganda próbowała wmówić nam, że wszystko, co korespondowało w jakiś sposób z Polską Ludową było złe. Puste sklepowe półki, milicjanci pałujący obywateli na ulicach, jałowe przemówienia państwowych przywódców. Oto kadry najczęściej przywoływane przez piewców „nowej” Polski. Ale wkrótce okazało się, że naród tęskni za PRL-em. Za stałą pracą, elementarnym poczuciem sprawiedliwości (nawet jeśli ta ostania sprowadzała się do hasła „wszystkim po równo”), ba, nawet kolejkami, w których kwitło życie towarzyskie. I dokładnie to wszystko widać na zdjęciach, ten cały nienazwany sentyment.

„Rodzinny spacer”, „Dzień dziecka” czy „Moje pierwsze kroki”. To tytuły tylko niektórych prezentowanych przez nas fotografii z minionej epoki. Jest na nich wszystko, co chciałby znaleźć amator zapomnianej przeszłości. A może przeszłości niechcianej, która nagle zaczęła cieszyć się naszymi względami? Podobnie jak ten, widniejący na nich, czarno-biały świat? Dziś wielu miejsc, które uwiecznili swoimi aparatami fotograficy-amatorzy, nie znajdziemy już w naszym mieście. A jeśli nawet postanowimy zabawić się w archeologa, to nasze rozczarowanie może okazać się zbyt wysoką ceną za takie ambicje. Ot, chociażby, jak ma to miejsce w przypadku Ośrodka Wypoczynku Niedzielnego. Dlatego zostawmy sprawy własnemu biegowi. Niech przemówią stare klisze, zaklęte na nich emocje, świat, który nieodwołalnie przeszedł do lamusa…

Pamiętacie serial „Tulipan”? Z lat 80-tych? Zdaje się, że już w pierwszym odcinku pojawia się scena, która w tych czasach przyprawiała wszystkich PRL-owskich królów życia o szybsze bicie serca. W pewnym momencie, kiedy serialowy Jurek wychyla szklaneczkę jakiegoś „pędzonego na myszach” alkoholu, na ekranie telewizora pojawia się reklama szkockiej whisky – Ballantine’s. Jacht na pełnym morzu, modelka w objęciach przystojnego bruneta, wszyscy skąpani w południowym słońcu. I jeszcze mina aktora, grającego główną rolę, który rozmarzony spogląda w kierunku ekranu. Dla niego to, co przed chwilą zobaczył, było jak oaza na bezkresnej pustyni.

Ale nie tylko dla niego. Każdy, kto pamięta końcówkę lat 80-tych w naszym kraju, wie, ile odcieni potrafiła przyjąć wtedy szarość. Szare budynki, szarzy ludzie w szarych paletkach, szare krajobrazy. Oczywiście, ta prawidłowość dotyczyła także naszego miasta. I tutaj ludzie spragnieni byli choćby namiastki zachodniego blichtru – wówczas nieosiągalnego jak kadry z reklamy whisky. W przypadku Jastrzębia, zresztą nie tylko jego, takimi swoistymi oazami były dwa cudowne przybytki z tych czasów – Pewex i Baltona. Tę drugą, z racji wieku, pamiętam lepiej, ale i Pewex zachował się w mojej, wówczas niespełna 10-letniej, pamięci. Klocki Lego, samochody Matchbox, orzeszki ziemne w solidnych jak niemieckie bunkry puszkach. A to tylko początek tej listy.

Czasami zastanawiam się, do kogo należał ten świat? Świat pozornego blichtru. Do cinkciarzy, „panienek”, komunistycznej wierchuszki? Jakby nie patrzeć, dyrektorem Pewexu w drugiej połowie lat 80-tych był Marian Zacharski – superszpieg PRL-u. Więc coś w tym było. Ale ja w sumie nie o tym, bo w Jastrzębiu nikt o żadnym szpiegu nie słyszał. Ja o Baltonie, która niezmiennie (chyba do końca swojej egzystencji) mieściła się w hotelu „Diament”. Przesiadywałem tam godzinami i podziwiałem towary, które pachniały mitycznym Zachodem. Mój zachwyt był niezachwiany – tylko czasami z letargu wybudzały mnie młode, roześmiane kobiety, za które płacili równie hałaśliwi mężczyźni. Dzisiaj nie ma ani nich, ani „Diamentu”, po którym została niepozorna polanka.

Z czasem ów legendarny Zachód był już na wyciągnięcie ręki. Pod koniec lat 80-tych monopol Pewexu czy Baltony został skutecznie przełamany. Sklepy na „starym targu” oferowały cały wachlarz towarów – czy ktoś jeszcze pamięta jeansy zwane „piramidami”? Co ciekawe, Pewex na Wrocławskiej przetrwał do początku lat 90-tych. Do tego dochodziła jeszcze tzw. giełda w Katowicach i rodzina z „Reichu”, która przywoziła pachnącą pomarańczami pastę do zębów. Siłą rzeczy, ta szara Polska, o której pisałem, to szare Jastrzębie zaczęło powoli przechodzić do lamusa. W telewizji pojawiły się pierwsze reklamy (chociażby ta „dedykowana” środkowi na domowe insekty), kobiety na ulicach przypomniały sobie, że oprócz szarego istnieją jeszcze inne kolory, a w którymś z kolei wydaniu Dziennika Telewizyjnego Joanna Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu.

Potem było już tylko gorzej…

  1. Teraz młode dziewuchy są nic nie warte. Patrzą aby tylko pazury zrobić, iśc do kosmetyczki, kudły zrobić pobiec z torbą na fitness, pogadynki na temat ciuchów co koleżanka kupiła i jak to chłop za mało kasy przynosi i jak by mogły to chciałby by aby tyrał od rana do wieczora. ale zamiast chłopu zrobić kanapkę to każa kołaczyka kupić i gotowy obiad kupuja.

  2. Ludzie mieli kiedys mniej i byli szczęśliwi teraz mają wszytsko i popełniają samobójstwa, mają depresje, sa na lekach i ciągle sa niezaspokojeni u kobiet panuje kult ciała idą poprawiac sobie u chirurga twarz i dalej sa nieszczęśliwe facetm zamiast gotowac to kupuja gotowe dania a jemu mówią że gotowały facet ma być wołem do roboty i robić na ich potrzeby a one traktuja faceta jak popychadło jak moja sąsAIDA JAK GO WYZYWA TY ZŁAMANY cH…..U psycholu, nieudaczniku łózkowy a ten osioł coraz dłuzej pracuje aby to babsko miało na koolejny ciuch i karnet na siłownę… faceci teraz stali się zeszmaceni przez kobiety i tak sobie pozwalają aby ich traktować kiedyś nie do pomyślenia męzczyzna miał posłuch nawet jak mniej pieniędzy przyniósł.

    1. Takie tekst słyszy się nie raz jak kobiet traktują facetów dziś facet stracił w wielu wypadkach swoją męskość. Baby wykastrowali ich a ci dają się tak traktować żadnego poszanowania tylko aby jak najwięcej kasy przynosił domy budowa aby później zrobić podział majątku a faceta wysiudac z domu teraz to facet cieszy się jak jest sam bo bycie w takich związkach to skraca życie facetom gdzie te kobiety jakie kiedyś byly

      1. Nie należy szukać baby w barze. A im szybciej wskakuje “do łóżka”, to też podejrzane. Trzeba trochę ze sobą pochodzić, poznać rodzinę, sąsiadów, znajomych. Dać się wykazać dziewczynie w kuchni, czy potrafi zrobić chociaż jajecznicę… czy nie przeszkadzają jej w tym czasem długie pazury…? Itd.
        Słowem: widziały gały co brały. A jak ktoś myśli tym co w spodniach, będzie miał problemy…

        1. Tylko teraz faceci do d…. i nawet nie do łózka bo tam też się nie sprawdzają więc my mówimy im baj baj właśnie jednego kiedyś poznałam trochę i stwierdziłam,że nie nadaje się ani dla mnie ani dla mojego dziecka. Zwykła popierdółka męska.

        2. Do Zoya to czysta prawda. Teraz dużo z facetami już nie ma nic wspólnego jak się noga tu pnie na takiego to zaraz robi się malutki facecik już nie mówić o tym że nawet zado łowić kobiety nie potrafią

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry