Tej niedzieli nie było “Teleranka”

Pamiętam taki, poprzedzający Święta Bożego Narodzenia, obrazek. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż egipskie ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą oczy i podreptałem w kierunku kuchni. Tutaj moim oczom ukazała się matka. Z nożyczkami w dłoni wycinała równe kwadraciki, które jeden po drugim lądowały na podłodze. W mojej 7-letniej wyobraźni pojawiły się kadry z lekcji plastyki. „Co to?” – zapytałem zaspany. „Kartki na mięso” – odpowiedziała. Potem podeszła i pocałowała mnie w czoło: „Wracaj do łóżka”. Gdy ponownie znalazłem się w swoim pokoju, światło w kuchni zgasło. W chwilę potem usłyszałem zgrzyt zamka i kroki na schodach.

fot. B. Dymiński

Ale wcześniej wydarzyło się „coś jeszcze”… Coś, czemu moja dziecięca wyobraźnia nie potrafiła stawić czoła… Coś umykającego słownictwu… Pamiętacie jeszcze „Teleranek” i tego koguta, który punktualnie o godzinie dziewiątej wskakiwał na płot i piał ku uciesze dzieciaków? Teraz już rozumiem, bo wtedy nie bardzo! Kiedy 13 grudnia 1981 roku na ekranie telewizora zamiast prowadzącego program pojawił się tajemniczy jegomość w ciemnych okularach, oznaczało to niechybnie początek stanu wojennego i koniec pewnej epoki. Ale dla moich kolegów, których ojcowie pracowali na Manifeście Lipcowym, ta data odcisnęła się mocniejszym piętnem. Nagle przestały liczyć się „kolejkowe” spory, książeczki górnicze, kafelki siostry. Ale oddajmy głos świadkom tamtych wydarzeń…

„Rankiem, gdy tylko przetarłem oczy, zwyczajowo włączyłem radio Wolna Europa. Ogłoszony stan wojenny był dla mnie jakąś abstrakcją i nie bardzo miałem wtedy świadomość, z czym się to je i do czego ta zakąska. Przed godziną 9.00 pukanie do drzwi, sąsiad z dziećmi składa mi wizytę, wyrażając swoje niezadowolenie, że chyba ma popsuty telewizor, a dzieci chcą obejrzeć tylko bajkę. Bezproblemowo, pstryk i telewizor włączony, nagle szum i brak obrazu. Pozostało jeszcze tylko radio – Program I i jakieś przemówienie Jaruzelskiego, które po czasie uświadomiło nam, że coś w kraju dzieje się niedobrego i ważnego. W ten sposób dowiedziałem się o takim zjawisku jak stan wojenny kraju” – wspominał po czasie Józef Żak, znany jastrzębski fotoreporter.

Co ciekawe, motyw „śnieżącego telewizora” i feralnego „Teleranka” powtarza się także we wspomnieniach Janiny Nowakowskiej, której mąż był „szeregowym działaczem Solidarności”. „Rano włączyłam telewizor: śnieżył, nie było obrazu. Potem było to fatalne wystąpienie generała Jaruzelskiego, z którego dowiedziałam się, co dzieje się w kraju. Pomimo wszystko ubrałam dzieci i poszliśmy do kościoła. Kościół „na górce” był wtedy jeszcze w budowie. Tego dnia przyszło na mszę świętą tak wiele osób, że praktycznie nie było szans, aby wejść do środka. Zauważyłam, bo to się tak jakoś mocno rzucało w oczy, że we mszy uczestniczyły całe rodziny. Ludzie płakali i ja też płakałam. Bardzo się bałam o dzieci. Trudno było myśleć o przyszłości” – przypomina sobie kobieta.

Jednak życie toczyło się dalej. Przecież stan wojenny nie unieważnił Świąt Bożego Narodzenia. I tak kilka dni przed Wigilią moja matka ustawiła się karnie na końcu kolejki do „rybnego”. Kolejka – w latach 80-tych „kultowe” słowo – wiła się niczym egzotyczny wąż. I z każdą minutą robiła się coraz dłuższa. Tutaj, na jastrzębskim osiedlu, myśli jastrzębian krążyły wokół zbliżających się świąt. Zmierzchało. Budzący się nieśmiało dzień obnażał ten jedyny w swoim rodzaju spektakl, o którym można by śmiało pisać poematy. To w kolejce dowiadywano się, co słychać na osiedlu. To tutaj rodziły się pierwsze miłości. Tutaj także ludzie stawali się swoimi śmiertelnymi wrogami. Nagle ktoś rzucił w eter: „Karpie przywieźli!!!” Tłum zaczął napierać na drzwi…

Kilka godzin później w naszej wannie pływała skonsternowana ryba. W chlorowanej z PRL-owskim rozmachem wodzie jej przyszłość malowała się raczej w czarnych barwach. Należało więc skrócić jej cierpienia i w trybie warunkowym wysłać na tamten świat. Swoją drogą, skąd one, nasze matki, żony, siostry, brały to wszystko? Przecież w latach 80-tych ubiegłego stulecia sklepowe półki świeciły pustkami. Nie sposób było kupić podstawowych produktów, a co dopiero mówić o bakaliach, soczystej szynce czy kubańskich pomarańczach.

I jeszcze ten 13 grudnia, smutne miasto, wszędobylskie czołgi, papryka w sklepach… „Wracając, kupiłem okazyjnie chleb, bo tylko to było jeszcze i nowość się ukazała, prawdziwa bułgarska papryka w dość dużym opakowaniu! Kupiłem jedno opakowanie, ponieważ kupowali wszyscy, a ocet i jajka miałem w zapasie. Papryka była w smaku ostra. Napotkani znajomi z kopalń, którzy uciekli przed ZOMO-wcami, opowiadali mniej lub bardziej wiarygodnie: strzelali, bili, zabili i robiło to szokujące wrażenie” – słyszymy ponownie od Józefa Żaka.

Wreszcie Boże Narodzenie. Magiczne święta w okupowanym kraju i wigilijna noc bez godziny policyjnej… upsss… milicyjnej. Zapach smażonego karpia mieszał się z zapachem żywicy, czyli żywej choinki. Za oknem, to nie żart, padał śnieg, który potem, ścięty syberyjskim mrozem, skrzypiał pod butami. A ludzie w swoich PRL-owskich blokach wypatrywali Pierwszej Gwiazdki. I znowu sprawy potoczyły się swoim torem…

  1. Dzień wcześniej ze znajomymi graliśmy do późnej nocy w karty. Ponieważ mieszkałem daleko to zostałem na noc u kolegi. Rano kolega szykował śniadanie i prosił aby włączyć telewizor, który się “zepsuł”. Ówczesnej elektronice często pomagało solidne walnięcie. Żebyście wiedzieli jaki łomot dostał ten telewizor. Przestaliśmy go okładać gdy skacząc po kanałach(2 TVP i 2 kanały czeskie) zauważyliśmy, że na czechach jest obraz.

  2. Jaka to złośliwość historii.Walczyliśmy wtedy aby teraz komuniści ,internacjonaliści i wszelkiej maści lewactwo robiło burdy na ulicach. Urban triumfuje,nie ma co. Jaruzelski w ostatnich chwilach pojednał się z Bogiem i został pochowany z honorami i w obrządku katolickim,tak jak zresztą wielu komunistów.Rodzina Kiszczaka również tak chciała ,ale żaden katolicki ksiądz się na to nie zgodził .No to zrobił. to pop.Jaka to przewrotność historii.

    1. No wlasnie dzisiaj oprocz tzw lewactwa zadymy ,burdy robia tzw prawdziwi patrioci od spiocha co spal do poludnia 13grudnia…..i policja przeprasza za użycie siły wobec zadymiarzy…no super wg ciebie….pozdrawiam normalnych…

  3. jutro kolejna rocznica” tego dnia”Dzisiaj żyjemy w innej rzeczywistości :sklepy pełne różnych cudów na patyku,mamy inny system polityczny niby jest dobrze ale czy na pewno?Dlaczego my, pamiętający ten koszmarny okres tak chętnie wracamy do wspomnień.Czy aby na pewno mnie, tobie się udało skorzystać z tej przemiany politycznej????Ja jestem zadowolona, osiągnęłam wszystko sama własnymi siłami.Moje dzieci są obywatelami współczesnego świata.mogą podróżować po całym świecie,znają języki obce czego chcieć więcej.Jednak obawiam się o moje wnuczęta, czy przez nasz “dobrobyt’ nie będą musiały spłacać długów zaciągniętych przez obecny rząd.Pozdrawiam wszystkich i zyczę WESOŁYCH ŚWIĄT..

    1. TY osiagnełas???przestan wypisywac głupoty ,wszystko co masz zawdzieczasz mężowi ,ktory na wszystko zapracował.A TY tylko siebie wyrózniłas ,JESTES podłą egoistką.

  4. A potem grobowym głosem oznajmiono, że dzieci nie muszą chodzić do szkoły aż do odwołania. Hurra! Ucieszyły się z tego wszystkie dzieci i młodzież pozamykane w domach. Nikt nie przejmował się, że program nauczania, że matury. Trzeba było siedzieć w domach- bez internetu, bez telefonu- bo linie były przerwane, bez radia, bez telewizji. Nikt się zdrowiem psychicznym dzieci wtedy nie zajmował! Ale to może i dobrze, bo na dworze był tęgi mróz. Gdzieś w Polsce ludzie nie mieli ogrzewania, bo popękały rury. Nie można było dzwonić na pogotowie, bo żadnych połączeń nie było! Po ulicach jechały czołgi robiąc olbrzymi hałas jadąc w długiej kolumnie. Gdzieś strzelano do górników, gdzieś pobito załogę karetki pogotowia, nie dopuszczając ich do udzielania pomocy potrzebującym. Nastrój grozy i ciemności potęgował się sam. Nie można tego sprowadzać do “Teleranka”!

Pozostaw odpowiedź Julka Cancel Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry
Poprzedni
Następny