“Towaaar przywieźli!!!”

Taki obrazek rodzajowy. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż grudniowe ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą oczy i podreptałem w kierunku kuchni. Tutaj moim oczom ukazała się matka. Z nożyczkami w dłoni wycinała równe kwadraciki, które jeden po drugim lądowały na podłodze. W mojej 7-letniej wyobraźni pojawiły się kadry z lekcji plastyki. „Co to?” – zapytałem zaspany. „Kartki na mięso, syneczku” – odpowiedziała. Potem podeszła i pocałowała mnie w czoło: „Wracaj do łóżka”.

fot. J. Żak

Gdy ponownie znalazłem się w swoim pokoju, światło w kuchni zgasło. W chwilę potem usłyszałem zgrzyt zamka i kroki na schodach. Powoli zasypiałem. W tym samym czasie moja matka ustawiła się karnie na końcu kolejki do „rzeźnika”. Kolejka – w latach 80- tych „kultowe” słowo – wiła się niczym egzotyczny wąż. I z każdą minutą robiła się coraz dłuższa. Było kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Tutaj, na Wielkopolskiej, zresztą jak na każdej innej ulicy w mieście, myśli jastrzębian krążyły wokół zbliżających się świąt.

Zmierzchało. Budzący się dzień obnażał szarość PRL-u i panujące w nim reguły. To w kolejce dowiadywano się, co słychać na osiedlu. To tutaj rodziły się pierwsze miłości. Tutaj także ludzie stawali się swoimi śmiertelnymi wrogami. Nagle ktoś rzucił w eter: „Górnikom to dobrze, mają te swoje książeczki górnicze, niczym się nie martwią!” „Co pan opowiada, ja pracuję na kopalni, ale sterczę w tej kolejce razem z całą resztą! – obruszył się młody jegomość. „Towar przywieźli!!!” – padło nagle. Tłum zaczął napierać na drzwi. W tym samym czasie ekspedientka z monstrualnych rozmiarów tasakiem w dłoniach brała pierwszy zamach. Po chwili w szarym, pakowym papierze wylądowały żeberka jak ze snu. Obiekt westchnień wszystkich kolejkowiczów.

Po latach jeden z moich rozmówców opowiadał o fenomenie książeczek „G”. „Kupiłem piec elektryczny na osiedlu, lodówkę koło kopalni, a siostrze kafelki do łazienki, bo akurat wtedy dom budowała. Kupiłem też narty. Do dzisiaj w jednej z łazienek mam jeszcze resztę kafelek. W piwnicy piec też chyba stoi” – wspominał z rozrzewnieniem.

Moje dzieciństwo przypadło na połowę, no, może jeszcze koniec lat 80-tych. Telewizja nie miała wtedy zbyt wiele do zaproponowania. Z tego samego powodu, jeśli na szklanym ekranie pojawiało się coś godnego uwagi, ja i moi rówieśnicy traktowaliśmy to niemal w kategoriach nadprzyrodzonego zjawiska – równie spektakularnego jak pokazywana wówczas jałówka z dwoma głowami.

Pamiętacie jeszcze „Teleranek” i tego koguta, który punktualnie o godzinie dziewiątej wskakiwał na płot i piał? Swoją drogą, kiedy 13 grudnia 1981 roku na ekranie telewizora zamiast prowadzącego program pojawił się pan w ciemnych okularach, oznaczało to niechybnie początek stanu wojennego i koniec pewnej epoki. Ale dla moich kolegów, których ojcowie pracowali na Manifeście Lipcowym, ta data odcisnęła się mocniejszym piętnem. Nagle przestały liczyć się „kolejkowe” spory, książeczki górnicze, kafelki siostry…

Ale koniec tego patosu. Na koniec mała scenka rodzajowa z kopalnianego baru… pardon… lokalu gastronomicznego rodem z PRL-u. „Bez zakąski nie podaje się!” – rzecze kelnerka w zgrzebnym, czarno-białym uniformie. W dłoni dzierży mały notes, którym wachluje się co chwilę. Lokal tonie w papierosowym dymie, tak iż z trudem dostrzega twarze zamawiających alkohol mężczyzn. „Dwie lufy i meduzę” – odpowiada jej zachrypnięty głos. „Galaretka to za mało” – ripostuje. „To ja poproszę golonko” – mówi Stachu. „I tźy piwa” – dodaje ten zachrypnięty. „Tak jest, trzy piwa” – cieszy się ich kompan – „Nie będziem tu tracić pieniędzy na majonezy”.

Jeszcze pamiętacie?

Wpisy na temat ““Towaaar przywieźli!!!””

    1. Atmosfera była tylko pozornie naturalna bo lud pracujący miał jednego głównego wroga jakim była PZPR i cała komuna z tym związana z którą walczono a nie chciał bym powrócić do czasów gdzie mam pieniędzy mnóstwo i nic za to nie mogę kupić ,nawet żywności bo trzeba było stać w kolejkach od północy do rana zmieniając się z domownikami więc daj sobie kutwa spokój z tymi ”dobrymi czasami” i nie kompromituj się .

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Również warto przeczytać
Ile kosztuje magister?
Ile kosztuje magister?
Wpisujemy kilka niepozornych słów. „Pisanie prac magisterskich – Jastrzębie-Zdrój”. Potem machinalnie przyciskamy klawisz „enter”. Zaś efekt naszej zapobiegliwości szybko zostaje wynagrodzony. Ekran komputera wypełniają najpopularniejsze ogłoszenia. „Gotowe prace dyplomowe, eseje...
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
Czy kolej wróci do Jastrzębia?
Aby przyciągnąć turystów z zaborów pruskiego, rosyjskiego i Austro-Węgier do obecnego Jastrzębia-Zdroju (kiedyś Bad Koenigsdorff Jastrzemb), wybudowano kolej i stację kolejową. Dla kolejarzy oraz obsługi pociągów postawiono niedaleko dworca budynek,...
Dzieci to zbędny balast?
Dzieci to zbędny balast?
Co robią nasze dzieci po szkole? Kto powinien sprawować nad nimi opiekę? Kiedy już szkolny plecak wyląduje niedbale w kącie? W sposób naturalny nasz wybór pada na rodziców. Ci jednak...
JSW: "Popłyną" unijne miliony
JSW: “Popłyną” unijne miliony
JSW S.A. ogłosiła rozpoczęcie nowych programów redukcji emisji metanu, których budżet wyniesie 23 mln euro podczas środowej, 7 września, konferencji „Metan z kopalń węgla kamiennego – stan aktualny i wyzwania”....
"To oni popsuli wszystko!"
“To oni popsuli wszystko!”
Kilka osób na przystanku autobusowym przy kopalni „Zofiówka”. Nieco dalej – las sztandarów, okolicznościowe wiązanki i pierwsze takty hymnu narodowego. Ale tych pod wiatą nie interesują żadne tam uroczystości. Oni...
W tamte dni ...
W tamte dni …
Miejski Ośrodek Kultury zaprasza na wystawę plenerową POROZUMIENIA SIERPNIOWO-WRZEŚNIOWE Z PERSPEKTYWY GÓRNOŚLĄSKIEJ przed kinem CENTRUM, z której pochodzi powyższy materiał. Część prezentowanej ekspozycji poświęcona jest bohaterom upamiętnionym w Panteonie Górnośląskim,...
Przewiń do góry
“Towaaar przywieźli!!!”
"Towaaar przywieźli!!!"