Trzy mieszkania w… fekaliach

fot. pixabay

„Jakiś czas temu w jednym z lokali wrzucone resztki jedzenia utkwiły w przewodzie kanalizacyjnym, zapychając go. Odpady tak mocno zablokowały kanalizację, że jedynym wyjściem było usunięcie odcinka instalacji. Fekalia z mieszkań położonych powyżej, nie mogąc spłynąć, znalazły ujście w jednym z mieszkań, wylewając się przez sedes. W efekcie zalaniu uległy trzy mieszkania, a rozmiar szkód był ogromny” – mogliśmy przeczytać w biuletynie Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowa”.

Przy tej okazji władze spółdzielni przypominają, jakich przedmiotów nie można wrzucać do kanalizacji: ręczniki papierowe i chusteczki nawilżające, tampony, podpaski, pampersy, waciki kosmetyczne i patyczki do uszu, leki, odpadki kuchenne, tłuszcze i oleje, żwirek, nici dentystyczne, włosy, papierosy lub filtry papierosowe, części materiałów budowlanych, torebki foliowe, wreszcie… prezerwatywy.

„Koszt usuwania awarii sieci czy wymiany pomp jest bardzo wysoki i wpływa na ostateczną cenę odbioru ścieków” – dowiadujemy się. (źródło: SM “Nowa”)

  1. Wiem do czego służy to i to

    A ja się chcę zapytać..dlaczego na blokach w tablicy informacyjnej jest napisane ze …do ubikacji nie wrzucamy tego ,tego,i jeszcze tego….was tego nie nauczyli w waszych rodzinnych bożych stronach,ze ubikacja to ubikacja,a śmietnik to śmietnik wanna to wanna.itd….co za ludzie tu przyjechali…nie dziwota że …

  2. Podzielę się moimi (naszymi) wspomnieniami w temacie zatkanej kanalizacji:
    Mój blok oddano do użytku w połowie 1986r. Był to czas ogólnych braków, załatwiania materiałów budowlanych i remontowych “z pod lady” lub “sposobem” (cokolwiek to znaczyło 😉 ). OBI i Mrówki wtedy nie było 😉
    Sukcesem było i tak kupno mebli do kuchni (piec gazowy i junkers był już od Spółdzielni), meble do pokojów – na bieżąco jak się coś “ustrzeliło”. Kafelki??? Chyba żart jakiś! Najwytrwalsi załatwiali sobie swoimi sposobami. Dość powiedzieć, że znajomy jechał do Paradyża koczować pod sklepem fabrycznym…
    Tak przed świętami, co zaradniejsi chcieli zamienić tzw. cokel (malowane ściany farbą olejką – tłumaczenie dla goroli) kafelkami, i zaprosić teściów, rodziców, rodzinę na Wigilię, celem pochwalenia się nowym mieszkaniem. Takoż i w naszej klatce ten zaradniejszy, na jednym z wyższych pięter, załatwił kafelki i skuwał tynki celem wykafelkowania sobie łazienki i wc. A że robił to sam, wiedzieliśmy dokładnie, bo robił to do późnych godzin nocnych i po całej klatce niosło się najpierw skuwanie, a potem narzucanie cementu (jeszcze klejów do kafelek nie znaliśmy powszechnie) i równanie rajbetką (packą do tynku – dla goroli). Zresztą kafelkarzy wtedy nie było. Kafelkarz do wykafelkowania to był gość załatwiany po znajomości. Samemu się kafelkowało! Ni i nikomu nie przyszło wtedy do głowy, żeby robić rajwan z nocnego zakłócania ciszy – każdy chciał upiększyć swoje M-ileś, i każdy wiedział, że za chwilę i on to będzie robił…
    No ale, skuty tynk wypada gdzieś wywalić… No i nie do szafki, ale na zewnątrz. Zwieźć windą i wynieść… Szkoda czasu i fatygi, jak można skuty piasek z odrobiną wapna i cementu wywalić do muszli i spłukać…
    I w taki właśnie sposób, dokładnie w Wigilię 1986r., przed południem, przylatuje do nas zapłakana sąsiadka z parteru (latała po wszystkich mieszkaniach z pionu), z ogromną prośbą, żeby nie korzystać z wc u siebie, a u sąsiadów w innym pionie… Wszystko przez to, że u niej wywaliło gówno z muszli i ma w całym mieszkaniu fekalia po kostki… A mieli też już mieszkanie wyremontowane i umeblowane…
    Wieczorem, po wieczerzy, przyjechał samochód WUKO, znaleźli korek w rurze w piwnicy (cirka 2 metry od rury pionowej), wykuli, wymienili kawałek rury, zabetonowali…
    Ale Wigilia u sąsiadów z parteru i tak przebiegła w gów…nej atmosferze…
    Taka miła (jak dla kogo) opowiastka, po latach… Pamiętamy i wiemy kto to kafelkował 😉

        1. Bo hanysów to już coraz mniej i szczęście bo pamiętam jak sąsiad jednej z drugiej strony Hanuś na pola dolewali szamba fekalia w nocy

          1. A zapytaj się ojca,dziadka jak płukał kartofle ….w czym…a potem do sąsiadki piętro niżej biegiem leciał…czy u niej nie ma jego kartofli…tacy geniusze co nic nie mieli,na widłach sie tylko znali do cywilizacji przyjechali…

Twój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry
radiator
Idzie zima. Czy przetrwamy i wystarczy nam pieniędzy?