“Tylko ciężka praca przynosi owoce”

Trener-koordynator Akademii Talentów JW Dariusz Luks

Siatkarze Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla stanowią naturalne zaplecze kadry zespołu trenera Luke’a Reynoldsa, który walczy o medale PlusLigi. Siłą rzeczy pozostają oni w cieniu pierwszej drużyny “pomarańczowych”. Jednak w momencie pojawienia się na parkiecie Ligi Mistrzów 15-letniego Maksymiliana Graniecznego oraz pasma sukcesów siatkarskiej młodzieży (mistrzostwo Polski kadetów i młodzików, wicemistrzostwo Polski juniorów) również o Akademii Talentów zrobiło się głośno. O wychowywaniu siatkarskiej młodzieży oraz ostatnich sukcesach rozmawiamy z trenerem-koordynatorem Dariuszem Luksem. Szkoleniowiec cieszy się oczywiście z niedawnych medali, ale jego największym marzeniem jest coś zupełnie innego…

Co czuje trener-koordynator najlepszej akademii siatkarskiej w Polsce?
Dariusz Luks – Na pewno pod kątem czysto sportowym osiągnęliśmy znakomity wynik. Wywalczyliśmy potrójne mistrzostwo Śląska, a następnie na szczeblu krajowym zdobyliśmy złoto w kadetach i młodzikach oraz srebro w juniorach. Uważam jednak, że powinniśmy podejść do tych sukcesów na spokojnie. Przed nami jeszcze naprawdę sporo pracy. Nasza Akademia Talentów ma docelowo być najlepsza w kraju i chcielibyśmy, aby była wzorem dla innych tego typu instytucji. Co więcej, po naszych niedawnych sukcesach już w tym obecnie trwającym sezonie wszyscy będą chcieli – jak to zwykle w sporcie bywa – “bić mistrza”. Z jednej strony znamy swoją wartość, ale zarazem wiemy, jak wiele musimy jeszcze zrobić, aby stać się wzorem dla innych. Tylko ciężka, systematyczna praca przynosi owoce.

Wprawdzie będzie to pytanie z gatunku “czy kochasz bardziej mamę czy tatę”, ale chciałbym je mimo wszystko zadać. Czy któryś z tych medali jest dla pana cenniejszy niż pozostałe?
Wszystkie te zdobycze uważam za równie wartościowe. Mówię tu także o srebrnym medalu juniorów, gdzie przecież w tie-breaku prowadziliśmy z MOS Wola Warszawa 9:4. Wicemistrzostwo Polski w tej kategorii wiekowej to spory sukces. Rozmawiałem z moimi kolegami, którzy prowadzą inne zespoły. Każdy z nich przyznawał, że dla każdego sportowca srebrny medal to kapitalna zdobycz. Wiadomo, że zawsze gra się o złoto, jednak drugie miejsce też nie jest złym wynikiem. Dlatego traktujemy te medale jednakowo. Chciałbym jednak zaznaczyć że na te medale pracował cały sztab. Tworzą go wraz ze mną trenerzy Dawid Hołda, Jakub Dejewski, Grzegorz Kosatka i Marcin Polowczyk, a także trener przygotowania fizycznego Jakub Radomski, fizjoterapeuci Wojciech Kołdras i Kacper Wąsala oraz psycholog Akademii Talentów Magdalena Szyszko.

Nie byliście rozgoryczeni, że tak niewiele zabrakło do złota?
Oczywiście, że byliśmy! Przecież wszyscy pragnęliśmy tego zwycięstwa. Jednak taka jest właśnie siatkówka – nieprzewidywalna. Mecz kończy się wraz z ostatnią piłką, a nie przy wyniku 9:4. Sport uczy pokory, a my jesteśmy tak dobrzy, jak nasze ostatnie spotkanie. W finale musieliśmy uznać wyższość drużyny ze stolicy, która tego dnia była po prostu lepsza. Gratulujemy naszym rywalom i wyciągamy wnioski na przyszłość.

A czego, pana zdaniem, zabrakło w tym tie-breaku po naszej stronie? Wyrachowania czy też byliśmy już zbyt pewni siebie?
Myślę, że wszystkiego po trochu. Zawiodła koncentracja i niepotrzebnie pojawiła się nonszalancja. Ponadto element szczęścia był po stronie MOS Wola. Nie jest jednak tak, że jeden czynnik decyduje o wszystkim, choć fakt faktem, iż w finale nie potrafiliśmy zatrzymać mającego przysłowiowy “dzień konia” Bartosza Gomułki. Dysponujemy przecież na bloku chłopakami mierzącymi po 208 cm wzrostu, a tymczasem atakujący z Warszawy potrafił bić na… trzecim metrze. Nie potrafiliśmy więc odpowiednio ustawić bloku. Gomułka sam jeden zaliczył niemal 40 punktów, ale nie zanotowałby takiej statystyki, gdyby nie świetna postawa całej drużyny. Trzeba umieć uznać klasę sportową rywala. Należy także pamiętać, że ten medal ma dwie strony.

Co pan ma na myśli?
Nie mieliśmy zapewnionego miejsca w finale i trzeba je było wywalczyć! Mogliśmy przecież pożegnać się z turniejem jeszcze przed pojedynkiem o złoto, bo choćby w półfinale z AZS Częstochowa wróciliśmy z tzw. “dalekiej podróży”. W finałach Mistrzostw Polski Juniorów nie ma łatwych przeciwników. Podobnie było zresztą w pozostałych grupach wiekowych, gdzie zdobywaliśmy wprawdzie złote medale, ale wcześniej notowaliśmy porażkę w fazie grupowej. Można pół-żartem powiedzieć, że na każdy turniej przypadała nam jedna przegrana i dobrze się stało, że w młodszych kategoriach przydarzyła się wcześniej niż w walce o medale (śmiech).

Przejdźmy zatem do mistrzostw Polski kadetów (juniorów młodszych) i młodzików. Jak pan przypomniał, notowaliśmy w tych turniejach po jednej grupowej porażce. W związku z tym nasuwa się pytanie, czy nie miał pan w trakcie zawodów wątpliwości, co do ostatecznego sukcesu?
Zacznę od drużyny młodzików, której głównym szkoleniowcem jest Dawid Hołda. Myślę, że ta ekipa zdobyła złoto głównie za sprawą… “głowy”. Chłopcy potrafili wytrzymać mentalnie w najtrudniejszym momencie. Wiedzieli, po co jadą do Grudziądza. Chcieli medalu, a przecież za rywali mieli zespoły dysponujące graczami o lepszych parametrach fizycznych. W Treflu Gdańsk czy MOS-ie Wola Warszawa było kilku siatkarzy dwumetrowych! Jednak nasi zawodnicy nie tylko zostawiali serducho na parkiecie, ale i dodatkowo nakręcali się z meczu na mecz. Uważam, że młodzicy Akademii Talentów zdobyli mistrzostwo Polski głównie za sprawą zaangażowania i odporności psychicznej. Z kolei w kadetach, za których odpowiadałem osobiście, po wygraniu pierwszego spotkanie, przytrafiła nam się porażka w drugim meczu grupy z gospodarzami turnieju…

Przegrana z gospodarzami Szamotulaninem Szamotuły była dla mnie małą niespodzianką “in minus”.
Przyznam, że niepotrzebnie wdaliśmy się z Szamotulaninem w… szamotaninę (śmiech). Naszą winą było to, że – zamiast skupić się na swoim dobrym występie – pozwoliliśmy przeciwnikom grać i za często spoglądaliśmy na sędziów. Mniej interesowała nas “czysta” siatkówka, a bardziej jakieś kwestie uboczne. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że dobrze się stało, iż przydarzył nam się ten “prztyczek w nos”. Po tym spotkaniu wzięliśmy się ostro do pracy mentalnej, która potem przyniosła piękne efekty. Wiadomo, że gospodarzom pomagają ściany, ale my w finale z Szamotulaninem byliśmy już innym zespołem. Wytrzymaliśmy presję i wypunktowaliśmy ich niczym… Muhamad Ali w najlepszych czasach (śmiech). Doceniamy jednak klasę gospodarzy. Jestem przekonany, że ich czas też nadejdzie. Teraz jednak złoto należało się Jastrzębskiemu Węglowi.

Mieliście okazję i możliwość świętować te sukcesy?
Niestety nie. Ogranicza nas panująca obecnie na świecie pandemia koronawirusa. Nie było nawet możliwości “pokazania” naszych medalistów szerszemu gronu kibiców. Dodam, że oczywiście otrzymaliśmy gratulacje od naszego prezesa Adama Gorola, a także ze strony władz Jastrzębskiej Spółki Węglowej, której prezesi wspierali nas z trybun podczas meczów i szczerze cieszyli się ze zwycięstw. Nasze medale są sukcesem Klubu Sportowego Jastrzębski Węgiel, a nie tylko zawodników i sztabu trenerskiego Akademii Talentów. Mam tu na myśli zarówno nauczycieli i dyrekcję naszego Zespołu Szkół Mistrzostwa Sportowego Jastrzębskiego Węgla, jak i sztab oraz siatkarzy pierwszej drużyny, z którymi na co dzień współpracujemy. Luke Reynolds, Leszek Dejewski, Bogdan Szczebak czy Bartosz Celadyn zawsze chętnie nam pomagają. To naprawdę cieszy. A dowodem na to, że sztab Reynoldsa nieustannie monitoruje postępy naszych zawodników, jest debiut Maksymiliana Graniecznego w Lidze Mistrzów.

Czyli pojawienie się 15-latka w pierwszej drużynie było inicjatywą sztabu Luke’a Reynoldsa?
Tak. Maks jest obserwowany przez trenerów od pewnego czasu i wróży się mu bardzo ciekawą przyszłość. To bardzo inteligentny i pracowity chłopak, więc pozostaje mu tylko życzyć, aby mentalnie wytrzymał tę popularność, która na niego spadła. Generalnie z jego debiutem było tak, że urazu doznał Stanisław Wawrzyńczyk, w związku z czym Reynolds postanowił wzmocnić przyjęcie Szymonem Bińkiem. Zwolniła się wówczas pozycja drugiego libero i stąd szansę dostał Granieczny. Cieszę się, że zagrał i miał nawet udział w punktowej akcji.

Takich chłopaków jak Granieczny jest zapewne więcej.
Oczywiście, ale nie chciałbym wymieniać nazwisk. Uważam, że każdy adept naszej akademii ma taką samą szansę, aby zadebiutować w pierwszym zespole. Jeśli ktoś dostał się do naszej ekipy, to już jest siatkarską “perełką”. Natomiast debiut Maksa w Lidze Mistrzów to znakomity przykład dla jego kolegów, że warto się starać, bo droga do “siatkówki przez duże S” jest otwarta.

W podejściu do osiągnięć młodzieży istnieją dwa nurty. W jednym przypadku mówi się, że ważny jest sukces, aby zawodnik wypracował w sobie gen zwycięstwa. W drugim przypadku stawia się przede wszystkim na szkolenie młodego sportowca pod kątem gry w seniorach. Wówczas bieżące wyniki schodzą na plan dalszy. Pan nigdy nie ukrywał, że jest mu bliższe drugie podejście.
To prawda. Kiedy przyjąłem propozycję z Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla zdecydowanie optowałem za tym, aby skupić się na dostarczaniu zawodników do pierwszego zespołu. Uważałem, że przede wszystkim należy uczyć ich systemu gry drużyny seniorów, do której mielimy z czasem trafić. Jednak już po kilku pierwszych meczach przekonałem się, że mamy… wspaniałych i wymagających kibiców, czyli rodziców i rodziny oraz znajomych naszych siatkarzy! Są na każdych zawodach i jeżdżą za nami po całej Polsce. Dlatego nie można zaprzeczyć, że bez osiągania sukcesów nie da się przyciągnąć do akademii kolejnych “perełek”. W efekcie medale też są ważne. Nie ukrywam jednak, iż staram się wszystkim zainteresowanym tłumaczyć, że złoto w młodzikach niekoniecznie musi przełożyć się na wspaniałą karierę w seniorach. Dlaczego? Ponieważ chłopcy różnie się rozwijają. Specyfiką siatkówki jest, iż ktoś może być gwiazdą jako 15-latek, ponieważ ma odpowiednie warunki fizyczne. Jednak kilka lat później zwyczajnie “zgaśnie”, bo pod tym względem zostanie prześcignięty przez bardziej pracowitych i utalentowanych kolegów. Czasem na niektórych zawodników trzeba poczekać nawet do 22. roku życia. Dlatego warto wypośrodkować podejście w wymienionych przez pana kwestiach.

Czyli warto zaszczepić gen zwycięzcy, ale zarazem pamiętać, że głównym celem jest sukces tych chłopaków w dorosłym życiu.
Dokładnie tak. Musimy spoglądać na rozwój naszych zawodników nie pod kątem jednego sezonu, ale zakończenia cyklu szkolenia w Akademii Talentów. Nie ukrywam tego, że dla mnie jako trenera-koordynatora największym sukcesem nie są złote medale, ale wprowadzenie zawodników na odpowiedni poziom seniorski. Chciałbym, aby nasi chłopcy trafiali do pierwszego zespołu Jastrzębskiego Węgla, czy to bezpośrednio z drużyn juniorskich, co jest bardzo trudne, czy też poprzez grę i nabieranie doświadczenia w innych klubach. Natomiast moim największym marzeniem jest, aby wychowywać przyszłych reprezentantów Polski.

Rozumiem, że temu celowi służą występy najstarszych juniorów w II lidze seniorów. Czy przed tym zespołem został postawiony cel np. włączenia się do walki o I ligę?
Nie. Głównym celem jest utrzymanie II-ligowego bytu. Stawiamy na spokojny rozwój i dlatego nie wzmacniamy tej drużyny zawodnikami z PlusLigi. Walka na trzecim szczeblu seniorskim ma na celu przygotowanie naszych chłopaków do mistrzostw Polski juniorów oraz pozwala im na zdobycie cennego doświadczenia w starciu ze starszymi i “ogranymi” rywalami. Przecież ekipy z Andrychowa, Kęt, Rybnika czy Tychów mają w swoich kadrach siatkarzy z przeszłością w PlusLidze czy I lidze. Dzięki temu nasi adepci mają się od kogo uczyć.

Na koniec chciałbym pana zapytać, jak radzicie sobie w tym trudnym czasie “pandemii”. Rozgrywki odbywają się bez kibiców, a u naszych południowych sąsiadów zaprzestano w ogóle walki o punkty. Polskie szkoły przechodzą na pracę zdalną.
Dla wszystkich ta sytuacja jest trudna. Jeśli chodzi o szkołę, to pracujemy zdalnie, natomiast w kwestii sportowych zajęć klubowych staramy się działać na swoich obiektach. Dysponujemy własną bursą, co daje nam pewne możliwości. Natomiast nasze kolejne decyzje są podyktowane rzecz jasna tym, co w kolejne czwartki przekazuje rząd. Musimy się dostosowywać do wytycznych, więc de facto działamy “z tygodnia na tydzień”. Jednak w mojej opinii nie możemy sobie pozwolić na to, aby tracić czas. W przypadku młodych siatkarzy każdy tydzień bez treningu to wielka strata. Zdajemy sobie sprawę, że jest epidemia koronawirusa i sport to nie wszystko. Ale chcemy również w tej trudnej sytuacji zachować ciąg szkolenia.

No i czas na “sakramentalne” pytanie o plany na najbliższą przyszłość.
Na ile będzie to możliwe, chcemy wykonywać naszą pracę na wszystkich możliwych obszarach, czyli szkoły, sportu, przygotowania motorycznego i psychologicznego. Jeśli chodzi o cel sportowy, to oczywiście chcemy wygrać… wszystko, ponieważ po to wychodzi się na parkiet. Natomiast mój osobisty cel już pan zna – chcę, aby jak najwięcej naszych chłopaków trafiło do pierwszego zespołu Jastrzębskiego Węgla, a jeśli nie będzie im to dane, to do innych klubów PlusLigi czy I ligi.

Terminarz1. runda2. runda
AZS Częstoch.
Polit.Opolska
MKS II Będzin
Start Namysłów
TKS Tychy
Andrychów
Kęczanin Kęty
Volley Rybnik
Volley Miast. Śl.
1:3 (w)
3:0 (w)
0:3 (d)
29.11 (w)
26.11 (d)
02.01 (w)
0:3 (d)
2:3 (w)
28.11 (d)
05.12 (d)
12.12 (d)
19.12 (w)
09.01 (d)
16.01 (w)
23.01 (d)
30.01 (w)
13.02 (d)
27.02 (w)
Tabela II ligi
1.
2.
3.
4.
Kęczanin
Andrychów
AZS Cz-wa
Będzin II
8
7
8
7
23
18
18
13
8:0
6:1
6:2

4:3
5.
6.
7.
8.
9.
10.
TKS Tychy
Volley Rybnik
Volley Miast. Śl.
AT Jastrzębski W.
Start Namysłów
Polit. Opolska
7
7
6
5
7
8
12
8
6
4
3
0
4:3
3:4
2:4
1:4

1:6
0:8

Zobacz więcej na sport.jasnet.pl

Wpisy na temat ““Tylko ciężka praca przynosi owoce””

Twój wpis

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry