W te dni sierpniowe

fot. J. Żak/Archiwum MOK

Z relacji Grzegorza Stawskiego

W dniu 28.08.1980 r. pracowałem na nocną zmianę w KWK „Manifest Lipcowy” (obecnie „Zofiówka”, przyp. red.) w Jastrzębiu. Kiedy przyjechałem do pracy przewozem górniczym, to na przystanku i przed bramą kopalni zauważyłem jakąś niecodzienną sytuację, gdyż ludzie stali grupkami i dyskutowali – nie szli od razu, jak zazwyczaj, prosto do szatni. W owym tygodniu miałem dyżur przy szybie podczas zjazdu górników pod ziemię, gdyż pracowałem w dozorze jako nadgórnik (miałem wtedy 25 lat). Ponieważ nikt nie przyszedł na zjazd, to poszedłem do cechowni i tam usłyszałem wrzaski i krzyki oraz głośne rozmowy wśród ludzi z załogi. Dotyczyły one podjęcia strajku, dowiedziałem się też, że ujawniła się jakaś grupa ludzi, która namawiała i agitowała za strajkiem. W tej grupie byli ludzie o wysokim autorytecie zawodowym, jak przodowi, kombajniści oraz ludzie bardzo sprawni zawodowo, których na kopalni zwano „szpanerami”. Wtedy też pojawił się dyr. Władysław Duda, który zachowywał się jak oszołom, gdyż wrzeszczał i klął na załogę – podgrzewał tym tylko nastroje strajkowe. Zażądał też, aby cały dozór udał się na odprawę. Zaś w tym czasie kotłowało się na cechowni, powstał tam też taki dziwny KS (Komitet Strajkowy, przyp. red.).

Naradę dozoru mieliśmy w sztygarowni – cechowni oddziałów wydobywczych, a nie jak normalnie w sali odpraw dozoru. Podczas tej narady dyr. Duda wydzierał się i wyzywał nas. W pewnym momencie wstałem i zapytałem Dudę, czy wie, co się dzieje, czy zdaje sobie sprawę z tego, że swoim zachowaniem tylko pogarsza sytuację. Powiedziałem mu, że nie ma świadomości tego, co dzieje się na kopalni i że nasze miejsce, jako dozoru, jest przy swojej załodze. W końcu, to my odpowiadamy podczas codziennej pracy za bezpieczeństwo tych ludzi, to my nimi kierujemy w czasie pracy i to do nas oni będą mieli ewentualne pretensje, jeżeli dziać się im będzie coś złego. Oświadczyłem też, że idę do swoich ludzi i na znak protestu i solidaryzowania się ze strajkującą załogą odwróciłem hełm górniczy daszkiem do tyłu. Wypowiedziałem mu posłuszeństwo i chciałem wyjść z narady, lecz dyr. Świderski złapał mnie za ramię i powiedział mi, abym zaczekał jeszcze z tym. W tym momencie dyr. Duda zaczął krzyczeć na mnie, zaś dyr. Świderski oświadczył mu stanowczo mówiąc: „Władek! On ma rację!” Świderski stwierdził także, iż trzeba wystawić delegację dozoru do powstałego KS, w której oprócz mnie znalazł się także Gienek Hetmaniak i Longer.

W tym czasie na zewnątrz narady w cechowni zorganizowano już nagłośnienie i zaczął przemawiać jakiś nieznany nam człowiek – jak się później okazało był to Stefan Pałka. Zaczął on integrować ludzi, mówił o ważnych sprawach dla załogi, na przykład o tym, jak jesteśmy traktowani przez dyrekcję, o tym, jaka jest sytuacja gospodarcza w kraju. Utrwalał tym decyzję o strajku i wziął przywództwo w swoje ręce. Wtedy też dotarła na cechownię, gdzie zebrała się załoga, nasza trzyosobowa grupka. S. Pałka stwierdził, że jest delegacja dozoru i że jesteśmy z nimi, zaś załoga ryknęła z zadowolenia. Zaczęliśmy też przedstawiać się publicznie. Był to czas, kiedy faktycznie zaczął tworzyć się KS w KWK „Manifest Lipcowy”, w skład którego wszedł S. Pałka – przewodniczący, nasza trzyosobowa delegacja dozoru oraz delegaci poszczególnych oddziałów. Do rana 29.08 nie było żadnych obrad KS. Rano 29.08.1980 r. pojawili się na kopalni przedstawiciele ze Zjednoczenia Górniczego i z Ministerstwa Górnictwa. Rozmowy z nimi prowadził S. Pałka posiłkując się nami – przedstawicielami dozoru w KS. Zerwano je jeszcze tego samego ranka z powodu braku kompetencji i pełnomocnictw przedstawicieli lokalnych władz.

Gdy rozpoczęły się spory o kompetencje KS i kiedy przybyła już delegacja z KS KWK „Borynia”, to wtedy Tadeusz Jedynak zabrał głos. Zaproponował, że skoro funkcje i kompetencje KS KWK „Manifest Lipcowy” są tylko zakładowe, to trzeba utworzyć strukturę ponadzakładową – tak powstał MKS Jastrzębie (Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, przyp. red.). Jednakże z czasem, im więcej zakładów wysuwało akces do naszego MKS, tym bardziej rósł on liczebnie, ale równocześnie zmniejszała się grupa ludzi z Zofiówki, którzy przechodzili do KS KWK „Manifest Lipcowy”.

Przydzielono mi funkcję rzecznika prasowego (miałem nawet stosowną plakietkę) i opiekę nad dziennikarzami, którzy przybywali na teren strajkującej kopalni, gdyż wywiadów udzielano wewnątrz kopalni. Ze względu na to, iż baliśmy się sabotażu z ich strony oraz że miały miejsce sytuacji, podczas których próbowali oni robić ludziom „wodę z mózgu”, zamknęliśmy ich w odosobnionym pomieszczeniu Stacji Ratowniczej i więcej nie rozmawiali bezpośrednio z załogą.

Zaczęło się w tym czasie (30.08.1980 r.) spisywanie postulatów strajkowych. W postulatach znalazł się też warunek, po spełnieniu którego przystąpimy do rozmów. Traktował on o tym, że władze wyemitują w ogólnopolskim wydaniu DTV (Dziennika Telewizyjnego, przyp. red.) wiadomość, że górnicy też przystąpili do strajku i popierają postulaty z Gdańska. Puszczono więc to w DTV, ale, jak się później okazało, tylko u nas w regionie, gdyż po transmisji sprawdzaliśmy telefonicznie w innych częściach Polski, czy taka wiadomość dotarła do nich. Również 30.08.1980 r. doszły nas słuchy, iż po podpisaniu porozumień szczecińskich jedzie do nas delegacja rządowa z A. Kopciem na czele (Aleksander Kopeć, wiceprezes Rady Ministrów i minister przemysłu maszynowego w 1980 r., przyp. red.). Gdy dotarła pod KWK „Manifest Lipcowy”, w trakcie przeprowadzania członków tej delegacji korytarzem ograniczonym z obydwu stron szpalerem załogi, nastąpiły nieoczekiwanie owacje – nie dla strony rządowej, lecz dla nas MKS-u. Była to swoista akceptacja rozwiązania zaistniałego problemu poprzez negocjacje. Wieczorem tego samego dnia rozpoczęły się rozmowy negocjacyjne z Komisją Rządową.

W dniu 2.09.1980 r. ze względu na propozycję Żabińskiego, (Andrzej Żabiński, z-ca członka BP KC PZPR, przyp. red.), aby przyjąć szczecińską koncepcję organizowania związków zawodowych, zrobiliśmy większą przerwę w czasie negocjacji. Udaliśmy się na wewnętrzną dyskusję członków MKS do sztygarowni, dotyczyła ona koncepcji tworzenia związków – wybór między szczecińską a gdańską. Stwierdziłem, że skoro nie znaliśmy ani jednej, ani drugiej koncepcji, zaś Żabiński namawia nas do koncepcji szczecińskiej, to nie powinniśmy je przyjąć. Poza tym wcześniej publicznie popieraliśmy koncepcję gdańską. Sienkiewicz (przewodniczący MKS, przyp. red.) to podchwycił, ale to nie on był tego pomysłodawcą. Wtedy wróciliśmy do stołu obrad i zakomunikowaliśmy, że przyjmujemy koncepcję związkową wypracowaną w Gdańsku. Żabiński wtedy odpowiedział tylko: „Szkoda!”

Podczas negocjacji nikt nie wywierał na nas żadnej presji, oprócz takich rozmów toczonych „przez stół”. Negocjacje przebiegały według poniższego schematu: najpierw podawaliśmy nurtujący nas problem do rozwiązania, potem ustalaliśmy to, co strony rozumieją pod danym pojęciem – definicją, a następnie proponowaliśmy możliwe rozwiązania problemu i na koniec wypracowana koncepcja wchodziła w zapis porozumienia. Na mocy porozumienia powstała Komisja Mieszana z przewodniczącym Lejczakiem i wiceprzewodniczącym Sienkiewiczem.

Bardzo dużo czasu zabrało przepisywanie porozumienia. Tekst porozumienia przepisywano nie mniej niż 3 razy, a niektóre strony tekstu nawet po 7 razy. Byłem wtedy wydelegowany z MKS do pilnowania przepisywanego porozumienia, natomiast z drugiej strony delegatem był Puszczewicz – sekretarz ds. węgla w KW PZPR w Katowicach. Tekst porozumienia przepisywała sekretarka głównego inżyniera. Puszczewicz dyktował tekst, a ja nie pozwalałem na jakiekolwiek zmiany w ostatecznej formie tekstu, na przykład wynegocjowano zwrot „wolne soboty i niedziele”, a Puszczewicz chciał wkręcić do przepisywanego tekstu zwrot „soboty wolne i niedziele”. Więc wymyśliłem, by tego Puszczewicza dwaj ratownicy zamknęli w toalecie. Natomiast ze strony rządowej dalsze przepisywanie tekstu nadzorował bezproblemowo jakiś profesor (Jerzy Nawrocki). Po przepisaniu obydwie strony przeczytały gotowy tekst – czy jest zgodność tekstu z wcześniejszym ustaleniami i zatwierdziły to. Puczszczewicza natomiast wypuszczono z toalety na sam akt podpisania tekstu porozumienia.

Reakcja ludzi na podpisanie porozumienia była burzliwa – byli po prostu szczęśliwi. Rano 3.09.1980 r. w dniu podpisania porozumienia atmosfera się tak rozluźniła, iż udzieliła się Komisji Rządowej atmosfera bratania się z nami, MKS-em (delegacja rządowa zaczęła ściągać z siebie marynarki, podwijać mankiety, jedli wspólnie z nami kromki chleba z salcesonem i pasztetem itp.). Był taki moment, kiedy dyskutowaliśmy o wolnych sobotach i niedzielach, na co Kopeć przystał, zaś Żabiński mu odchrząknął: „Ty nie masz prawa!” – na co Kopeć stwierdził, że to on jest tu przewodniczącym i to jego decyzja, jakby uświadomił sobie, że coś może zrobić pozytywnego. Na koniec podpisania porozumień odśpiewano hymn Polski i Międzynarodówkę (hymn komunistyczny, przyp. red.) i to tak, jakby była ona jedną ze zwrotek hymnu państwowego. Ludzie czekali na kserokopie porozumień, między innymi dziennikarze ogólnopolskich i regionalnych mediów. Po tym wszyscy się rozeszli i postanowiliśmy, że następnego dnia idziemy do pracy.

Wpisy na temat “W te dni sierpniowe”

  1. PMIĘTAMY te dni grozy. Nie wiadomo było czy nas zaatakują czy będą inaczej nękać.
    A teraz mamy podobną władzę do tej z PRL. I tak samo mówią kłamiąc, obiecując, i nas okradając. Czy ktoś pamięta jak ujawniono, że dwóch ministrów z tamtego rządu wybudowali wille dla siebie. Jeden z nich był tak chytry, że kazał kupić za państwowe pieniądze szczotki do butów. Skończył tragicznie wieszając się. Dziś, z tych okradających nie myśli o wieszaniu lecz o większej kradzieży.

Skomentuj juz dosc Cancel Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Również warto przeczytać
"Nie chcemy takich wrzodów..."
5e9d3d72
W ostatnim wydaniu gazety „Twoja Spółdzielnia” zająłem się tematem patologii. Patologia z narkotykami w tle. To nie tylko indywidualne zażywanie narkotyków, to również dilowanie, awantury pod wpływem substancji psychotropowych, zagrożenia...
Beton i jeszcze raz beton...
IMG_20221123_130005
„Od kilku lat trwa rewitalizacja Parku Zdrojowego. Wydano miliony złotych. Ale czy efekt końcowy będzie oczekiwany przez mieszkańców?” – zastanawia się nasz Czytelnik. „Już teraz widać, że jest to tak...
Gdzie parkować?
e2ddd999
„Gdzie parkować?” Do kogo tak naprawdę zaadresować to odwieczne pytanie? I czy udzielone odpowiedzi zadowolą jeszcze kogokolwiek? Fakt, że problem ten dotyczy nie tylko naszego miasta, nie stanowi tu zbytniego...
Dlaczego piesi giną na pasach?
35-692857
Gdzie przechodzący przez jezdnię powinien bać się o swoje życie? I to do tego stopnia, żeby w myślach gorączkowo „klepać zdrowaśki”? No cóż, może wydać się to nieco kuriozalne, ale...
"My, jako policja, służymy ludziom..."
66-709479
„Głównie chodzi o to, żeby mieszkańcy poczuli, że mają wpływ na swoje bezpieczeństwo, a my, jako policja, służymy ludziom…” Te szczególne słowa wybrzmiały swego czasu w sali jastrzębskiego magistratu i...
A patriotyzm?!
b57fabfc
Kilka miesięcy temu obchodziliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego. Przed nami, już za kilka dni, Narodowe Święto Niepodległości. A gdzieś w tle – pytanie o patriotyzm. Co tak naprawdę dla nas znaczy?...
Przewiń do góry