Jerzy Kulig: „Najważniejsza jest rodzina”

W ubiegłym tygodniu w wieku niespełna 89 lat zmarł Jerzy Kulig – legendarny trener GKS Jastrzębie z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a także założyciel Szkółki Piłkarskiej MOSiR Jastrzębie. Był osobą niezwykle zasłużoną dla rozwoju – i przetrwania! – futbolu w naszym mieście. W 2011 roku przeprowadziliśmy wywiad z Jerzym Kuligiem, w którym odsłonił on nieco kulisy wielkich sukcesów jastrzębskiej piłki nożnej oraz trudnych początków Szkółki. Na kilkadziesiąt godzin przed pożegnaniem pana Jerzego warto przypomnieć sobie tamten materiał. Ku pamięci postanowiliśmy także opublikować krótki fragment audio tego wywiadu, w którym pan Jerzy wspominał, że nawet na emeryturze nie potrafił „tak po prostu” zapomnieć o ukochanej dyscyplinie…

W jaki sposób trafił Pan do piłki nożnej?
Jerzy Kulig – Jako dziecko grałem w piłkę w szkole, jak wszyscy. W wieku jedenastu lat trafiłem do mojego lokalnego klubu Babia Góra Sucha Beskidzka. Urodziłem się w tym mieście i tam wszystko się zaczęło. Oczywiście nie mogliśmy liczyć na takie warunki, jakie dziś mają młodzi piłkarze, gdy metodycznie od pierwszej klasy uczy się dzieci. Wtedy to był żywioł, z trenerem goniło się dookoła boiska (śmiech). Później grałem w A-klasowym Garbarzu Zembrzyce, a następnie w trzecioligowej Koszarawie Żywiec. Przygodę z piłką zakończyłem w Lotniku, gdzie doznałem kontuzji.

Kiedy w Pana karierze pojawiło się Jastrzębie?
Zawsze marzyłem o tym, aby po karierze piłkarskiej zostać trenerem. Zrobiłem odpowiednie uprawnienia. Pracowałem w wielu klubach Okręgu Kraków, również z młodzieżą. Prowadziłem też kadrę okręgu. Miałem dobre wyniki w Halniaku Maków Podhalański, a także we wspomnianych Zembrzycach oraz Beskidzie Andrychów. Gdy tam pracowałem, przyszła oferta z Jastrzębia. To był 1974 rok. Przyjechali do mnie panowie Kocyba i Kluczniok. Jastrzębie wtedy spadło z II ligi, a oni chcieli to odbudować. Cóż, nie była to łatwa praca. Brakowało bazy i podstaw organizacyjnych. Ale jakoś szliśmy do góry. Zdobyliśmy mistrzostwo III ligi i graliśmy w barażach o zaplecze ekstraklasy. Szło nam bardzo dobrze, potrzebowaliśmy jedynie remisu w Lubinie. Niestety, sędziowie nas tam potraktowali niezbyt miło i w ostatnich minutach Zagłębie wcisnęło bramkę na 1:0. Porażkę zrekompensowaliśmy kibicom w Pucharze Polski. To były naprawdę świetne przeżycia dla nas i dla sympatyków GKS Jastrzębie. Wyniki każdy zna. Pokonaliśmy Wisłę Kraków, Legię Warszawa i Stal Rzeszów. Dopiero Stal Mielec nas zatrzymała w półfinale.

Często Pan to wspomina?
Mam po tym wiele pamiątek i kaset. To wszystko było bardzo miłe i sympatyczne. W ogóle kibice byli chętni do dopingu na stadionie i żyli tym, co działo się w klubie. Te mecze sprawiały mi ogromną satysfakcję. Graliśmy z reprezentantami Polski, przyjechał tu Grzegorz Lato. Cieszyły mnie też te mecze o awans do II ligi. To były dobre drużyny, jak Zagłębie Lubin, Tarnovia czy Unia Racibórz.

Trener Henryk Papierok pamięta Pana z pracy w ROW-ie Rybnik. Wprowadzał Pan tam nową jakość piłki.
Cóż, do Rybnika trafiłem w niezbyt szczęśliwych okolicznościach. Wszystko było tam rozbite. Drużyna na ostatnim miejscu w lidze i trudno było cokolwiek zrobić. Najlepsi zawodnicy odeszli, tacy jak Sobczyński, który przeszedł do Legii, czy Szymura, oddany do Zabrza. Był jeszcze Edward Lorens, który odszedł do Ruchu… Zespół nie miał szans na utrzymanie. Musiałem odejść i tak trafiłem do Odry Wodzisław. Cztery kolejne lata w Wodzisławiu wspominam bardzo miło. Utrzymałem ich w II lidze, a potem na dwa lata wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, gdzie trenowałem w Milwaukee.

Trener Ryszard Duda w USA spotkał Franciszka Smudę…
Ja spotkałem Smudę, gdy ROW Rybnik grał z Legią w ekstraklasie. Franciszka ściągnął z Ameryki do Warszawy Andrzej Strejlau. Grał na stoperze. Zremisowaliśmy tam 0:0. Smuda to był dobry, skromny chłopak, fajny facet był z niego.

Wraca Pan ze Stanów…
Po powrocie znów pojawiłem się w Wodzisławiu, ale szybko przypomniano sobie o mnie w Jastrzębiu. GKS był wówczas na trzecim miejscu od końca w II lidze. Przejąłem zespół 1 stycznia 1986 roku. Utrzymaliśmy się…

Przejął Pan drużynę po trenerze Majcherku. Pierwsze spotkanie wygrane w Wałbrzychu 2:1.
To był niezwykle ważny mecz. Gdybyśmy przegrali, byłaby katastrofa. Cztery punkty straty do bezpiecznego miejsca. Ale wygraliśmy. Dwie bramki strzelił Piotr Mandrysz. Potem było z górki, wyraźnie się utrzymaliśmy. Podobnie jak rok później.

Połowa meczów to remisy.
Tak. A potem władze klubu zaczęły naciskać na awans. Tłumaczyłem, że nie jesteśmy na to jeszcze gotowi. Jakoś się udało, ale potem były coraz większe wymagania. Po prostu należało poczekać, popracować na organizacją, wzmocnić zespół. Wiele rzeczy kulało.

Pana zdaniem awansowaliśmy za szybko?
Tak, zdecydowanie. Ale czynniki wyższe ponaglały…

To był powód Pana odejścia?
Najpierw był remis z Bydgoszczą, a potem Woźniak w Wałbrzychu puścił takiego „farfocla”, że wstyd. Przez to wszystko byłem kłębkiem nerwów. Poza nami o awans walczyły Ruch Chorzów, Polonia Bytom i Piast Nowa Ruda. Odszedłem. Do Odry Wodzisław.

Czy miał Pan jakiegoś ulubieńca w kadrze GKS?
Tu był cały bardzo ciekawy zespół, ale na II ligę. Mieliśmy masę kibiców. Szło nam, wyniki były piękne, atmosfera na stadionie fantastyczna. Nie dziwię się działaczom, że mieli takie ambicje, ale do tego trzeba było być przygotowanym. Uważam, że II liga dla Jastrzębia była akurat. Trzeba było ściągnąć dwóch, może trzech zawodników i walczyć dalej. Nie chciałem być złym prorokiem, ale skończyło się dokładnie tak, jak przewidywałem.

Nie proponowano Panu powrotu, gdy zespołowi nie szło w ekstraklasie?
Gdy przegrywali za minusowe punkty, a prowadzona przez mnie Odra Wodzisław otrzymywała dodatkowe oczka za wygrane z Arką (3:0) i Piastem (5:0) to pan Kluczniok dzwonił po paru meczach… Fajnie mi tam szło, choć z ligi spadało aż dziesięć zespołów. Podpisałem kontrakt na trzy miesiące rundy jesiennej i zastrzegłem, że zostanę, jeśli uda mi się to poukładać. Udało się. Nie zabrakło nam wiele do Igloopolu Dębica, który wówczas wygrał ligę. Później z Odry odszedłem na emeryturę, gdyż miałem problemy z kręgosłupem z uwagi na ulubioną przeze mnie jazdę na nartach. Wtedy zaproponowano mi w Jastrzębiu prowadzenie szkółki piłkarskiej.

Tworzył Pan z Ryszardem Dudą duet trenerski z prawdziwego zdarzenia.
Ryszard Duda był przede wszystkim świetnym zawodnikiem. W mało której drużynie jest dziś taki pomocnik. Szalenie inteligentny, świetny rozgrywający. Dobry zawodnik i prawy człowiek. Bardzo dobrze mi się z nim współpracowało jako zawodnikiem, a potem zaproponowałem mu współpracę jako trenerowi. Z nami działał też Rajnard Koterba, który zajmował się bramkarzami. Tworzyliśmy taką trójkę dobrze rozumiejących się ludzi. Każdy wiedział, co ma robić. Z Ryszardem Dudą do dziś utrzymujemy kontakty, przyjaźniliśmy się też rodzinami.

Szkółka Piłkarska to dzieło Pańskiego życia?
Zawsze lubiłem pracę z młodzieżą. Byłem zmęczony seniorami, bo jestem takim człowiekiem, który łatwo nie ustępuje. Wtedy pojawili się panowie Adam Grzywnowicz i Adam Płaczek, i zaproponowali mi tworzenie szkółki. Miałem wtedy parę propozycji, między innymi ze Szczecina, ale sobie to przemyślałem. Pomyślałem, że spróbuję. I tak byłem w szkółce przez szesnaście lat. Ale jak człowiek widział rezultaty pracy, to aż chciało się pracować.

Kawał czasu. Stworzył Pan tu grupę dobrze rozumiejących się ludzi.
Zjeździłem kawał Europy i widziałem jak to wyglądało. We Francji czy Niemczech piękne boiska, a u nas trenowaliśmy na żużlowych. Teraz to się zmieniło. Ale ogólnie rzecz ujmując, gdyby nie oddanie rodziców tych dzieci, to nic by nie było. Narodziło się tu kilku ciekawych piłkarzy, jak Maciej Małkowski, Marcin Radzewicz, Łukasz Pielorz czy Sebastian Nowak. Paweł Hajduczek do dziś gra w pierwszej lidze ukraińskiej. Pamiętają o mnie, wysyłają życzenia na święta. To cieszy. Cieszą mnie powstałe orliki i boisko przy Kasztanowej.

Cieszy Pana młodzież w Jastrzębiu. Tymczasem niedawno upadł miejscowy klub seniorski.
Dla kibiców to jest trudne, a co dopiero dla mnie, skoro swego czasu układałem tu te wszystkie klocki. Często bywam w rozjazdach. Pytano mnie, jakim cudem do tego doszło. Uważam, że popełniono w Jastrzębiu wiele błędów. Wzięli się za to ludzie, którzy nie powinni byli tego robić. Z drugiej strony tych, którzy chcieli się zabrać, było bardzo mało. Najważniejszy jest sponsor strategiczny. To truizm, ale taka jest prawda. Żeby cokolwiek robić, trzeba mieć pieniądze. A w Szkółce zebrali się ludzie, którym dobro piłki leżało na sercu i zawsze będę z tym związany. Czasami przychodzę posprawdzać, jak się sprawują (śmiech). Przed młodymi zawsze jest szansa.

Zrezygnował Pan z działalności w Szkółce Piłkarskiej MOSiR, ale po wyjeździe w góry założył Pan kolejną szkółkę. Ciągnie wilka do lasu.
W moim wieku najważniejszą sprawą jest rodzina. Synowie, wnuki… Staram się spędzać z nimi wiele czasu. Ale nie da się odciąć tego 46 lat pracy, jaką się parałem. Bez tego bym zwariował. Kolega mnie poprosił, abym w Makowie pomógł stworzyć szkółkę. Mam tam dwóch utalentowanych trenerów, a sam pracuję z rocznikiem 2000 i 2001. Coś trzeba też robić w górach, żeby pamiętali, że był taki Kulig.

Czego zatem można Panu życzyć?
Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Widzimy się na...

Komunikat

Najnowsze wiadomości

Kalendarz kibica

30.05.2026, Boisko ul. Libowiec, 17:00
Klasa A: Granica Ruptawa vs Jankowice
02.06.2026, Boisko przy ZS nr 1, 09:30
MOSiR: Finał Miejski Czwartków Lekkoatletycznych
19.09.2026, Główna arteria miasta, 18:00
MOSiR: Bieg Jastrzębskiej Dziesiątki
Przewijanie do góry

Ogłoszenia

Geodezja
Tomasz Gołębiowski
Sporządzenie mapy do celów projektowych, aktualizacja mapy zasadniczej, inwentaryzacja powykonawcza budynków i innych..
Kontakt: Cieszyn, ul. Tadeusza Kościuszki 34B/5, geodezja-cieszyn@wp.pl, tel. 338 525 894, tel. kom. 505 009 214

Ogłoszenia